Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LIGHTNING BUG

LIGHTNING BUG

Lightning Bug

ocena:3
Rok prod.:2004
Reżyser:Robert Hall
Kraj prod.:USA
Obsada:Bret Harrison, Lucas Till, Ashley Laurence, Laura Prepon
Autor recenzji:Kamiko
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:7
Głosów:5
Inne oceny redakcji:

Niektórzy ludzie wprost nie mogą się uwolnić od myślenia stereotypowego. Jeśli ktoś lubi kolor czarny, musi mieć poważne problemy psychiczne, a jeśli jeszcze, nie daj Boże, ogląda horrory, to z pewnością jest czcicielem szatana odprawiającym czarne msze w piwnicy swego domu. Od podobnego myślenia nie mógł najwidoczniej się wyzwolić producent "Lightning bug", który twierdzi, że wystarczy uczynić głównego bohatera fanem efektów specjalnych i filmów grozy, by móc w ten sposób promować swój tytuł jako ni mniej ni więcej tylko właśnie horror.

Niejasne podejrzenia skłoniły mnie do przelotnego obejrzenia kilku zupełnie przypadkowych fragmentów filmu przed właściwym jego oglądaniem. Pod ich wpływem podejrzenia nasiliły się. Krótka wyprawa po internecie przyćmiła je jednak. Bo chociaż zapoznawszy się jedynie z urywkami całości, miałam dziwną pewność, że "Lightning bug" jest dramatem, to jednak w większości serwisów, na których podawano informacje o tym tytule, słowo "horror" stało jak byk. Zaczynam się zastanawiać: czy to ja coś przegapiłam, czy może ostatnio pod gatunek horroru zaczęto podczepiać wszelkie produkcje, w których to jeden człowiek podnosi rękę na drugiego człowieka (np. pijany mąż na zastraszoną żonę)?

Akcja filmu rozgrywa się w Alabamie, gdzie, jeśli wierzyć Alowi Yankovicowi, dopuszczalne jest wchodzenie w związki małżeńskie z kuzynostwem i płodzenie jedenastopalcastych dzieci (w "Lightning bug" rzeczywiście spotkamy się z "umizgami" kuzynów, więc coś w tym chyba musi być). Bohaterem jest młodzian imieniem Green Graves (tak! On się tak nazywa!), który mieszka wraz z matką i młodszym bratem w przyczepie, a dni spędza na oglądaniu horrorów i samodokształcaniu w dziedzinie tworzenia efektów specjalnych. Jego pokój wypełniają gliniane modele i ohydne maski, na lekcjach szkicuje maszkary, śniąc swe sny o Hollywood i przyszłej w nim karierze. Z czasem udaje mu się zdobyć pracę przy "Domu Strachów", który ma być udostępniony okolicznym mieszkańcom w samo Halloween. Green ochoczo zabiera się za ten projekt, planując za zarobione pieniądze kupić bilet do Los Angeles. Tymczasem jego ojczym, brutalny alkoholik, zaczyna sobie coraz śmielej poczynać w jego domu, pijąc na umór i dając upust agresji w stosowaniu przemocy, wyszydzając przy tym Greena i jego marzenia. Sam Green zakochuje się po uszy w dziewczynie z wypożyczalni video, z którą zaczyna się spotykać, nadeptując tym samym na odcisk jej matce - fanatyczce religijnej, nierozstającej się z poduszką, która...zastępuje jej męża. Czy Green zdąży ukończyć "Dom Strachów" na czas? Czy zwiąże się na stałe ze swą ukochaną? Czy fanatycy z lokalnego kościoła zniweczą jego plany? Kogo skrzywdzi jego agresywny ojczym? I czy duch czarnowłosej dziewoi ze studni znów ukaże się na cmentarzu? Oto pytania, które trzymają widzów w napięciu i nie pozwolą ani na chwilę odejść Wam od telewizora.

No dobrze, ostatnie dwa zdania to kłamstwo. W "Lightning bug" nie ma żadnych duchów, potworów, ani nawiedzonych domów. Nie ma także napięcia. Ani odrobiny. Film jest opowieścią, jakich było już wiele. Opowieścią o jednym z "piekieł", jakie naprawdę istnieją: o zabitej dechami dziurze, w której nikt z nas nie chciałby się znaleźć, gdzie szczęśliwa jest żona, której mąż nie upija się bez umiaru, bijąc następnie do nieprzytomności każdą ludzką istotę, jaka akurat znajdzie się w jego zasięgu; gdzie młodzi żyją jedynie marzeniami o jakimś innym, odległym świecie, który pozwoliłby im żyć pełnią życia; gdzie każdy odmieniec jest wytykany palcami i torturowany przez samotność i niezrozumienie, a łapanie świetlików jest najwspanialszą i najatrakcyjniejszą z dostępnych rozrywek. To film o marzycielu, który koniecznie chce wyrwać się z takiego właśnie piekła na krańcu świata, o chłopcu, który próbuje w tym piekle dorastać, a który w końcu i tak przesiąknie wszechobecnym złem wypaczającym ludzkie dusze i umysły, i zostanie popchnięty do podniesienia pięści na tych, którzy tę pięść podnieśli pierwsi i splamienia swego ciała krwią.

Wrażliwy marzyciel, usiłujący wyrwać się z prowincji do lepszego świata, matka terroryzowana przez agresywnego ojczyma pijaka, dziewczyna, która już usiłowała uciec, a którą brutalnie strącono na ziemię, i której połamano skrzydła, na których usiłowała odlecieć do swego własnego nieba, zdziwaczała starsza pani, która nie wypuści uzależnionego od niej psychicznie dziecka ze swych szponów...To właśnie jest "Lighning bug" - historia o prowincji, która przeraża nas tylko tą świadomością, że takich miejsc pełno jest na kuli ziemskiej.

Ile już było takich historii? Ile jeszcze będzie? Nihil novi sub sole, moi drodzy, nihil novi...Wszystko to już było. Wszystko to już gdzieś się przewinęło. Wrażliwy, dojrzewający chłopiec z marzeniami? Przemoc domowa? Okaleczona dusza dziewczyny, która chciała zostać aktorką, a która przez swą naiwność i "prowincjonalną" nieznajomość świata wylądowała w studiu filmów porno? Zamknięta społeczność niby z krańca świata, gdzie życie wielu bliższe jest wegetacji? A cóż w tym nowego i odkrywczego? No i, co ważniejsze, gdzie jest w tym wszystkim horror jako gatunek filmowy???

Do wszystkiego da się dopisać filozofię, jednak nikt nie przekona mnie, że w "Lightning Bug" jest choć krztyna grozy, która pozwoliłaby podciągnąć go pod horror. Że co? Że w jednej scenie bohater pożycza sobie "Piątek trzynastego"? A gdyby pożyczył "Tylko dla orłów", to promowano by "Lightning bug" jako dramat wojenny? Film jest nudny i przewidywalny: fabuła jakich tysiące, stare schematy powielane po wielokroć. Pod względem technicznym nie można mu nic zarzucić, zarówno aktorstwo jak i ogólne wykonanie stoją na wysokim poziomie. I rzeczywiście, może jak ktoś lubi dramaty, historie rodzinne z przemocą w tle, wątki pierwszych, nastoletnich miłości, rozgrywające się na przerażającej dla takich jak ja mieszczuchów prowincji, jeśli ktoś lubi filmy, na których może wzdychać z niepewności o los dwojga kochanków, którym przeciwności piętrzą się na drodze lub przeżywać złość młodego człowieka poniżanego przez pijanego opiekuna, to "Lightning bug" może mu się spodobać. Dla innych będzie to najzwyklejsza strata czasu.

Screeny

HO, LIGHTNING BUG HO, LIGHTNING BUG HO, LIGHTNING BUG HO, LIGHTNING BUG HO, LIGHTNING BUG

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ technicznie bez zarzutu
+ dobrze dobrani aktorzy

Minusy:

- to nie jest horror
- było już mnóstwo takich historii
- przewidywalny aż do bólu
- nuda

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -