Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:COLLECTOR, THE

COLLECTOR, THE

Kolekcjoner

ocena:9
Rok prod.:1965
Reżyser:William Wyler
Kraj prod.:USA / Wielka Brytania
Obsada:Terence Stamp, Samantha Eggar, Mona Washbourne, Maurice Dallimore
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:7.29
Głosów:7
Inne oceny redakcji:

Williama Wylera powszechnie uważa się za jednego z czołowych reprezentantów klasycznego kina hollywoodzkiego (według jednych - lata 1917-60 bądź 1930-60 - według drugich). Urodzony w 1902 r., w Alzacji, w żydowskiej rodzinie Weillreów, w roku 1920 przybył do Hollywood, gdzie pracował już jego straszy brat i gdzie z czasem ujawnił swój niebywały talent realizatorski i godną podziwu wszechstronność. W ciągu czterdziestopięcioletniej kariery reżyserskiej, próbował swoich sił niemal we wszystkich popularnych gatunkach filmowych i w każdym z nich ze skutkiem wyśmienitym. W jego dorobku znalazły się: melodramaty (np. "Jezebel"), filmy gangsterskie (np."Godzinny rozpaczy"), westerny (np. "Biały kanion"), filmy wojenne (np."Najlepsza lata naszego życia"), dramat policyjny ("Historia policjanta"), biblijna superprodukcja ("Ben Hur", który otrzymał od Akademii aż 11 Oscarów), komedie (np. "Rzymskie wakacje"), musical ("Zabawna dziewczyna") i psychothriller - "Kolekcjoner". To ostatnie z wymienionych dzieł, będące adaptacją głośnego literackiego debiutu Johna Fowlesa pod tym samym tytułem, okazało się ukoronowaniem znakomitej kariery artysty. Obraz, nominowany do Nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej w trzech kategoriach, nagrodzony na festiwalu w Cannes, stał się nie tylko artystycznym sukcesem, ale także jednym z najlepszych portretów psychopatycznej osobowości..

Fryderyk Clegg jest skromnym i samotnym urzędnikiem bankowym, do którego pewnego dnia uśmiechnął się los. Wygrawszy na loterii pokaźną sumę pieniędzy, zakupił wiejską posiadłość. Może w niej w samotności oddawać się kolekcjonerskiej pasji zbierania motyli. Fryderyk ma jeszcze jedną pasję - jest nią młoda i piękna studentka malarstwa, Miranda Grey. Obsesyjnie zakochany w niej mężczyzna porywa dziewczynę i więzi w przestronnej piwnicy. Jest dla niej uprzejmy i uczynny, stara się być także sympatyczny. Ma bowiem nadzieję, że Miranda poznawszy go bliżej, odwzajemni uczucie. Ale dziewczyna myśli tylko o tym jak wyrwać się z rąk psychopaty.

Zainteresowanie Wylera powieścią Fowlesa nie było zaskoczeniem. Reżyser dał się już wcześniej poznać jako wytrawny znawca kobiet, wnikliwy psycholog i utalentowany malarz kobiecej duszy. Zwłaszcza w jego trzech wybitnych melodramatach: "Jezebel", "List" oraz "Lisie gniazdo", w których wystąpiła Bette Davis, pokazał klasę mistrza. W "Kolekcjonerze" kobieta również znajduje się w centrum fabularnych wydarzeń. Co więcej jest zarówno ich siła sprawczą, jak i fatalną. Powieść była więc wymarzonym materiałem dla hollywoodzkiego reżysera.

Ale był też zapewne inny powód, dla którego twórca "Ben Hura" zdecydował się przenieść na ekran bestseller Fowlesa. Po ogromnym komercyjnym sukcesie słynnej "Psychozy" Alfreda Hitchcocka w pierwszej połowie lat 60-tch kino na poważnie zainteresowało się demonami skrywającymi się w ludzkim umyśle. "Jesienne liście" Roberta Siodmaka, "Podglądacz" Michaela Powella, "Co się zdarzyło Baby Jane?" Roberta Aldritcha, "Wstręt" Romana Polańskiego to tylko niektóre przykłady filmów, które opowiadały o mrocznej stronie ludzkiej natury, czynią bohaterami ludzi o zwichrowanej psychice, szaleńców i psychopatów. Fryderyk Clegg, bohater "Kolekcjonera", jest jednym z nich.

W kameralnym obrazie Wylera to właśnie on oraz jego antagonistka, Miranda Grey, skupiają uwagę widza. Między bohaterami toczy się psychologiczny pojedynek, w którym każdemu z jego uczestników przyświeca inny cel. Fryderyk pragnie by dziewczyna go pokochała, kobieta zaś - odzyskać wolność. Od początku więc wiadomo, że o kompromisie nie ma mowy – któreś z nich będzie musiało się pogodzić z przegraną. Mimo to oboje uparcie dążą do pożądanych przez siebie celów. Fryderyk w swoim postępowaniu daleki jest ot typowego brutalnego porywacza, nawet wydaje się być całkiem przyzwoitym zwyczajnym człowiekiem, gdyby nie absurdalność porwania. Zdajemy sobie sprawę, że jego niezłomna wiara w odwzajemnienie wymuszonego uczucia miłości, mogła się zrodzić tylko w głowie człowieka chorego. Mężczyzna jednak jest zdeterminowany do tego stopnia, że nie zniechęca go zmieniający się układ zależności. Prosta relacja sprawca –ofiara co chwila ulega komplikacji a momentami wręcz odwróceniu. Fryderyk spełnia wszystkie zachcianki Mirandy, godzi się na wszystkie stawiane przez nią warunki, z wyjątkiem tego najważniejszego – zwrócenia wolności. Nic więc dziwnego, że dziewczyna nie jest w stanie pokochać porywacza. Jednak zasadnicza przyczyna tkwi w czym innym: uczucie, jakim rzekomo darzy dziewczynę Fryderyk, po prostu nie istnieje. Odwołując się do wiedzy psychiatrycznej można by określić osobowość bohatera jako schizoidalną, czyli taką, którą charakteryzuje chłód emocjonalny, zdystansownie lub spłaszczenie uczuciowość, samotnictwo i egocentryzm. "Wszystko jest tutaj martwe" - mówi Miranda z przerażeniem spoglądając na gabloty z zasuszonymi martwymi motylami, a widz nie ma wątpliwości, że słowa te odnoszą się także do Fryderyka.

Entomologiczna kolekcja jest ważnym elementem fabuły. Znamienne, że mężczyzna wyraźnie jest poruszony tylko, gdy pokazuje i opowiada o kolekcji zasuszonych motyli. Zresztą analogia między nimi a porwaną dziewczyną jest tutaj oczywista. "Przyszpilona" Miranada, niczym pozbawiony życia piękny martwy motyl, jest dla Fryderyka nie ludzką istotą, ale niezwykle cennym pożądanym okazem, którego posiadanie w kolekcji podniosłoby prestiż jej właściciela. W "Kolekcjonerze" wyraźnie zaznaczono także społeczny aspekt motywacji bohatera. Miranda uosabia lepszy świat, artystów, intelektualistów, ludzi z elity, którymi Fryderyk jednocześnie gardzi i podziwia. Czyż wiec bohaterowi chodzi o miłość czy tylko o zaspokojenie pragnienia posiadania i kontroli?

Ale najważniejszą postacią w filmie jest porwana dziewczyna. Nie ma w sobie nic z bezwolnej, miotającej się rozpaczliwie w sieciach porywacza, ofiary. Okazuje się bowiem nie tylko godnym przeciwnikiem Fryderyka, ale częstokroć przewyższającym go inteligencją, sprytem i uporem w dążeniu do celu. Dziewczyna ucieka się do wszelkich możliwych sposobów, by odnieść zwycięstwo w pojedynku z porywaczem. Udaje atak woreczka robaczkowego, kiedy indziej jest uwodzicielska, stanowcza i uległa, miła i oschła, nieustannie zmienia swój charakter w zależności od potrzeb danej chwili, a gdy już uśpi czujność Fryderyka, próbuje ucieczki. To, że się jej nie udaje wydostać z jego rąk jest rezultatem niefortunnego zbiegu okoliczności niż - mimo jego starań- zapobiegliwości porywacza. Ale sens postaci Mirandy nie ogranicza się tylko do jej gry z Fryderykiem, lecz ma głębsze znacznie. To symbol dojrzałej kobiecości, nieodgadnionej i nieprzewidywalnej, pociągającej i fascynującej, lecz zarazem niemożliwej do zdobycia, ogarnięcia i podporządkowania. Można ją fizycznie zniewolić, ale wewnętrznie pozostanie złowrogą tajemnicą, poza zasięgiem męskiego pojmowania. Dzięki doskonałemu scenariuszowi i aktorskiej kreacji Samanthy Eggar otrzymujemy pełne uwiarygodnienie tego symbolu.

Wyler, mając na ekranie fascynujące postacie i intrygującą fabułę, podporządkował sposób realizacji pokazywanej historii. Nie ma w dziele amerykańskiego reżysera żadnej zbędnej ornamentyki, żadnego wychodzenia formy przed treść, każde ujęcie, każdy ruch kamery jest dostosowany do pokazywanych wydarzeń i postaci. O takiej reżyserii zwykło się mówić, że jest "przezroczysta", bo widz nie zauważa sposobu realizacji, skupiając się na treści. Ta reżyserska metoda sprawdziła się w przypadku "Kolekcjonera", choć pojawiającego się momentami wrażenia teatralności trudno nie dostrzec. Jest to jednak drobny mankament, który niknie wobec przyjemności uczestnictwa w fascynującym pojedynku, który tak naprawdę toczy się nie miedzy konkretnymi bohaterami, lecz między tajemniczą i groźną kobiecością a fizycznie dominującą, choć psychologicznie bezradną wobec niej męskością. Jest to także pojedynek, którego wynik skłania do smutnej refleksji, że ludzie to "samotne wyspy", które nigdy nie połączą się w stały ląd.

Screeny

HO, COLLECTOR, THE HO, COLLECTOR, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klasyka filmów o psychopatach
+ fascynujący psychologiczny pojedynek bohaterów
+ nie nudzi
+ fabuła
+ aktorzy
+ reżyseria
+ skłania do refleksji

Minusy:

- momentami nieco teatralności
- bardziej thriller niż film grozy
- dla tych co lubią subtelne i psychologiczne kino

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -