Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HELL'S CREATURES a.k.a La Marca del Hombre-lobo

HELL'S CREATURES a.k.a La Marca del Hombre-lobo

Hell's Creatures

ocena:3
Rok prod.:1968
Reżyser:Enrique López Eguiluz
Kraj prod.:Hiszpania
Obsada:Jacinto Molina, Dyanik Zurakowska, Manuel Manzaneque, Julián Ugarte, Rosanna Yanni, Aurora de Alba,
Autor recenzji:Andmel
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:3
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Oto początki najsłynniejszego wcielenia hiszpańskiego króla horroru czyli Jacinto Moliny znanego też jako Paul Naschy. Wilkołak Waldemar Daninsky wielokrotnie gościł na ekranach kin, a filmy z jego udziałem nie mają nic wspólnego z chronologią i historią przemiany głównego bohatera. Ich twórcy zapożyczają części z poprzednich historii i dowolnie je zmieniają. Jedyne co łączy ten bałagan sequeli i prequeli to kosmata postać bohatera.

Podczas balu maskowego poznajemy piękną i młodą księżną Janice von Aarenberg oraz zakochanego w niej młodzieńca, studenta prawa, Rudolfa Weissmanna. Parę obserwują ich ojcowie, zadowoleni, że młodzi przypadli sobie do gustu. Wystarczyło jednak, że chłopak udał się na poszukiwanie wybornych drinków, a już do ponętnej Janice podszedł tajemniczy gość. Choć zniknął tak szybko, jak się pojawił, wywarł jednak ogromne wrażenie na swej rozmówczyni. Dzień później, dziewczyna poznała w sklepie spadkobiercę możnego rodu, Waldemara Daninsky’ego. Od razu widać, że romans wisi w powietrzu. Troszkę później, podczas przechadzki po okolicy młodzi penetrują opustoszony zamek, napotykają Waldemara i wysłuchują jego nieprawdopodobnej historii. Jego ród, nazwiskiem Wolfstein przybył z Węgier. 40 lat wcześniej niż akcja filmu, Imre Wolfstein wiedziony ciekawością świata wybrał się do krajów Wschodu. Tam przez dłuższy czas nie było nic wiadomo o jego losach, aż do czasu, gdy w Tybecie został ukąszony przez wilkołaka. Od tego czasu zawisła nad nim klątwa Czarnej Gwiazdy, przez którą w formie półzwierzęcej zaczął popełniać okropne zbrodnie. Na szczęście dla okolicznych mieszkańców, ktoś zdołał wbić w jego pierś srebrny sztylet i zgładzić potwora. Od tej chwili jego zwłoki spoczywają w krypcie. Ta niesamowita opowieść jest wytłumaczeniem tego, co będzie się dziać w przyszłości. Tymczasem chroniąc się przed groźną burzą, do krypty zejdzie para Cyganów, którzy upojeni winem i pokusą łatwego wzbogacenia się, rozpoczęli szaber grobowców. Na ich zgubę, z piersi pochowanego mężczyzny wyjmują sztylet, czyli Imre powraca do życia, znacząc szlak swych wędrówek licznymi ofiarami. Cała wieś broniąc swych obywateli postanawia wydać wojnę potworowi i organizuje polowanie z nagonką, w której udział biorą Rudolf i Waldemar. Oczywiście na wilkołaka natykają się nasi bohaterowie, toczą zwycięską walkę, jednak za którą zapłacić należało wysoką cenę. Waldemar chroniąc Rudolfa zostaje pogryziony przez swego przodka (jakkolwiek by to kuriozalnie nie zabrzmiało), a młodzieniec przezwyciężając swą zazdrość o dziewczynę poprzysięga mu dozgonną wdzięczność za uratowanie życia. Od tej pory cała trójka będzie starała się zachować pozory normalnego życia i zdjąć klątwę wilkołactwa z Waldemara. Nieświadomie do pomocy sprowadzą... wampiry, co tylko skomplikuje i tak niewesołą sytuację.

Historia omawianego filmu zasługuje chyba na inny choćby krótkometrażowy obraz. Mnogość alternatywnych i często całkowicie bezsensownych tytułów wiąże się z dostępnymi obecnie wersjami. Dawno, dawno temu, w 1968 r. powstał w Hiszpanii film pt. La Marca del Hombre-lobo. Ta wersja trwała ponoć aż 133 minuty i powstała w technice 3D. Przypuszcza się, że oryginał spłonął w pożarze studia Maxper w 1970 r. Mimo swej, można by powiedzieć, śmierci film zaliczył na swym koncie kilka prób zmartwychwstania. W USA pojawił się zdubbingowany, mocno okrojony, zmieniony oraz ściśnięty do 78 minut. Co ciekawe ochrzczony został mianem Frankenstein's Bloody Terror. Skąd taka dziwna nazwa, przecież w filmie ani przez moment nie występuje baron Frankenstein ani jego potwór. Otóż amerykański dystrybutor obiecując właścicielom kin Frankensteina nadał oto ten mylący tytuł, jednocześnie dorabiając krótki, acz głupawy prolog łączący obie postacie i tworząc właśnie Wolfsteina. O wiele dłuższa wersja tego filmu pochodzi z Niemiec i brzmi równie nieprawdopodobnie jak poprzednia: Die Vampire de Dr Dracula (od razu dodam, że nie ma tu żadnego Drakuli). Ale może już dość opowieści o historii filmu, czas przejść do meritum. Kto widział choć jeden film z bogatej filmografii Jacinto Moliny ten wie czego się spodziewać. Przede wszystkim nagromadzenia atrakcji w postaci znanych potworów. Jeśli większości reżyserów wystarczają albo wilkołaki albo wampiry, tutaj twórcy idą krok naprzód wprowadzając oba indywidua naraz, z różnym skutkiem. Fabuła filmu jest prosta, nic nie jest w stanie nas zaskoczyć, a zachowania bohaterów idealnie rozmijają się ze zdrowym rozsądkiem. Weźmy przykład Rudolfa zakochanego w Janice. Czy jest to normalne by w ciągu paru minut oddał ją w ramiona Waldemara, a na początku filmu sam opowiadał o swej zazdrości? Wdzięczność za uratowanie życia może być wielka, ale czy aż posunięta do masochizmu? Kwestia ojców (bo matek jakoś nie zauważyłem) młodych - sędziwi i doskonale wykształceni ludzie gładko przyjmują wiadomość o istnieniu wampirów podaną im przez skutego i uwięzionego za kratami Waldemara, w dodatku umorusanego jak nieboskie stworzenie. Listą tego typu niedociągnięć można by zając sporo miejsca w serwisie. Obowiązkowo w tego tupu filmach pojawia się zamek, lochy, łańcuchy, burza i księżyc w pełni, które do złudzenia przypominają nam produkcję studia Hammer z Anglii. Molina w następnych filmach wydatnie rozbudował wątek Daninskiego, wypracowując własny styl między innymi poprzez zwiększenie dawki krwi i nagości. Tymczasem podręcznikowe zasady dotyczą także pozostałych aspektów filmu (jak widzimy kogoś nowego to wiemy że ma zginąć, pierwszy łańcuch okaże się za słaby by powstrzymać bestię, finałowa konfrontacja, itp.). Być może oceniać dokładnie należałoby wersję oryginalną, lecz musimy poprzestać na takiej jaką mamy. Obecnie jest to raczej pozycja rozrywkowa w repertuarach wypożyczalni, czy też stacji TV, nie jest bowiem stanie nas nastraszyć, poruszyć czy też zmusić do przemyśleń. Dobry start do zapoznania się z horrorem hiszpańskim odmiany Paula Naschy, ale czy lektura obowiązkowa? O tym zawsze można podyskutować.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ specyficzny klimat
+ rozmaite atrakcje podnoszące atrakcyjność rozrywkową widowiska

Minusy:

- ale nie podnoszące włosów na głowie ani ciśnienia
- rozliczne nielogiczności i uproszczenia
- zgrane motywy (nawet już wtedy)

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -