Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SCREAM 3

SCREAM 3

Krzyk 3

ocena:5
Rok prod.:2000
Reżyser:Wes Craven
Kraj prod.:USA
Obsada:Neve Campbell, Courtney Cox, David Arquette, Patrick Dempsey,
Autor recenzji:mihaugal
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:4.69
Głosów:16
Inne oceny redakcji:

Każdy głupi wie, że nie zarzyna się kury znoszącej złote jaja. Kwestią czasu było więc pojawienie się na ekranach kolejnej części „Krzyku”. W przypadku sequela skorzystanie z „fali” pierwszej, bardzo dobrej części, zajęło Cravenowi zaledwie rok. Na „trójkę” trzeba już było poczekać trzy lata. Dlaczego? Bo przecież publiczność nie łyknęłaby trzech krzyków pod rząd…

Wes Craven należy do tych ludzi, którzy potrafią wycisnąć z jednego, niezłego pomysłu tyle, ile tylko się da. Przykłady? Bardzo proszę: „Hills have eyes” (1977) i „Hills have eyes II” (1985); “A Nightmare on Elm Street” (1984), “A Nightmare on Elm Street Part 2: Freddy's Revenge” (1985), “A Nightmare on Elm Street 3: Dream Warriors” (1987), “A Nightmare on Elm Street 4: The Dream Master” (1988), “A Nightmare on Elm Street: The Dream Child” (1989), “Freddy's Dead: The Final Nightmare” (1991), “New Nightmare” (1994), “Freddy vs. Jason” (2003), a także "Freddy's Nightmares" (1988) i “Freddy VS Ghostbusters” (2004). W każdym udzielał się albo jako reżyser, albo pomysłodawca lub scenarzysta. W kilku przypadkach wyszło to zapewne na dobre, ale np. nadmierne eksploatowanie Freddie`go Krugera raczej nie przyczyniło się do podniesienia jakości całej serii. Podobnie Craven wykorzystał pomysł zamaskowanego zabójcy, grasującego w Woodsboro, czatującego na Bogu ducha winną Sidney Prescott i jej przyjaciół.

„Krzyk” i „Krzyk 2” zaczynały się mocnymi akcentami (w „jedynce” na początku ginęła Casey Baker – w scenie doskonale znanej każdemu widzowi; w sequelu na samym wstępie zostaliśmy uraczeni zabójstwem czarnoskórej pary, która wybrała się do kina na seans „Stab”). W trzeciej części Craven postanowił… nie rezygnować z tego typu wprowadzenia i uśmiercił w pierwszych minutach znanego nam dobrze z wcześniejszych odsłon, posądzanego o zabójstwo matki Sydney – Cottona Weary (wraz z narzeczoną; przy okazji – logicznym zabiegiem byłoby pozbawienie życia trzech postaci i zachowanie ciągu arytmetycznego). Wieść o śmierci Cottona lotem błyskawicy rozbiega się po kraju i dociera do najbardziej zainteresowanych. Do Sidney Prescott, która ukrywa się przed światem gdzieś na odludziu; do Gale Weathers, wygłaszającej gościnne odczyty na wydziałach dziennikarstwa i do Dewey Riley`a, który udziela się jako konsultant przy produkcji trzeciej części „Stab”, opartego na historii masakry w Woodsboro.
Pojawiają się kolejne ofiary, przy których policja (a tak, tym razem mamy w końcu do czynienia z aktywnym udziałem policji!) znajduje zdjęcia z młodości matki Sydney. Bohaterowie chwilkę węszą i dość szybko orientują się, że morderca podąża szlakiem zabójstw opisanych w scenariuszu „Stab 3”. Oczywiście na niewiele im to przychodzi, bo maniakalny psychopata w dalszym ciągu z uporem i wysoką skutecznością uśmierca tych, których sobie upatrzył (ewentualnie tych, którzy wpadają mu pod nóż).

Pomysł, jak widać, prosty niczym rurociąg „Przyjaźń”. Niby sprawdzony schemat, ale w połowie zaczyna nużyć. Coś tam się dzieje na ekranie, a my z początku lekko ziewamy, później zaczynamy zerkać na zegarek. Co jakiś czas przykuwa naszą uwagę kolejna ofiara brocząca krwią i oddająca ducha w tragicznej pozie. Od czasu „Krzyku” i „Krzyku 2” nie zmieniło się także nie tyle aktorstwo (któremu w tej części wciąż wiele brakuje do dobrego), co sylwetki postaci – stereotypowe i naiwne. Ręce opadają, gdy w momencie zagrożenia para bohaterów postanawia rozłączyć się i działać w pojedynkę („Rozejrzę się, a ty wezwij pomoc!”). Co jakiś czas trafiają się też „kwaśne” kwestie w dialogach:

Sydney Prescott: Pański ulubiony horror?
detektyw Kincaid: Moje życie…

Ponownie jednak pod płaszczykiem niezbyt brawurowej fabuły Craven przemyca więcej niż to, co dosłownie powiedziane zostaje w filmie. Kolejny raz udaje mu się wskazać palcem na pewne rzeczy, choćby na świat filmu, podejście reżyserów do kolejnych części (czyżby autorefleksja?), marionetki aktorów odgrywających „realne” postacie. Reżyser nie rezygnuje też z ukazania zasad rządzących seriami filmowymi. Do podstawowych zasad slashera („Krzyk”), a następnie horrorowego sequela („Krzyk 2”) dołącza więc kilka reguł porządkujących ostatnią część trylogii: 1. powrót do początku i podważenie faktów, 2. zabójca jest superczłowiekiem (?), 3. w trzeciej części KAŻDY może zginąć i 4. należy zapomnieć o tym, co wyniosło się z przeszłości. Żeby było ciekawiej, reguły te przekazuje nam nie kto inny jak… (orkiestra: tusz!) Randy Meeks! Tak, zgadza się – Randy zginął w „dwójce”, ale Craven znalazł sposób, żeby reguły filmu przedstawił nam wykreowany przez niego specjalista, miłośnik kina. Jakie? Zobaczycie sobie sami. Powiem tylko, że po pierwsze – miło było znów zobaczyć tę postać, a po drugie – jednak trochę przygrubymi nićmi przyszyto jego pojawienie się. Co ważne – reżyser, na potwierdzenie właściwości wymienionych zasad, stosuje je w filmie i podporządkowuje się im.

Kilka razy Craven puszcza do nas oko: a to znów czyniąc aluzję do Jennifer Aniston (partnerki Courtney Cox z planu serialu „Friends”), a to powierzając jeden z epizodów Carrie Fisher (…a znajdźcie sobie sami o co z tym chodzi), to znowu migają nam na moment na ekranie Jay i Silent Bob, bohaterowie z filmów Kevina Smitha.
Warto zwrócić uwagę na ścieżkę dźwiękową. Podobnie, jak w przypadku poprzednich części jest na wysokim poziomie i bardzo dobrze komponuje się z obrazem.

Pomimo konsekwencji Wesa Cravena, zachowaniu konwencji poprzednich części i swoistego dystansu, z jakim potraktował serię „Krzyków” – trzecia odsłona ustępuje jakościowo poprzedniczkom. Brak jej chyba polotu, wkrada się zbyt wiele naciąganych i czasem irytujących wątków, zachowań, wydarzeń. Schemat jednak w ostatecznym rozrachunku nie wychodzi trylogii na dobre. Przez film przewija się duch tragicznie zmarłej matki Sydney, nie wiemy dlaczego i nie wiemy tak naprawdę po co. Jest, bo jest. Ani to hołd, ani poetyckie nawiązanie. Bardziej już robi z bohaterki paranoiczkę… Nie zachwyca, a raczej obezwładnia ostateczne rozwiązanie całości (całości trylogii, co gorsza!). Osoba, motywacja, zachowanie i ogólnie cała postać zamaskowanego zabójcy jest (przynajmniej dla mnie) zupełnie nietrafiona, choć wypełnia w jakimś stopniu reguły trylogii, o których było wcześniej.

Warto obejrzeć, jako dopełnienie serii, ale niestety nie ma co oczekiwać fajerwerków i spektakularnego zwieńczenia trylogii. Przestraszyć się nie przestraszycie, ale jakaś tam zabawa podczas oglądania „Krzyku 3” jest.
Tym samym zamykamy rozdział kina horroru spod znaku „Scream”.

…ale czy aby na pewno?

Screeny

HO, SCREAM 3 HO, SCREAM 3 HO, SCREAM 3 HO, SCREAM 3 HO, SCREAM 3

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ zachowanie konwencji z dwóch poprzednich „Krzyków”
+ dystans, a jakim Craven potraktował całą serię
+ …muzyka, zdjęcia? No, może muzyka.

Minusy:

- motyw, osoba i wiarygodność zabójcy
- powielanie schematów
- naciągnięta fabuła
- niestety nuży w połowie seansu

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -