Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HEADLESS EYES, THE

HEADLESS EYES, THE

Headless Eyes

ocena:3
Rok prod.:1971
Reżyser:Kent Bateman
Kraj prod.:USA
Obsada:Bo Brundin, Gordon Ramon, Kelley Swartz, Mary Jane Early
Autor recenzji:Andmel
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:3
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Wszyscy artyści to prostytutki, w oparach lepszych fajek, w oparach wódki jak śpiewał Kazik Staszewski. Po obejrzeniu omawianego filmu okazuje się, że są także szaleńcami, których jedynym pragnieniem jest wyłupienie nam oczu, ale nie po to by podziwiać ich artyzm z bliska.

Lekko obleśny artysta nieudacznik, imieniem Malcolm włamuje się nocą do apartamentu pewnej pani. Życie chyba w każdym kraju jest drogie, toteż złodziejaszek postanawia okraść damę z pieniędzy i biżuterii. Na jego nieszczęście okradana budzi się i podczas szamotaniny, chwyta na lezącą na stoliku łyżkę (i kto teraz powie by sprzątać często pokój?) i zadaje okrutny cios prosto w oczodół napastnika. Malcolm zwija się w bólu, krzyczy Aaaaaaaa my eye !! (będzie się to przewijało przez cały film), a po oczodole spływa mu własna gałka oczna. Od tego momentu psychika artysty zostaje zachwiana, plącze się bez celu po Nowym Jorku, miewa koszmary o oczach, które zresztą ucieleśnia w swej twórczości, prezentowanej w małej galeryjce. Sprawy przybierają wkrótce zły obrót. Pewnego dnia, rozbawiona para, strojąc sobie żarty z Malcolma, zaprasza go do siebie, gdzie on, miast podać rękę na powitanie, młotkiem rozbija im czerepy, i wyjmuje gałki oczne. Podobnie kończy swój żywot na dzień następny, miejscowa prostytutka. Malcolm zaczyna rozkoszować się w swych zbrodniach, mimo że spłoszony przy jednej z prób wyłupienia oczu, wraca na miejsce przestępstwa i spokojnie stoi wśród gapiów i reporterów telewizyjnych. Policja amerykańska ma chyba IQ niższe niż depresja w Raczkach Elbląskich, bowiem Malcolm, spokojnie przechadza się to tu i tam z opaską na oku. Może to nic dziwnego, ale świadkowie taki właśnie podali rysopis mordercy. Ale prawdziwy artysta nie byłby sobą, gdyby nie miał jakiegoś wiernego odbiorcy. Właśnie tą rolę pełni młoda kobieta, wyraźnie zafascynowana pracami Malcolma. Spędzają ze sobą trochę czasu, rozmawiają itp., itd., niestety nie dowiemy się co będzie dalej z gruchającą parką, bo mężczyzna wyrusza na połów nowych oczu. Podczas pogoni za łakomym, kobiecym kąskiem, ukontentowany nie zauważa, że został zamknięty w chłodni...

Film pierwotnie nakręcony w 1971 r. nie ujrzał światła dziennego aż do 1973. Czy to dobrze? Czas przyjrzeć się z bliska (póki mamy oczy). Kopia którą oglądałem, i zapewne inni szczęśliwcy też właśnie taką mieli nieprzyjemność podziwiać nie nastraja optymistycznie. Rozmazane kadry, kolory i buczący dźwięk utrudniają odbiór obrazu. Pomysł filmu oczywiście ciekawy i stwarzający duże pole do popisu. Niestety, cała marność amatorskich produkcji wychodzi na jaw. Przede wszystkim jest to zła reżyseria. Postacie w filmie właściwie nie istnieją. Przez większość czasu emisji na ekranie widzimy Malcolma miotanego przez paranoje własnego umysłu i słyszymy jego monolog. Jeśli ktoś się pojawia z innych person to natychmiast, po minucie, dwóch ginie. Wyjątkiem jest tu odwiedzająca go, była żona i młoda dziewczyna. Obie panie nie poznajemy dokładnie bowiem znikają i słuch po nich ginie. Nieporadność reżyserską widzimy także w wielu innych miejscach: wywiadu przed budynkiem, ucieczką Malcolma ze spływającym okiem. Sam aktor Bob Brundin nie zawsze bywa przekonywujący, czasem irytujący, ale przynajmniej jego rola pozostaje nam w pamięci. Efekty specjalne cierpią na skutek nikłej ilości funduszy, plastikowe gałki oczne i czerwona farba tylko na początku wywołują niemiłe wrażenie. Później widz, coraz częściej epatowany markowanym wydłubywaniem oczu zaczyna być tym znużony, jak również i scenami zabójstw w stylu: ruch, ktoś pada, cięcie, krew na twarzy, zbliżenie. Naiwności scenariusza rażą jak światło latarki w piwnicy. Ostatnia ofiara ucieka przez napastnikiem nie między ludzi, w tłum, na policję, tylko do opuszczonej hali. Oczywiście, oddajmy sprawiedliwość, bo jest to typowy grzech niejednego horroru. Bystry niczym Niagara, policjant w pojedynkę łapie Malcolma i daje mu niepowtarzalną szansę pokonania go, co też artysta skwapliwie czyni. Film jest trudno dostępny, zapomniany i zupełnie amatorski i może tylko dlatego można się z nim zapoznać, tym bardziej, że temat z oczami trochę lepiej rozwinął Michael Pataki w filmie Mansion of the Doomed z 1977 r.

Screeny

HO, HEADLESS EYES, THE HO, HEADLESS EYES, THE HO, HEADLESS EYES, THE HO, HEADLESS EYES, THE HO, HEADLESS EYES, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ są inne gorsze amatorskie produkcje
+ jakkolwiek by to nie było przedstawione, wyłupywanie oczu raczej mrozi krew w żyłach

Minusy:

- brak polotu u reżysera
- kiepskie wykonanie
- rażące naiwności

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -