Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:INNER SENSES a.k.a. Yee do hung gaan

INNER SENSES a.k.a. Yee do hung gaan

Wewnętrzne Zmysły

ocena:5
Rok prod.:2002
Reżyser:Chi-Leung Law
Kraj prod.:Hong Kong
Obsada:Leslie Cheung, Kar Yan Lam, Maggie Poon, Waise Lee, Valerie Chow
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:8
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Już choćby ze względu na podobieństwo tytułu skojarzenie "Wewnętrznych zmysłów" Chi-Leung Law z "Szóstym zmysłem" M. Night Shyamalana wydaje się zasadne. A przecież nie na tym się ono kończy - w obu filmach bohaterami są lekarz-psychiatra i jego pacjent, prześladowany przez niepokojące wizje zmarłych. O ile jednak film twórcy "Znaków" pozostaje oryginalnym w przedstawieniu "życia po śmierci" obrazem, w dodatku z zaskakującą puentą, o tyle film reżysera z Hong Kongu, tylko obiecuje nowe i świeże spojrzenie na wzajemne relacje żywych i zmarłych, ostatecznie jednak obietnicy nie dotrzymując.

Yan jest młodą piękną kobietą, a zarazem psychicznym wrakiem. Ma za sobą nieudaną próbę samobójczą i wizyty u niezliczonej ilości lekarzy psychiatrów, z których żaden nie był jej w stanie pomóc. Przypadłość Yan jest szczególna - dziewczyna słyszy i widzi duchy zmarłych. Za namową kuzynki zgłasza się do młodego, ale mającego opinię wybitnego specjalisty, dr Jima Law. Doktor nie wierzy w opowieści o istotach zza światów, twierdząc, iż duchy są wytworem udręczonego traumatycznymi przeżyciami umysłu. Bierze pod swoje lekarskie ( i męskie) skrzydła zagubioną i zatrwożoną Yan, niespodziewanie coraz bardziej angażując się w jej sprawę i w rozkwitające między nimi uczucie. Terapia zaczyna odnosić skutki, ale przepracowany, samotny i skrywający mroczną tajemnicę ze swej przyszłości, Jim czuje się coraz gorzej. Pewnego ranka widzi na dachu sąsiedniego budynku siedzącą dziewczynkę. Dziewczynkę, która zmarła dawno temu...

Film Chi-Leunga rozbija się na dwie części: pierwsza, w której filmową rzeczywistość wypełnia spojrzenie psychicznie zdruzgotanej Yan i jej losy, które stykają ją z dr Law budzi naszą ciekawość. Oto bowiem jesteśmy świadkami starcia się dwóch postaw: dziewczyny nie tylko wierzącej, ale cierpiącej z powodu swojej wiary w duchy, i lekarza - sceptyka, reprezentującego racjonalne naukowe podejście do spraw życia pozagrobowego, wykluczającego istnienie istot zza światów. Ciekawość bierze się stąd, iż każde rozstrzygnięcie tego konfliktu jest możliwe: może Yan, rzeczywiście sama tworzy swoje "upiory", a może w błędzie jest lekarz, szkiełko i oko przykładający do spraw bardzo niechętnie poddających się racjonalnemu badaniu? Subtelnie, też na drugim planie, rozgrywa się wątek romansowy, który dzięki odtwórcom głównych ról - Kar Yan Lam ( Yan) oraz Leslie Cheung (dr. Jim Law), znany m.in. z "Happy Together" Wong Kar Wai, przyciąga uwagę widza. Niestety, w połowie opowiadanej historii problem Yan zostaje rozwiązany, a ona sama chowa się za plecy Jima, ustępując mu miejsca na pierwszym planie. Oczywiście, nietrudno odgadnąć, że istoty nadprzyrodzone wybiorą sobie teraz na ofiarę doktora-niedowiarka. Ale nawet ten przewidywalny rozwój wydarzeń, dałoby się znieść, gdyby nie przebiegał on po najmniejszej "linii oporu", czyli zgranego do cna schematu azjatyckiej ghost story. Okazuje się bowiem, że przeszłość Jima jest równie mroczna, jak jego pacjentki ( a nawet mroczniejsza), co przekłada się na prześladowanie bohatera przez pewną, nie mogąca zaznać spokoju, nieboszczkę. Gdy więc słyszymy charakterystyczny odgłos przypominający skrzypiące drzwi ( dla znawców tematu - dźwięki a`la Kayako) i gdy widzimy równie typowy "połamany" sposób poruszania się ducha, ogarnia nas głębokie rozczarowanie. Bo przecież reżyser obiecywał, że wytrzyma z tajemnica nękających Yan zwidów - niezwidów co najmniej do finału, a tymczasem nie tylko nie wytrzymał, ale na dodatek serwuje nam odgrzewany kotlet. Kotlet, który co prawda dla fana dalekowschodniej grozy w dwóch, może trzech momentach, okaże się w miarę strawny (np. scena gdy ze ścian korytarza wychodzi cały zastęp złowrogich upiorów), lecz który okrutnie zostaje przypalony w fatalnym finale. Dowiadujemy się jednak z niego pouczającej rzeczy: jeśli chcemy odwieść zjawę od niecnego zamiaru pozbawienia nas życia, trzeba ją... rozczulić. Na przykład, przypominając jak to w dawnych dobrych czasach, wspólnie grzebaliśmy na trawniku zdechłe kanarki... Złośliwość recenzenta jest usprawiedliwiona, bo nikt, chyba tylko poza scenarzystą i reżyserem, nie zrozumie, dlaczego w połowie filmu twórcy wykonują woltę, która może równać się z tą, którą wykonał Shyamalan w "Szóstym zmyśle". Tyle tylko, że hinduski reżyser dzięki niej wyniósł film w rejony metafory ludzkiej egzystencji, tak głęboko i nierozerwalnie związanej ze śmiercią, a Chi-Leung pogrążył swoje dzieło w odmętach schematyzmu, banału i ckliwości. Szkoda

Jako horror, "Wewnętrzne zmysły" przestraszyć mogą tylko kogoś, dla kogo obraz ten jest pierwszym spotkaniem z azjatyckim kinem grozy. Bowiem tylko wtedy groza spełnia swoje zadanie, czyli wywołuje emocje, jeśli jest nas w stanie zaskoczyć. Jeśli jednak oglądając straszne sceny, więcej uwagi poświęcamy na przypomnienie sobie "skąd my to znamy" nie ma mowy o grozie. A przecież skoro nie mogło być strasznie, mogło być chociaż nietypowo. Ale jest bardzo typowo i przeciętnie.

Screeny

HO, INNER SENSES</br> a.k.a. Yee do hung gaan HO, INNER SENSES</br> a.k.a. Yee do hung gaan HO, INNER SENSES</br> a.k.a. Yee do hung gaan HO, INNER SENSES</br> a.k.a. Yee do hung gaan

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ obiecująca, interesująca pierwsza połowa filmu
+ subtelnie zarysowany wątek miłosny
+ konflikt między racjonalnym a irracjonalnym
+ aktorzy
+ kilka udanych momentów grozy

Minusy:

- druga połowa - wtórna, nudna, i nieciekawa
- fatalny, melodramatyczny finał
- nie straszy
- za długi

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -