Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RAISING CAIN

RAISING CAIN

Mój brat Cain

ocena:7
Rok prod.:1992
Reżyser:Brian De Palma
Kraj prod.:USA
Obsada:John Lithgow , Lolita Davidovich , Steven Bauer , Frances Sternhagen , Gregg Henry , Tom Bower ,
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:7
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Osobowość wieloraka (multiple personality disorder - MPD) to występowanie u jednego człowieka dwóch lub więcej osobowości, z których każda jest niezależna, względnie kompletna i zintegrowana: ma własne wzorce postępowania, rozumowania oraz własny krąg towarzyski. (...)Uważa się, że te alternatywne osobowości powstają z rozdzielenia podstawowej, złożonej osobowości na kilka różnych wcieleń, a celem ich istnienia jest radzenie sobie z doświadczeniami i emocjami (np. cierpieniem w następstwie wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie), z którymi nie daje sobie rady osobowość podstawowa.
źródło: Robert Meyer: Psychopatologia. Studium przypadków, Gdańsk 2003

Doktor Carter Nix jest znanym i cenionym psychologiem dziecięcym. Jego żona, Jenny, z niepokojem spogląda na męża spędzającego całe dnie z córką, Amy. Przyjaciółki zazdroszczą Jenny, jej małżonka, który z takim oddaniem opiekuje się dziewczynką. Żona jednak podejrzewa, że Carter dostrzega w Amy bardziej obiekt naukowych badań niż żywego człowieka. Ma też świeżo w pamięci historię ojca, Cartera, również psychologa dziecięcego, który oskarżony o kupowanie dzieci i przeprowadzanie na nich tajemniczych eksperymentów, popełnił samobójstwo. Być może Carter zechce kontynuować przerwane dzieło ojca? Tylko, że mąż Jenny wydaje się być niezdolny do czynów agresywnych - jest miły, uprzejmy i ma łagodne usposobienie. Cartera być może, rzeczywiście nie ma się powodów obawiać, lecz jego brata bliźniaka, Caina, jak najbardziej tak. Cain jest przeciwieństwem Cartera. Zawsze pewny siebie, nigdy nie traci zimnej krwi i zawsze wyciąga swego brata z największych tarapatów. Na przykład wtedy, gdy uśpił chloroformem przypadkowo zapoznaną na placu zabaw matkę, kilkuletniego Sama. Gdyby nie Cain porwanie chłopczyka mogłoby się nie powieść...

Osobowość wieloraka jest bardzo rzadką chorobą psychiczną. Od roku 1944 zanotowano dwieście udokumentowanych przypadków, co przy czterystu tysiącach chorych na schizofrenię - i to tylko w Polsce - najlepiej świadczy o wyjątkowości MPD. Wielu psychiatrów uważa, że osobowość wieloraka nie istnieje, a jest jedynie niezwykle dramatycznie przebiegającą schizofrenią paranoidalną. Mimo tylu wątpliwości choroba ta - jak wszystko co wyjątkowe - budzi publiczną fascynację przejawiającą się miedzy innym w niezliczonej ilości filmów o szaleńcach z rozdwojoną jaźnią. Począwszy od Normana Bates`a. bohatera słynnej "Psychozy" Alfreda Hitchcocka a skończywszy na Larry`m, seryjnym mordercy z "Tożsamości" James`a Magnolda.

"Mój brat Cain" Briana de Palmy również wpisuje się w nurt filmów o bohaterach cierpiących na osobowość wieloraką Co więcej ucieka się do podobnego pomysłu na przedstawienie tego schorzenia, jak ten, który wykorzystano w przywołanej "Tożsamości". Cóż za pomysł zdradzać nie będę, ale widzowie filmu Magnolda mogą się go łatwością domyśleć. Na pewno wypada on zdecydowanie lepiej u de Palmy a przy tym wierny jest medycznemu obrazowi tej niezwykłej choroby. Nie można go jednak brać na serio, tak jak zresztą całej przedstawionej przez Amerykanina historii.

Wielu miłośników twórczości amerykańskiego reżysera twierdzi, że to właśnie od "Mojego brata Caina" zaczął się twórczy kryzys de Palmy, przerwany na moment znakomitym "Życiem Carlita" (1993). Jeśli nawet twierdzenie to jest przesadzone, to faktem jest, że zarówno "Oczy węża" (1998) czy "Femme Fatale" (2002) są obrazami efektownymi, ale manierycznymi i treściwo jałowymi. Natomiast "Mission Imposible" (1996) oraz "Mission to Mars" - wręcz nijakimi, zupełnie pozbawionymi autorskiego stylu twórcy "Carrie".

"Mój brat Cain", mimo wszystko, to jeszcze stary, dobry de Palma, choć prymat formy, zawsze w twórczości reżysera widoczny, zdecydowanie góruje nad treścią. Pojawiają się więc charakterystyczne zwolnione zdjęcia, długie panoramy i travellingi. Oko kamery jest wścibskie, płynnym ruchem zagląda do wnętrza samochodu albo mieszkania. Otrzymujemy także popisową sekwencje finałową, którą bodaj od czasów "Carrie" reżyser konsekwentnie umieszcza w każdym swoim kolejnym dziele. I zawsze jest ona majstersztykiem reżyserii i montażu.

Poza tym pojawiają się nawiązania do Hitchcocka. Złośliwcy nazywają de Palmę jedynie mało zdolnym epigonem mistrza suspensu, zwolennicy - inteligentnym reinterpretatorem. W "Moim bracie Cainie" najbardziej rzucającym się cytatem z Mistrza jest scena z zatopieniem samochodu w grzęzawisku, która pierwotnie pojawiła się w "Psychozie". U de Palmy jest nawet lepsza - bardziej dramatyczna i zaskakująca. Ale reżyser cytuje także samego siebie - przynajmniej takie skojarzenie nasuwa się, gdy w jednej ze scen kamera powoli zagląda za róg ściany i dostrzega czubku butów sugerując, że czai się tam napastnik. Bardzo podobną sceną de Palma pokazał wcześniej, w "Dressed To Kill" z 1980 r.. Ot, postmodernistyczna żonglerka cytatami.

Z postmodernizmu wywodzi się także fabuła, pełna zaskakujących (niekoniecznie logicznych) zwrotów akcji, powrotów do już raz pokazanych scen, czy sennych koszmarów. De Palma bawi się nie tylko formą, cytując Hitchcocka czy siebie samego, ale także treścią. Mimo nie do końca serio opowieści o doktorze Nixie i jego demonicznym bracie Cainie, reżyser dba by nie uciekła mu ona w rejony parodii. To raczej inteligentny pastisz psychologicznego thrillera z jedynym z ulubionych motywów de Palmy - sobowtórem. W "Moim bracie Cainie", wątek sobowtóra wprawdzie został nieco zmodyfikowany, ale po "Siostrach", "Dressed To Kill" i "Świadku mimo woli", to kolejny obraz odwołujący się do postaci doppelgangera (listę uzupełnia "Femme fatale").

De Palma dba także by film zachował należyte tempo i nie nudził brakiem pełnych napięcia scen. Daje widzom nawet więcej, bo poza napięciem jest w nim kilka scen grozy (scena z zatopieniem samochodu czy nagłym, pojawieniem się Jenny na ekranie monitora zainstalowanego w domu). Fabuła nie jest może specjalnie głęboka, ale de Palma rekompensuje brak artystycznych ambicji, demonstrując żywioł kina w czystej postaci, czyli filmowy ruch. Sposób filmowania jest tak płynny i bezbłędny, że odnieść można wrażenie, iż oglądamy jedno bardzo długie ujęcie. Widzowie, którzy przywykli do stylu reżysera być może z większym dystansem przyjmą, mistrzowską inscenizacje scen, montaż, współgranie dźwięku z obrazem oraz dostosowaną do pastiszowej formuły filmu znakomitą grę Johna Lithgowa w aż pięciu wcieleniach. Niemniej błyskotliwość realizacji i tak zachwyca.

"Mój brat Cain" to łakomy kąsek dla wielbicieli Briana de Palmy. Dla pozostałych widzów - o ile nie oczekują intelektualnej rozprawy o tajemnicy ludzkiej osobowości i o ile nie gustują w rasowych filmach grozy - również ponad 90 minut godziwej rozrywki.

Screeny

HO, RAISING CAIN HO, RAISING CAIN HO, RAISING CAIN HO, RAISING CAIN HO, RAISING CAIN HO, RAISING CAIN HO, RAISING CAIN HO, RAISING CAIN

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ mistrzowska realizacja
+ sekwencja finałowa
+ montaż
+ napięcie
+ zakręcona fabuła
+ przedstawienie osobowości wielorakiej
+ John Lithgow

Minusy:

- niektórzy uważają, że od tego filmu zaczął się twórczy kryzys de Palmy
- jak na de Palme to raczej nic nowego
- nie dla tych, którzy oczekują głębokiej treści
- nie dla tych, którzy oczekują rasowego horroru
- nie dla tych, którzy lubią proste klarowne fabuły

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -