Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DARIO ARGENTO'S THE PHANTOM OF THE OPERA

DARIO ARGENTO'S THE PHANTOM OF THE OPERA

Dario Argento: Upiór w Operze

ocena:4
Rok prod.:1998
Reżyser:Dario Argento
Kraj prod.:Włochy
Obsada:Asia Argento, Julian Sands, Andrea Di Stefano,
Autor recenzji:Alchemik
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:5
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

“Fantasma dell'opera” to film, który nie mógł przejść tak po prostu bez echa z dwóch powodów: opowiada bardzo znaną historię nieodwzajemnionej miłości Upiora z opery i śpiewaczki Christine Daae (autorem książki, na podstawie której nakręcono niejedną ekranizację filmową o tajemniczym mieszkańcu opery, jest francuski pisarz Gaston Leroux) oraz dlatego, że reżyserem tej produkcji jest nikt inny, jak legenda włoskiego kina grozy – Dario Argento, twórca tak znakomitych filmów jak „Suspiria”; „Phenomena” czy „Sleepless”.

“Fantasma dell'opera” należy do odmiany horroru zwanej „giallo”. Jej nazwa (z włoskiego „żółty”) wzięła się od koloru okładek książek - dreszczowców, wydawanych we Włoszech. Jest to gatunek niezwykle specyficzny, charakteryzujący się brutalnymi, szokującymi sposobami zabójstw, oraz bardzo charakterystyczną postacią mordercy – nigdy nie stosuje broni palnej, lecz jedynie ostre narzędzia takie jak noże czy brzytwy. Poza tym zawsze ubiera się na czarno i pracuje w rękawiczkach. Zabójca zwykle jest człowiekiem niezwykle sprytnym i przebiegłym, a powody jego brutalnych działań są najczęściej wynikiem jakiś okrutnych i traumatycznych przeżyć z dzieciństwa, no i co najważniejsze – jego prawdziwa tożsamość pozostaje tajemnicą aż do końca filmu. Inną cechą charakterystyczną giallo jest atmosfera niepewności, która towarzyszy widzowi podczas oglądania filmu. Wzbudza się ją na różne sposoby poprzez niepokojącą muzykę czy też dodawanie wątków nadprzyrodzonych. Wszystkie te elementy sprawiają, że akcja filmowa w giallo jest bardzo tajemnicza, i jak w teatrze, w pewien sposób oddalona od świata rzeczywistego.

Historia, wymyślona przez Leroux’a wydaje się być idealnym materiałem na horror w konwencji giallo. Upiór to wręcz doskonały materiał na filmowego zabójcę – zimny, inteligentny i przebiegły - z powodu swojej szpetoty, przeżył w dzieciństwie prawdziwe piekło. Odrzucony przez świat ukrył się w podziemiach Opery Paryskiej – ogromnego gmachu, wypełnionego tajemniczymi przejściami, pułapkami, które Upiór zna tak dobrze, jak oblicze, które kryje pod maską – oto zaledwie zarys materiału książkowego, z którego można było skorzystać. Jeśli dodać, że ścieżkę dźwiękową skomponował sam Ennio Morricone, można uznać, że „Fantasma dell'opera” to film, który zapada w pamięć. I rzeczywiście dzieło Argento nie da o sobie łatwo zapomnieć...

Akcja filmu rozpoczyna się w drugiej połowie XIX wieku. Jakaś kobieta z niewiadomych przyczyn (można się jedynie domyślać, że być może dziecko pochodzi z nieślubnego związku) porzuca swojego nowonarodzonego syna. Umieszcza go w koszyku, który potem wrzuca do rzeki. Matka porzuconego noworodka, z pewnością nie wiedziała, że przepływa ona pod gmachem Opery Paryskiej. Gdy nurt rzeczny zabiera tam niemowlę, zainteresowali się nim stali mieszkańcy każdych podziemi – szczury. Jeden z nich był na tyle odważny, że zanurzył się w odmęty rzeki i sam jeden przywlókł koszyk na brzeg. W normalnych okolicznościach szkodniki potraktowałyby dziecko jako dodatkowy posiłek, jednak szczury z Paryskiej Opery były bardziej czułe i postanowiły wychować chłopca. Łatwo się domyśleć, na kogo wyrósł...

Pomysł, aby Upiora wychowywały szczury, jest wyjątkowo nielogiczny. Reżyser nie wyjaśnia widzowi jak to możliwe, że szczurzy wychowanek, bez żadnej pomocy czy opieki ze strony człowieka, nauczył się nie tylko pięknie wysławiać (niektóre kwestie Upiora są dosyć poetyckie), lecz także doskonale grać na organach. Przez to reżyserskie zaniedbanie psychologizacja tej postaci bardzo ucierpiała – jego utożsamianie się ze szczurami czy też rozważania na temat podwójnej natury człowieka – szczura, w odniesieniu do dzieciństwa, mogą, co najwyżej budzić uśmiech politowania.

Pierwsze czterdzieści minut filmu naprawdę trzyma poziom – być może nie tak wysoki jak w innych produkcjach Argento, lecz ogląda się go całkiem przyjemnie. Dochodzi do kilku, brutalnych morderstw, niepokojąca, bardzo dobrze wykonana scenografia operowego gmachu sprawia, że atmosfera filmu jest niezwykle intrygująca. Nie należy też zapominać o wspaniałej muzyce – jest to niewątpliwie największy atut tej produkcji. Przepiękne melodie skrzypcowe oraz wysokiej jakości śpiew operowy sprawiają, że pod względem muzycznym, jest to niezmiernie udany film. Ennio Morricone spisał się znakomicie.

Pozostała część filmu to zlepek nielogicznej i przewidywalnej fabuły oraz nieudanego aktorstwa. Oglądanie jej naprawdę się dłuży. Główną rolę kobiecą w filmie zagrała córka reżysera – Asia Argento. Natura nie poskąpiła jej wdzięków – gorzej z talentem aktorskim. Grała zbyt sztywno, jakby bez życia – nie umiała oddać przekonywująco roli Christine Daae. Na przedstawieniu przeżyć tej postaci Argento skupił się najbardziej, dlatego też braki w grze jego córki są jeszcze bardziej widoczne. W książce Lerouxa, Christine kochała Rauola de Changny zaś Upiór, mimo początkowego zafascynowania, budził w niej wstręt. W filmie Argento zaś młodziutka śpiewaczka zakochała się w obydwu mężczyznach i jak się okazało, bardziej kochała jednak Upiora. Niestety, Asia nie zagrała dobrze tej postaci rozdartej przez dwie równie potężne namiętności, dwie miłości do dwóch zupełnie różnych osób: mrocznego, fascynującego Upiora i uroczego Rauola. Zachowanie głównej bohaterki raczej rozdrażnia niż budzi współczucie: na początku bardziej interesuje się Upiorem, potem, gdy ten nie spełnia jej oczekiwań, rzuca się w ramiona Barona, aby na pod koniec filmu znowu wrócić do tajemniczego mieszkańca Opery. Także postać Raoula może wzbudzić rozdrażnienie w widzu. Andrea Di Stefano , który wcielił się w jego postać grał wyjątkowo sztywno. Wydaje się, że manekin miałby więcej życia, zagrał on zdecydowanie najgorzej ze wszystkich aktorów w tym filmie.

Inaczej należy oceniać rolę Juliana Sands’a (Upiór). Zagrał on dobrze – wykreował postać niebezpieczną, mroczną i czasem...chwytającą za serce. Przy całej swojej niechęci do wątków romansowych, muszę przyznać, że Upiór, wykreowany przez Sands’a po prostu mnie wzruszył, swoją reakcją na wieść o tym, że Christine kocha innego. Być może jednak to sprawka muzyki Morricone... Jakkolwiek nie byłoby, nie należy jednak zapominać, że „Fantasma dell'opera” to przede wszystkim horror i tylko w kilku pojedynczych scenach, Upiór pokazuje bardziej ludzkie oblicze. Jednak wydaje się, że jego postać reżyser trochę zaniedbał. Widać to chociażby w ubogiej historii. Poza tym Upiór posiada nie tylko wygląd normalnego człowieka (pasuje to do konwencji filmu), lecz Argento zdecydował się na dosyć ryzykowną innowację – pozbawił Upiora jego maski. Trudno mi znaleźć przyczynę tego faktu – gdyby twarz Upiora miała być przez cały czas niewidoczna, bądź zakryta, choćby częściowo, przez jego długie szare włosy, maska rzeczywiście byłaby niepotrzebna. Jednak twarz głównego bohatera, a więc i filmowego zabójcy, jest widoczna niemal od początku filmu. Dario Argento złamał więc dwie podstawowe zasady w konwencji filmów giallo – nie tylko odsłonił twarz zabójcy, lecz od początku wiadomo także, kto nim jest. Reżyser nie próbuje bawić się z widzem, nie pozostawia mylnych tropów, mogących świadczyć o tym, że niekoniecznie Upiór jest zabójcą. Także inny charakterystyczny element filmów Argento – niepewność, kto będzie kolejną ofiarą zabójcy, w tym filmie nie ma racji bytu. Widz szybko domyśli się, kogo zabije Upiór. Ta przewidywalność nie jest zgodna z konwencją giallo, podobnie jak brak osoby, prowadzącej śledztwo w sprawie zaginionych osób czy plotek na temat tajemniczego mieszkańca opery. Jednak w wielu kwestiach „Fantasma dell'opera” jest zgodna z konwencją - Upiór zabija za pomocą noży, ubiera się na czarno, a jego dzieciństwo, jakkolwiek oparte na pomyśle nieprzekonującym, niewątpliwie było traumatyczne. Poza tym sceny morderstw są dosyć okrutne, choć powiem szczerze, że ilość scen, mogących zadowolić fanów gore jest naprawdę znikoma. Ta produkcja Argento nie jest szczególnie brutalna, tak właściwie, „Fantasma dell'opera” to jeden z najmniej krwawych filmów Argento. Sceny zabójstw w większości odbywają się poza ekranem – słychać co prawda, przeraźliwe wrzaski ofiar, ale to już nie to samo.

Niestety, brak maski odziera w znaczny sposób Upiora z tajemniczości i, co najważniejsze, sprawia, że nie wzbudza on strachu w widzu. – w końcu dużo bardziej boimy się tego, czego nie widzimy. Poza tym trudno zrozumieć motywację Upiora. Dlaczego zabijał? Ofiarami byli głównie Ci, którzy za bardzo zbliżyli się do jego kryjówki. W pewien sposób Upiór był jak drapieżnik, broniący swojego terytorium. Jeśli nawet uznać to za przyczynę zabójstw, dlaczego zostały one popełnione z takim okrucieństwem? Po co wyrywać niewinnej kobiecie język czy ćwiartować robotników, skoro wystarczyłoby dyskretne i ciche poderżnięcie gardła? Argento nie wykorzystał potencjału postaci, która całe swe życie spędziła w mrocznych podziemiach opery, pozbawionej obecności drugiego człowieka, skazanej na samotność i brak miłości. Z jakiego powodu mógłby zabijać argentowski Upiór? Chociażby z nienawiści do matki, która go porzuciła, do ludzi, którzy mieli normalny dom i dzieciństwo, do świata, do którego nigdy nie należał, którego piękno poznał pierwszy raz w sali operowej, słuchając śpiewu Christine....

Inną wadą tej produkcji jest niewątpliwie nadmiar scen erotycznych. Christine i Upiór trochę zbyt często kochają się ze sobą, poza tym, przez moment, akcja filmu toczy się w dosyć egzotycznym domu publicznym...jeśli jeszcze wspomnieć o zainteresowaniu głównego bohatera szczurami, co wrażliwsi widzowie mogą poczuć się zniesmaczeni.

Jednak największą wadą tego filmu są różnego rodzaju nielogiczności fabularne. Władze Opery wydają się nie zauważać dziwnych wydarzeń mających miejsce w gmachu. Gdy podczas przedstawienia spada żyrandol na publiczność, jednak już następnego dnia, występy odbywają się jakby nic się nie stało. Poza tym katakumby, znajdujące się pod Operą, miały być znane tylko Upiorowi – tymczasem pewna mała dziewczynka, która z pewnych powodów, weszła całkiem głęboko w podziemia Opery, zdołała wrócić do właściwego gmachu całkiem sama. Także, gdy pod koniec filmu, próbowano odnaleźć Upiora i jego kryjówkę, uczyniono to bez żadnych, większych problemów. Skoro już jesteśmy przy zakończeniu to również należy wspomnieć, że nie należy ono do szczególnie udanych – finał jest stanowczo zbyt melodramatyczny i bardzo sztucznie nakręcony.

W pierwszej chwili po obejrzeniu filmu byłam bardzo rozczarowana. Dopiero po głębszych przemyśleniach, zdałam sobie sprawę, że „Fantasma dell'opera” nie jest filmem tak złym, za jaki wzięłam go na początku – po prostu jest produkcją o innym charakterze niż większość dzieł Argento. Brak charakterystycznych elementów filmowych tego reżysera, czyni tę produkcję znacznie słabszą, poza tym po twórcy tego pokroju widz spodziewa się znacznie więcej. Należy jednak zauważyć, że na swój sposób jest to film innowacyjny przez to, że Upiorowi zdjęto maskę...choć, według mnie pewne tajemnice mają swój urok jedynie wtedy, gdy pozostają nienaruszone. Poza tym ta produkcja Argento to powrót do korzeni giallo, lecz w wydaniu zupełnie innym, niż tym, do którego widz był przyzwyczajony. Tajemniczy i zimny morderca, który pokazywał się na jednym z ostatnich filmowych kadrów, stał się teraz bardziej ludzki. Odarty z anonimowości przestał być dla widza jedynie enigmatycznym elementem filmowym, w niezwykły sposób uśmiercającym swe ofiary. Widz ma możliwość głębszego poznania mordercy, widzi go w najbardziej intymnych scenach: nie tylko w tych, gdzie okrutnie uśmierca, lecz także, gdy cierpi i ulega słabości. Argentowski Upiór nie jest tak nieuchwytny, jak mordercy w giallo – ci, którzy są dostatecznie sprytni mogą odnaleźć jego kryjówkę...aby zapłacić za to życiem. To jest ta innowacja w gatunku giallo, którą chciał wprowadzić Argento – nadać szalonemu, zimnemu mordercy bardziej ludzką twarz, taką jaką nosi każdy z nas, a przy tym jednak zachować część cech, jakie mieli zwykle zabójcy w giallo. Poza tym jest to z pewnością jedna z najmroczniejszych ekranizacji historii Upiora opery i chyba warto zobaczyć „Fantasma dell'opera”, aby wyrobić sobie o nim zdanie.

Screeny

HO, DARIO ARGENTO'S THE PHANTOM OF THE OPERA HO, DARIO ARGENTO'S THE PHANTOM OF THE OPERA HO, DARIO ARGENTO'S THE PHANTOM OF THE OPERA HO, DARIO ARGENTO'S THE PHANTOM OF THE OPERA HO, DARIO ARGENTO'S THE PHANTOM OF THE OPERA

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+cudowna muzyka
+znakomita scenografia
+pierwsze czterdzieści minut
+kreacja autorska Sands’a
+próba odświeżenia formuły giallo

Minusy:

- pozostała część filmu to ciężka przeprawa
- zawiedzeni fani zarówno Upiora jak i Argento
- dla wyjątkowych miłośników książki Leroux’a ta ekranizacja to prawie bluźnierstwo
- przewidywalna, nielogiczna fabuła
- nadmiar scen erotycznych
- nie straszy
- kiepskie aktorstwo Asii Argento i Andrea Di Stefano
- bardzo spłycono postać Upiora
- hmm...Upiór wychowany przez szczury...
- kiepskie zakończenie
- nawet fani gore nie znajdą w tym filmie nic dla siebie

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -