Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DIARY OF ELLEN RIMBAUER, THE

DIARY OF ELLEN RIMBAUER, THE

Z dziennika Ellen Rimbauer: Czerwona Róża

ocena:5
Rok prod.:2003
Reżyser:Craig R. Baxley
Kraj prod.:USA
Obsada: Lisa Brenner, Steven Brand , Tsidii Leloka, Tsai Chin ,
Autor recenzji:Alchemik
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:3.25
Głosów:4
Inne oceny redakcji:

„Bring me to the heavens and life will last forever”
(cytat z filmu)

Chyba każdy miłośnik kina grozy ma swój ulubiony motyw, którego obecność w filmie, od razu uprzyjemnia oglądanie. Jedni reagują radosnym biciem serca na widok czarnowłosych zjaw bojących się wody, inni uwielbiają zmutowane, do granic możliwości, stwory. Ja zawsze miałam słabość do mrocznych rezydencji: starych zamków, gotyckich domostw, gdzie w każdym najmniejszym nawet zakamarku może kryć się niebezpieczeństwo albo tajemnica. Takie miejsca, są labiryntami, niemal wyjętymi z powieści Kafki, w których uwięziony i bezradny bohater odnajduje niezrozumienie, strach, ból, koszmar i wreszcie śmierć. Nikogo nie zdziwi zatem fakt, że film „Z dziennika Ellen Rimbauer. Czerwona Róża” zaintrygował mnie niemal natychmiast.

Ellen Rimbauer nie jest szczęśliwa w małżeństwie. Jej mąż, John, okazał się egoistą o nienasyconych potrzebach seksualnych, prawie nieustannie zdradzającym żonę. Rozczarowana kobieta koi swą samotność, codziennymi zapiskami w dzienniku. Szybko okazuje się, że nieszczęśliwa Ellen ma sojusznika w „Czerwonej Róży” – ogromnym domu, który został wybudowany przez jej męża. Rezydencja ta posiadła własną świadomość i zakochała się w Ellen w sposób nieobliczalny i niebezpieczny. Dom uczyni wszystko, aby była szczęśliwa.

„Z dziennika Ellen Rimbauer" ma niezwykle udany początek. Film od pierwszego kadru przykuwa uwagę: mroczne domostwo i dynamizm stanowią dla widza obietnicę nie lada atrakcji. Na nieszczęście jednak, ten początkowy pozytywny odbiór zostaje przerwany retrospekcją zdarzeń, co nie byłoby złym wyjściem, gdyby celem tego zabiegu było jedynie podbudowanie napięcia. Niestety, atmosfera dobrego wstępu zostaje bezpowrotnie utracona, gdyż fabuła staje się bardzo zagmatwana, zupełnie jakby reżyserowi pomieszały się kartki od scenariusza.

Akcję „Z dziennika Ellen Rimbauer" wypełniają liczne, niedokończone wątki. Najlepszym przykładem jest brak wyjaśnienia, dlaczego rezydencja państwa Rimbauer zyskała tak niezwykłe właściwości. Któryś z bohaterów wspomina coś o indiańskiej klątwie, jednak ten wątek nie zostaje praktycznie rozwinięty.

Poza tym postać Johna Rimbauera budzi bardzo mieszane uczucia. Owszem, nie był to wymarzony kandydat na męża (takiej liczby skoków w bok nie wytrzymałaby nawet Penelopa), lecz naprawdę trudno uwierzyć, że był takim potworem, jakim przedstawia go Ellen. Ani razu nie tylko nie uderzył żony i ani tym bardziej nie wziął siłą (a przy jego temperamencie byłoby o to naprawdę nietrudno), ale nadto dbał o jej wygody. Mimo dosyć podłego charakteru, jego kreacja na ucieleśnienie zła jest bardzo przesadzona. Johna pozbawiono jakiejkolwiek głębi psychologicznej, jedynie przerysowano jego temperament erotyczny. Efekt jest naprawdę nieprzekonywujący.

Warto przy omawianiu postaci opisać stronę aktorską „Z dziennika Ellen Rimbauer”, która należy do jej atutów. Żaden aktor nie zagrał, co prawda, wybitnie, lecz nie było również rażącego dyletanctwa. Pod tym względem film jest co najmniej zadowalający. Odtwórczyni głównej roli Lisa Brenner spisała się dobrze i robi tym większy efekt na widzu (szczególnie tym męskim) dzięki swej wyjątkowej, niewinnej urodzie. Nie można nie wspomnieć też o roli Tsidii Leloka jako Sukeeny. Miejscami grała nieco zbyt sztywno (efekt nieoryginalnych dialogów ), a typowy strój europejski z tamtej epoki, pozbawił jej postać części enigmatycznego, afrykańskiego uroku, jednak jej postać wciąż przyciąga uwagę widza.

Inną zaletą filmu jest jego strona wizualna: ogrom rezydencji i jej wyposażenie robią spore wrażenie, jednak nie wykorzystano potencjału tego miejsca. Zabrakło scen, które podkreślałyby grozę domu. Sposoby, w jakie reżyser próbuje wystraszyć widza, szybko wydadzą się monotonne: przemykające cienie, nagłe wizje, szepty... to wszystko gdzieś już było, a powielone po tylekroć może powodować irytację.

Film budził we mnie mieszane uczucia: scenografia i początek nie mogły zrekompensować braków w fabule. Byłam jednak zdecydowana na ocenę 7, gdyż horrory w tych klimatach bardzo mi się podobają. Co jednak poszło nie tak? Mianowicie zakończenie. Wydaje mi się, że reżyser nie miał na nie pomysłu. Stanowi ono najpoważniejszą wadę filmu, stąd dosyć niska ocena.

Nie sądzę, aby „Z dziennika Ellen Rimbauer” zaciekawiła kogokolwiek poza fanami Ridley`a Pearsona (na podstawie jego książki ten film był kręcony). Jest on krótki i jeśli ktoś jest rozbiegany pomiędzy zaliczeniami i spragniony obejrzenia czegoś, może sięgnąć po tę produkcję. Osobiście uważam jednak, że lepiej już posiedzieć nad zaliczeniami, przynajmniej sumienie nie będzie nam wyrzucać, że marnujemy cenny czas przedsesyjny na tak przeciętne produkcje.

Screeny

HO, DIARY OF ELLEN RIMBAUER, THE HO, DIARY OF ELLEN RIMBAUER, THE HO, DIARY OF ELLEN RIMBAUER, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+aktorstwo
+scenografia
+początek
+dla męskiej (choć może i nie tylko) części widzów- uroda głównej bohaterki

Minusy:

- jak można popsuć film takim zakończeniem?
- nielogiczności i braki w fabule
- nie straszy
- nihil novi
- płytka osobowość niektórych bohaterów

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -