Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BEAST OF YUCCA FLATS, THE

BEAST OF YUCCA FLATS, THE

Beast of Yucca Flats

ocena:1
Rok prod.:1961
Reżyser:Coleman Francis
Kraj prod.:USA
Obsada:Tor Johnson, Bing Stafford, Larry Aten, Jim Oliphant, Douglas Mellor, Barbara Francis, Anthony Cardoza, Lanell Cado, Marcia Knight
Autor recenzji:Andmel
Ocena autora:1
Ocena użytkowników:1.33
Głosów:6
Inne oceny redakcji:

Czas umyka i pędzi coraz szybciej. Są jednak chwilę, gdy możemy wręcz namacalnie go wyczuć. Taka chwila nadarza się podczas emisji filmu The Beast of Yucca Flats. Niespełna godzina, a jednak każda sekunda wydaje się minutą, a minuta godziną. Na dobrym filmie czas biegnie szybko, na złym staje w miejscu. I chyba nad tym problemem - względności czasu w kinie - pracował reżyser Coleman Francis.

Tyk tyk tyka zegar... Pani owinięta ręcznikiem przegląda się przed lustrem. Widać, że dopiero wzięła kąpiel. Kładzie się do łóżka, a gdy już czekamy, że ręcznik się zsunie albo sama go zdejmie odsłaniając swe wdzięki, pojawia się jakaś gruba ręka (A fujjj). Tajemniczy przybysz dusi ledwo przestraszoną kobietę. No, wstęp nawet niczego sobie. Teraz akcja przenosi się na jakieś obskurne lotnisko. Widzimy mężczyznę, ale niedokładnie bo napisy filmu go przesłaniają. Na szczęście wtrąca się lektor i wyjaśnia co się dzieje. Podjeżdżają samochody i wysiada... Marlon Brando??? Nie, to łysy i gruby Tor Jonson! Jako słynny radziecki uczony Joseph Javorski przybywa do kraju wolności z dowodami na lądowanie Rosjan na księżycu. Pościg między KGB a FBI ciągnie się dość długo, aż wszyscy wysiadają w Yucca Flats. Teraz następuje ekscytująca strzelanina, gdzie jeden czeka w spokoju na drugiego, aż ten zmieni magazynek i znów zacznie pluć ołowiem. Tor biegnie na ile ma tchu w płucach, aż tu niech no, co za pech. Akurat wybucha testowa bomba atomowa. Ot tak po prostu. Łup i jest grzyb. Zamienia on biednego naukowca w oszalałą, krwiożerczą bestię, krzyczącego uuuuguuuu!! i pokrytego jakimś wysypkowym badziewiem na twarzy. Jedno z jego morderstw alarmuje miejscowych stróżów prawa. Ciało ofiary - młodej dziewczyna Tor porywa z niewiadomych przyczyn w góry. A teraz drodzy widzowie, nadeszła pora za zwolnienie tempa ślamazarnej akcji i chwilę oddechu. Nagle pojawia się kobieta wstająca z łóżka. Miło ubrana pani zamienia kilka słów poza kamerą z dzielnym policjantem, i znów kładzie się do łóżka. Dziwne... i czemu tak krótko. Stróże prawa ścigając przestępcę, z narażeniem życia wspinając się po płaskich ścianach i wiedzieni chyba tylko swym instynktem lub pism swędem, znajdują zwłoki kobiety. Wkurzeni, wskakują do samolotu i z niebios postawiają zapolować na bestię. Tymczasem pojawia się na drodze rodzinka na wakacjach. Rodzice na chwilę spuszczają z oczu swoje pociechy. Chłopcy wykorzystują to, udają się na wycieczkę i błądzą w górach. Na ich trop wpada Tor. Zaniepokojony ojciec wyrusza na poszukiwanie zaginionych. Oczywiście policjanci biorą go za mordercę i strzelają do niego z karabinu powtarzalnego z szybkością karabinu maszynowego. W sumie to wydaje się zrozumiałe. Uciekinier biegnie chyba z prędkością pędzącego samochodu, bo co chwilę widzimy go w innej scenerii. Nawet zraniony biegnie dalej, trzymając się za wszystkie miejsca na ciele, z wyjątkiem tych postrzelonych. Sceny finałowe: pogoń opasłego, wyjącego Tora za dziećmi, walka z policjantami, niczym zapasy w błocie, potrafią powalić na kolana i zmusić nas do uderzania głową w ścianę. Do tego cały czas mamy wrażenie, że to film niemy, mimo że słyszymy głosy...

Koniec lat 50 i 60-tych to oczywiście okres największych napięć pomiędzy USA a Rosją Radziecką. Aby wpisać się w główny nurt, reżyser sięga po rosyjskiego naukowca. Przyznajmy szczerze, nie ma to zbytnio znaczenia. Równie dobrze mógłby być rolnikiem z Burkina Faso lub lepić gliniane garnki w Bangladeszu. Scenariusz jest idiotyczny, sensu nie ma w tym żadnego, niektóre sceny mają się nijak do całości. Chociażby scena z prologu. Jeśli się działa wcześniej niż wybuch atomowy, to czemu naukowiec Javorski zabija dziewczynę? A jeśli później, to jakim cudem, skoro nigdy nie opuścił gór? Wyjący Tor z finału wzbudza współczucie, miałem wrażenie że aktor albo ziewa albo ma kolkę, a nie próbuje nas przestraszyć. Wszystkie właściwie sceny trzymają poziom przedstawienia absolwentów przedszkola. Denerwujący jest także styl kręcenia filmu Właściwie nie widzimy mówiących osób. Słowa wypowiadane są zza kamery w dziwacznych momentach (np. osoba odwrócona do nas plecami). Powodem tego zjawiska, jest to że Coleman Francis kręcił film bez dźwięku. Głosy dodano później, a część z nich wypowiada lektor, który jest coraz bardziej irytujący z minuty na minutę. Jego bełkot i szarpane pseudo-inteligentne banialuki jeszcze brzmią mi w uszach... (Touch a button, something happens. A scientist becomes a beast.) Nie wiem, czy twórca tego dzieła nie chciał w ten sposób zagarnąć tytułu najgorszego reżysera dla siebie i zdetronizować Ed Wooda Jr.

Screeny

HO, BEAST OF YUCCA FLATS, THE HO, BEAST OF YUCCA FLATS, THE HO, BEAST OF YUCCA FLATS, THE HO, BEAST OF YUCCA FLATS, THE HO, BEAST OF YUCCA FLATS, THE HO, BEAST OF YUCCA FLATS, THE HO, BEAST OF YUCCA FLATS, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ najlepiej wypadł króliczek, który nieproszony przyszedł w końcówce do umierającego Tora

Minusy:

- cały film to minus

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -