Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOUSE OF WHIPCORD

HOUSE OF WHIPCORD

Dom Pętli

ocena:6
Rok prod.:1974
Reżyser:Pete Walker
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Barbara Markham, Patrick Barr, Ray Brooks, Ann Michelle, Sheila Keith, Dorothy Gordon, Robert Tayman,
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie” – mówiono w słynnej polskiej komedii. I zdaje się podobna myśl przyświecała Pete’owi Walkerowi, gdy postanowił zekranizować swoje opowiadanie. W dzisiejszych czasach, gdy tak dużo mówi się o prawie i sprawiedliwości tematyka pozostaje nadal aktualna i choć początkowo etykietka shocking exploitation skutecznie zmuszała mnie do odkładania seansu na później, ostatecznie trafiłem w progi domu pętli. A com i widział i com słyszał chętnie zaraz Wam opowiem.

Pewnej deszczowej nocy, na jednej z wiejskich dróg w Anglii, kierowca ciężarówki znajduje zmaltretowaną i przerażoną kobietę. Dziewczyna znajduje się w stanie głębokiego szoku, a historia jaką ma do opowiedzenia zdaje się być niewiarygodna. Bo czy możliwe, by pod koniec XX-tego wieku istniało w Wielkiej Brytanii prywatne więzienie dla kobiet, których zbrodnią jest rozwiązłość obyczajowa? By zbrodnię tę karano torturami i nawet śmiercią? Okazuje się, że tak.

Filmów o kobiecych więzieniach nakręcono już wiele jeszcze nim „House of the Whipcord” trafił do oficjalnej dystrybucji. Oczywiście, były to zazwyczaj obrazy niszowe i często zakazywane ze względu na nadmierną dawkę brutalności połączonego z nagością. Pete Walker nieco wyłamał się z tego schematu. Tematykę tego typu poruszał już wcześniej i często wracał do niej w swoich późniejszych filmach, ale omawianym filmem pokazał, że tego typu kino to nie tylko wspomniana erotyka i okrucieństwo, że można tutaj również przekazać bardzo poważne treści a film uczynić swoistym manifestem politycznym.

Początek nie zapowiada jednak niczego dobrego. Pierwsza scena doskonale wpasowuje się w konwencję i stylistykę lat 70-tych, dalej jednak zaczyna się dziać gorzej. Poznajemy młodą „artystkę” lubującą się w kpieniu z zasad moralności. Trzeba przyznać, że doskonale dobrano aktorkę, której gra a nawet głos są na tyle irytujące, że rzeczywiście pozostaje jej się tylko rozbierać, co też czyni przy każdej możliwej okazji. Pewnego dnia poznaje przystojnego mężczyznę o znajomych personaliach - Mark S. de Sade (bardzo odkrywcze swoją drogą). To co dla dziewczyny zdawało się rodzącym się romansem bądź karierą okazuje się pułapką. Dość istotne, że blisko połowa filmu to wprowadzenie do głównej historii, w której poznamy główną bohaterkę, jej przyjaciół i środowisko. Następujący po tym kontrast - więzienie prowadzone przez trzy despotyczne kobiety i ślepego, emerytowanego sędziego, wywiera silniejsze wrażenie. Skojarzenia z „Procesem” Kafki są jak najbardziej na miejscu. Reżyser stawia bowiem przed nami liczne pytania o sprawiedliwość i prawo. Psychopatki rządzące więzieniem stosują liczne środki represji wobec więźniarek, wierząc, że mają do tego pełne prawo. Zasłaniają się faktem, iż wyroki wydaje sędzia, fakt, że jest niepoczytalny zdaje się nie mieć znaczenia. W końcu Temida jest ślepa, a prawo jest prawem. Nie ma więc problemu by za najmniejszą próbę sprzeciwu skazać nieszczęsne dziewczęta na śmierć. Wymowa staje się tym mocniejsza gdy weźmiemy pod uwagę czas, w którym powstał film. Surowe rządy Margaret Thatcher, zakłamanie polityki, cenzurowanie państwa… Znamienne, że tu winnym okazują się być ci, którzy chcą być wolni, którzy nie zgadzają się na surowe normy społeczne. Spotyka ich za straszliwy los ze strony konserwatywnych fanatyków.

Nieco zawiedzeni mogą się poczuć widzowie spodziewający się obrazów rodem z serii filmów o Ilsie. Zarówno erotyka jak i wspomniana brutalność są tu jedynie delikatnie zasugerowane i zwłaszcza zwolennicy mocnych scen okrucieństwa mogą się poczuć zawiedzeni. Reżyser postanowił pozostawić wiele kwestii w formie niedomówień, tym samym nie epatuje przemocą, a jedynie zaznacza możliwość jej zastosowania. Wystarczy powiedzieć, że nawet ujęcia martwych ofiar ograniczają się do ukazania stóp lub postaci nakrytej prześcieradłem. Resztę dopowiada nastrojowa muzyka i ciężki klimat filmu.

I tu może pojawić się problem w kwestii odbioru filmu. Tematyka i sposób jej przedstawienia na pewno wywierały wrażenie na widzach w latach 70-tych, ale czy dziś, przeciętny odbiorca tytułów typu „Guinea Pig” czy choćby wspomnianej „Ilsy” uzna dzieło Pete’a Walkera za horror? Jeśli szukacie w kinie grozy czegoś więcej niż hektolitrów posoki i bezsensownej przemocy, a przy okazji po seansie chcecie się trochę zastanowić nad przekazem odpowiedź może być tylko pozytywna.

Screeny

HO, HOUSE OF WHIPCORD HO, HOUSE OF WHIPCORD HO, HOUSE OF WHIPCORD HO, HOUSE OF WHIPCORD HO, HOUSE OF WHIPCORD

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ poprawna realizacja
+ staranne aktorstwo
+ tematyka poruszająca poważne kwestie moralne
+ klimat i nastrój zamiast epatowania przemocą i nagością

Minusy:

- długo się rozwija
- kilka przestoi akcji
- trąci trochę myszką
- nieco na siłę zrealizowane zakończenie

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -