Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PAN X

MR. X

PAN X

ocena:9
Autor:Peter Straub
Tłumaczenie:Maciejka Mazan
Wydanie oryginalne:1999
Wydanie polskie:2003
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka
Ilość stron:592
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Zdobywca Nagrody Brama Stokera, nominowany do August Derleth Award, „Pan X” pióra jednego z najpopularniejszych autorów horrorów, Petera Strauba, w Polsce nie został przyjęty zbyt entuzjastycznie, ale w swoich rodzimych Stanach Zjednoczonych znalazł całkiem rozległy podatny grunt. Nawiązujący do literatury H.P. Lovecrafta, niepoddający się ścisłej klasyfikacji gatunkowej, „Pan X”, takiego rozgłosu jak opus magnum Strauba, „Upiorna opowieść”, co prawda nie zyskał, ale i tak nie mam żadnych wątpliwości, że jest to jedno z tych dzieł, z którym każdy szanujący się miłośnik literatury grozy winien się zapoznać.

Ned Dunstan po latach wraca do rodzinnego Edgerton, zaalarmowany złym przeczuciem dotyczącym jego matki Valerie zwanej Star. W szpitalu dowiaduje się, że jego rodzicielka miała rozległy udar. Przed śmiercią Star przekazuje Nedowi nazwisko jego biologicznego ojca, które dotychczas skrzętnie przed nim ukrywała. Mieszkający w Edgerton ciotki i wuj Neda z jakiegoś powodu nie chcą wtajemniczać go w żadne sekrety rodzinne. Dotyczy to zarówno informacji na temat jego ojca, jak i nietypowych zdolności Dunstanów. Ned jest jednak zdeterminowany, by odkryć prawdę. Rozpoczyna śledztwo, które wkrótce ujawnia, że ma brata bliźniaka Roberta, który ma nadnaturalne moce i bez oporów zabija ludzi w jakiś sposób zagrażających jemu bądź Nedowi. Ten ostatni też stopniowo odkrywa w sobie zdumiewające zdolności, pytanie tylko, czy okażą się one wystarczające w nieuchronnie zbliżającej się konfrontacji z Panem X. Potężnym człowiekiem, który nade wszystko pragnie zgładzić Neda i Roberta.

Horror, thriller, kryminał, utwór fantasy, dramat, czarna komedia – echa wszystkich tych gatunków donośnie wybrzmiewają w omawianej powieści, a sposób w jaki się ze sobą łączą jest tak naturalny, niewymuszony, płynny, że wygląda to tak, jakby były one jednością, jakby wszelkie granice pomiędzy nimi Peter Straub tak po prostu, bez żadnego wysiłku ze swojej strony, zatarł. W „Panu X” wszystkie wyżej wymienione gatunki egzystują ze sobą w doskonałej harmonii – jeden wynika z drugiego, ten rodzi następny, a po czasie dla czytelnika przestaje mieć już znaczenie to gdzie kończy się jeden gatunek, a rozpoczyna inny. Z tych wszystkich składników powstała nowa jakość. Coś, czemu choćby nie wiem jak by się tego pragnęło, nie sposób przypiąć etykietki z nazwą jednego gatunku. W „Panu X” można też odnaleźć składniki kojarzone z utworami egzystencjalnymi i unaoczniają się one zarówno w postaci głównego bohatera Neda Dunstana, jak i jego bliźniaczego brata Roberta oraz w sylwetce tytułowego Pana X. Temu pierwszemu, od kiedy sięga pamięcią, towarzyszyło poczucie niekompletności, braku czegoś bardzo ważnego, bez czego cały czas czuje się jak połowa siebie. Myśli, że to nieprzyjemne wrażenie jest spowodowane niewiedzą o jego biologicznym ojcu, ale kiedy dowiaduje się, że ma brata bliźniaka zmienia swoje spojrzenie na tę sprawę. Uwidacznia się tutaj nawiązanie do „Doktora Jekylla i pana Hyde'a” Roberta Louisa Stevensona. Robert jawi się niczym mroczna odsłona Neda, zdaje się posiadać przede wszystkim wady, których to z kolei Ned jest pozbawiony. Na ten duet można jednak patrzeć też przez pryzmat opowiadania Edgara Allana Poego pt. „William Wilson” - postać Roberta odbierać jako sobowtóra Neda. Wydaje się, że sobowtóra złego, na wskroś zepsutego, zdolnego do najbardziej bestialskich czynów i w ogóle nieprzejmującego się ewentualnymi konsekwencjami swoich zbrodni. Nawet tym, że karę za nie może ponieść jego brata bliźniak, bo i już podczas pierwszych spotkań z Nedem, Robert daje mu jasno do zrozumienia, że nie pała do niego sympatią. Poważniejsze zagrożenie dla sympatycznego głównego bohatera i zarazem głównego narratora książki stwarza obsesyjny fan twórczości H.P. Lovecrafta, człowiek, który głęboko wierzy w to, że Samotnik z Providence przelewał na papier prawdę jedynie skąpo odzianą w łaszki fikcji literackiej, a on sam jest potomkiem Wielkich Przedwiecznych. Mowa o tytułowej postaci, demonicznym Panu X, fragmenty dziennika którego będą przeplatać się z dłuższymi i częstszymi rozdziałami ujętymi z perspektywy Neda Dunstana. Nasz antybohater jest przekonany, że jego potworna rodzina oczekuje od niego zgładzenia synów Star Dunstan, że to jego święta misja, że właśnie po to żyje. Tak jak w przypadku Neda (Roberta także, ale w najmniejszym stopniu) czytelnik będzie mógł zapoznać się z wcześniejszymi losami Pana X. Sięgnąć do przeszłości, w której to narodziła się jego wiara w mitologię Cthulhu i przekonanie, że jest kimś wybranym. Nie człowiekiem – kimś, spokrewnionym z Wielkimi Przedwiecznymi, o istnieniu których dowiedział się z opowiadań H.P. Lovecrafta. I rzeczywiście, Pan X włada niezwykłymi mocami, posiada nadludzkie zdolności, które chętnie wykorzystuje przeciwko ludziom, jeśli tylko ma w tym jakiś interes. Życie ludzkie nie ma dla niego absolutnie żadnej wartości, morderstwo jest dla niego niczym dziecięca igraszka, bez skrupułów odbiera życie innym, a czasami nawet podchodzi do tego z humorem, bo i bardzo dobrze się bawi wyrządzając krzywdę wybranym osobnikom. Ale też coraz bardziej niecierpliwi – przez lata bezowocnego polowania na Neda Dunstana narastała w nim frustracja, wciąż jednak wierzy w to, że moment ostatecznej konfrontacji jest bardzo bliski.

W „Panu X” groza wynika przede wszystkim ze świadomości istnienia okrutnej postaci obdarzonej nadludzkimi mocami, która czyha na życie głównego bohatera, którego to Peter Straub pozwala nam bardzo dobrze poznać i polubić. Ale to nie jedyne niebezpieczeństwo, z którym Ned Dunstan musi się zmierzyć. W rodzinnym Edgerton, do którego po latach wraca, stanie oko w oko ze swoim bratem bliźniakiem, z istnienia którego dotychczas nie zdawał sobie sprawy. Autor „Pana X” każe nam z dużą nieufnością przyglądać się Robertowi, spodziewać się uderzeń także z jego strony. To znaczy bezpośrednich ataków na Neda, bo pośrednie, tj. reperkusje przestępczych działań Roberta za każdym razem dotykają głównego bohatera powieści, nikt wszak nie wie, że ma on brata bliźniaka, a i rzeczone rodzeństwo woli utrzymywać to w sekrecie. Na Neda poluje więc także miejscowy gang, któremu naraził się Robert i trafia do kręgu podejrzanych w toczącym się właśnie śledztwie policji w sprawie zabójstw paru obywateli Edgerton. Ponadto zdaje się, że sam robi sobie wroga w osobie prominentnego mieszkańca miasta, wpływowego człowieka, z żoną którego Ned się spotyka. Dodajmy do tego pewność, że członkowie rodziny czołowego bohatera „Pana X” skrywają jakieś mroczne tajemnice dotyczące wszystkich Dunstanów, że nie mówią Nedowi czegoś bardzo ważnego, czegoś co już niedługo może (ale nie musi) przesądzić o jego życiu lub śmierci. Z racji swojego urodzenia Ned też posiada niezwykłe moce, które to mogą go ocalić pod warunkiem, że zdąży je opanować przed nieuchronnym spotkaniem ze swoim największym prześladowcą. W swoim śledztwie główny bohater książki nie tylko skupia się na poszukiwaniach ojca. Powoli zgłębia również historię swojej rodziny, dzieje Dunstanów, które to zwyczajne na pewno nie są. Ten oto wątek kryminalny stanowi coś na kształt ulicy głównej, z której to odchodzą inne uliczki zataczające kręgi. W ten sposób Straub każdorazowo powraca do tej głównej ścieżki, niestrudzenie i często niemalże jednocześnie wchodząc na te gatunkowo inne obszary. Jeśli chodzi o horror to wyraźnie uwidacznia się tutaj duch prozy Lovecrafta. Straub osnuł swoją opowieść nieziemską atmosferą bardzo przypominającą tę emanującą z kart utworów Samotnika z Providence, a jakby tego było mało poczynił liczne aluzje do czających się gdzieś na obrzeżach znanego nam świata potworności. „Pana X” czyta się w nieustającym i wciąż narastającym poczuciu obecności jakichś stworów wymykających się wyobraźni zwykłego śmiertelnika, szkaradzieństw, które mogą, ale wcale nie muszą, być jakoś związane z nie tak tajemniczym (bo dosyć szybko sporo się na jego temat dowiadujemy) Panem X. Te typowe dla horroru motywy często są przez Strauba pociągane w stronę gatunku fantasy i na odwrót – tak płynnie, że niemalże niezauważalnie jedna z tych stylistyk zastępuje drugą. Straub uprawia tutaj tak zręczną żonglerkę, że wprost nie mogłam wyjść z podziwu nad tym jego dokonaniem. Tym bardziej, że operował nie tylko „tymi dwiema piłeczkami”, że do tej jakże smacznej potrawy wrzucał wiele innych składników, które doskonale zazębiały się z horrorem i fantasy (w tym drugim też widać wpływ twórczości Lovecrafta). Owocem tych wszystkich starań Petera Strauba jest powieść, która tchnie nową jakością, dzieło, które wciągnęło mnie bez reszty. Mocno trzymający w napięciu, klimatyczny, silnie intrygujący utwór pełen doskonale skonstruowanych postaci, których nade wszystko nie chce się opuszczać. A kiedy już przychodzi ta straszna chwila, kiedy powieść dobiega końca, Straub robi czytelnikom takiego psikusa, że jestem przekonana, że nawet jeśli, jakimś cudem, dotychczasowa treść tej publikacji nie dawała im nadziei na potrzebę obracania w myślach tej historii jeszcze długo po zakończeniu lektury, to ostatnie zdanie widniejące w „Panu X” (nie licząc posłowia i spisu treści) każe im ponownie przeanalizować to dzieło. Przyjrzeć się mu pod innym kątem. Ale dopiero wtedy, gdy przeminie szok, który jak podejrzewam zostanie w nich wywołany przez Petera Strauba zaledwie jednym – powtarzam: JEDNYM – zdaniem. I niech nikogo ręce nie świerzbią, żeby przed czasem zajrzeć na ostatnią stronicę tej książki, żeby zaznajomić się z tym magicznym zdaniem finalizującym tę wspaniałą opowieść. Wstydźcie się Wy, którzy ulegniecie tym zgubnym podszeptom...

Z dotychczas przeczytanych przeze mnie powieści Petera Strauba w moim osobistym rankingu ta zajmuje drugie miejsce. Plasuje się za utworem, którego przebić temu autorowi chyba się już nie uda, a mianowicie za istnym arcydziełem literatury grozy, jakim niewątpliwie jest „Upiorna opowieść”. I chociaż poznałam tylko małą część twórczości tego niezwykle uzdolnionego pisarza wydaje mi się, że sam fakt umieszczenia przeze mnie „Pana X” tuż za tak wybitnym dokonaniem jakim niewątpliwie jest „Upiorna opowieść” może być spokojnie traktowany jako duża zachęta z mojej strony dla wielbicieli literatury grozy do sięgnięcia również po tę zdecydowanie mniej znaną powieść Petera Strauba.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ doskonała żonglerka kilkoma gatunkami
+ przedstawienie postaci nie tylko pierwszo-, ale także drugoplanowych
+ doskonałe budowanie i stopniowanie napięcia
+ klimat niesamowitości i nieustanna pewność obecności jakichś potworności
+ smaczne nawiązania do twórczości H.P. Lovecrafta, tchnienie w tę opowieść ducha prozy Samotnika z Providence
+ intrygujące sekrety i zaskakujące odpowiedzi
+ pasjonujące, wciągające śledztwo głównego bohatera książki
+ magiczne ostatnie zdanie

Minusy:

- Pan X mógłby być trochę bardziej (dłużej) tajemniczy

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -