Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CAPTIVITY

CAPTIVITY

Sadysta

ocena:3
Rok prod.:2007
Reżyser:Roland Joffe
Kraj prod.:USA/ Rosja
Obsada:Elisha Cuthbert, Daniel Gillies, Pruitt Taylor Vince, Michael Harley,
Autor recenzji:mihaugal
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:3.95
Głosów:19
Inne oceny redakcji:

„Podnieca go ból… Twój ból.” Hasło reklamujące „Sadystę” zapowiada ucztę dla żądnych mocnych wrażeń widzów. Co drugi z horroromaniaków zaciera zapewne dłonie, szykując się na seans pełen wymyślnych tortur, efektów specjalnych udanie naśladujących rzeczywistość, solidnej fabuły. A czym zostaje uraczony przez półtorej godziny seansu?

Będąca u szczytu popularności fotomodelka – Jennifer zostaje uprowadzona przez tajemniczego osobnika. Budzi się w piwnicznej celi, otoczona betonowymi ścianami. Wkrótce okazuje się, że stała się ofiarą tytułowego sadysty – człowieka, który dla zaspokojenia swoich chorych fantazji torturuje w wymyślny sposób młode dziewczęta, a gdy już przestają mu być potrzebne – zabija je. Po kilku dniach Jennifer orientuje się, że nie jest jedyną zakładniczką zwyrodnialca. Odkrywa sąsiednią celę po drugiej stronie szklanej ściany i poznaje Gary`ego, który podobnie, jak ona, nie ma pojęcia, kto go więzi i dlaczego. Bohaterowie planują ucieczkę, ale sadystyczny oprawca uprzedza każdą ich próbę i wydaje się doskonale kontrolować całą sytuację.

Jeszcze przez pierwsze minuty seansu tli się w widzu iskierka nadziei na to, że zobaczy film jeśli nie świetny, to chociaż dobry. Po niespełna dwóch kwadransach twórcy „Sadysty” brutalnie rozwiewają wszelkie nadzieje. Po godzinie akcja filmu dosłownie irytuje, Dlaczego? Dlatego, że wszystko jest przewidywalne. Wydarzenia podążają równiuteńko po punktach ściśle określonego schematu. Wszystko już mieliśmy okazję wcześniej widzieć, albo oglądając „Piłę”, albo któryś z „Hosteli”. Film okazuje się być produkcją do bólu wtórną, marną kalką, lub jak kto woli – kiepską kserokopią.

Joffé w wywiadzie (dostępnym chociażby na portalu YouTube) mówi o realizmie swojego filmu. Opowiada o tym, że „Sadysta” porusza kwestię celebrities, pożądania i pragnienia, jakie wywołują sobą wśród odbiorców i fanów. Zaznacza, że starał się zgłębić i pokazać relację między porywaczem, a ofiarą. Z całym szacunkiem dla jego osoby – film jest płaski jak uśpione morze i płytki jak kałuża. Silenie się i dopatrywanie uniwersalności, wnikliwej analizy psychologicznej, czy co gorsza drugiego dna w tej produkcji jest doprawdy działaniem obłudnym. Podkreślany przez reżysera aspekt psychologiczny jest tak prostolinijny, jak rozterki bajkowego Reksia.

Dla wielu widzów zaskoczeniem może być położenie nacisku w filmie na stronę pseudopsychologiczną. Polski tytuł sugeruje dużą ilość wymyślnych tortur, tymczasem dostajemy kilka, owszem – trzeba przyznać, solidnie nakręconych scen, ale jest ich na cały film tyle, co kot napłakał. Dość powiedzieć, że przez cały film bohaterka w zasadzie nie ponosi większej szkody, a przeważają za to tortury psychiczne – oczywiście niczego nie ujmując ich okrucieństwu. Jednak nawet one, z początku robiące wrażenie wyrafinowanych i dotkliwych, tracą na jakości z każdą minutą filmu. Najwięcej jednak obraz traci, gdy twórcy decydują się na rozwinięcie wątku miłosnego, który choć do opowieści jest im z pewnością niezbędny, to stanowi coś w rodzaju podcinania gałęzi, na której się siedzi, bo powoduje u widza odruch kręcenia głową. Po prostu nie przekonuje, nieprawdopodobnością równając się z misją Bruce`a Willisa na szybującą w stronę Ziemi asteroidę. Do tego generalizuje charaktery ofiar, sprowadzając ich reakcje do schematu, a sferę uczuciową do czegoś na kształt chorągiewki poddającej się podmuchom wiatru.

Niestety - „Captivity” nie sprawdza się ani jako film brutalnej grozy, ani jako obraz psychologiczny. Wyszła z tego miałka papka, pozbawiona głębszego sensu, bazująca jedynie na zjawisku szokowania widza coraz to bardziej brutalnymi i dosłownymi obrazami. Łatwe do przewidzenia zakończenie (dodajmy, że równie ograne i przewidywalne, jak większość filmu) mobilizuje widza wyłącznie do jak najszybszego opuszczenia sali kinowej.

Uczciwie należy przyznać, że od strony technicznej film wypada bardzo dobrze. Na uwagę zasługują realistyczne sceny tortur, na tyle realistyczne, że w trakcie seansu kilka osób opuściło w pośpiechu salę kinową z wyrazem niesmaku na twarzach. Osobiście ciekaw jestem cóż takiego ich mogło zniesmaczyć? W porządku – scena z oblewaniem kwasem robi wrażenie, scena z wyrywaniem zęba kombinerkami też, choć już o wiele mniejsze. Może scena, w której oprawca poi bohaterkę koktajlem sporządzonym z ludzkiej krwi i fragmentów ludzkiego ciała? Nie dość, że zaserwowany jej został napój zmiksowany na gładką, jednolitą masę, bez odrobiny grudek, ścięgien, czy innych tego typu atrakcji, to jeszcze miejmy na uwadze fakt, że podobne sceny możemy co tydzień „podziwiać” na antenie telewizji ze słoneczkiem, w programie „Fear Factor”, w którym uczestnicy z własnej woli (!) podejmują się konsumpcji o wiele gorszych rzeczy.

Kolejny raz sprawdziła się wypróbowana metoda: wystarczy zebrać spory budżet, zatrudnić specjalistów i efekt murowany. Popatrzmy wyrywkowo na „listę płac”: na krześle reżysera zasiadł Roland Joffé, znany miłośnikom kina chociażby ze świetnego „The Mission” z Robertem De Niro; współtwórcą scenariusza jest Larry Cohen, ten sam, który napisał scenariusze do „The Cellular i „Phone Booth”; oprawą muzyczną zajął się Marco Beltrami, kompozytor ścieżek dźwiękowych do filmów: „Resident Evil”, „Underworld: Evolution”, czy „Red Eye”; za kamerą stanął Daniel Pearl, znany być może niektórym ze zdjęć do „Texas Chainsaw Massacre” z 1974 i 2003 roku; do głównej roli zaangażowano popularną Elishę Cuthbert (z grubą przesadą określaną mianem jednej z najbardziej utalentowanych młodych aktorek amerykańskich), która zagrała m.in. w „House of Wax” z 2005 roku. Założono najwidoczniej, że tak solidny zespół będzie gwarantem udanej produkcji. I o ile od strony wykonania film jest bez zarzutu i wyłącznie pod tym kątem ogląda się go nawet z przyjemnością, to całkowicie leży pod względem fabuły. Miejmy nadzieję, że widzowie poznają się na tym, że otrzymują chłodno wykalkulowany produkt, którego zadaniem jest się dobrze sprzedać. Jak na razie udaje się to całkiem nieźle, bo do tej pory film zarobił ponad sześć i pół miliona dolarów. Maszyna jak widać działa wciąż bez zarzutu i niebawem zapewne ujrzymy kolejną produkcję spod znaku „Piła + Hostel”.

Po raz któryś z kolei (palców u dłoni już dawno zbrakło, by to wszystko zliczyć) polski dystrybutor „popisał się” tłumaczeniem tytułu. Pragnąc zaadoptować oryginalny „Captivity” (niewola) na nasz grunt – wymyślił „Sadystę”, który z pewnością brzmi bardziej chwytliwie i przyciągnie do kin sporą ilość widzów, ale z samym filmem już się nieco mija. Także hasło reklamowe, zacytowane na początku tej recenzji, wydaje się być zdrowo przesadzone. Podzielcie je przez dziesięć, a jeszcze lepiej przez wielokrotność dziesiątki.vA może tytułowym sadystą jest producent filmu, skazujący widownię na seans „Captivity”? Osobiście, jako przeciwnik wielokrotnie odgrzewanych kotletów, mam już szczerze dość „straszenia” w tak ogranym i kiepskim stylu.

Screeny

HO, CAPTIVITY HO, CAPTIVITY HO, CAPTIVITY HO, CAPTIVITY HO, CAPTIVITY HO, CAPTIVITY HO, CAPTIVITY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ bardzo dobra realizacja
+ efekty

Minusy:

- wtórny do bólu
- fabuła
- zakończenie

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -