Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DEATH WEEKEND a.k.a The House By The Lake

DEATH WEEKEND a.k.a The House By The Lake

Death Weekend

ocena:7
Rok prod.:1976
Reżyser:William Fruet
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Brenda Vaccaro, Don Stroud, Chuck Shamata,
Autor recenzji:BartX
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Kilkadziesiąt lat temu niełatwo było zrobić brutalny film należący do podgatunku rape-and-revenge, z którym mogłaby się zapoznać szersza widownia. "Nędzne psy" (1971) Peckinpaha, "Ostatni dom po lewej" (1972) Cravena czy "Pluję na twój grób" (1978) Zarchiego były swego czasu nerwowo wycofywane z półek wypożyczalni wideo, a ich twórców oskarżano o sadyzm i schlebianie najniższym gustom. W tym trudnym dla filmowców okresie kanadyjski reżyser William Fruet wykazał się szczególnym sprytem i wyczuciem: jego "Death Weekend" jest dziełem niezwykle intensywnym, ale nie przekracza granic dopuszczalnej ekranowej przemocy – ani też granic dobrego smaku – w związku z czym nie miał on takich problemów z dystrybucją jak wspomniane wyżej tytuły, nie trafił też na listę Video Nasties (choć brytyjscy cenzorzy jak zwykle nie opanowali drżenia rąk i dokonali pewnych drobnych cięć przed wypuszczeniem filmu na tamtejszy rynek).

Co ważne, Fruet skupia się przede wszystkim na opowiedzeniu ciekawej i niepokojącej historii, przez pierwsze minuty powstrzymując się od prezentacji prawdziwie szokujących scen. Zatrudnieni przez niego aktorzy są jednak tak dobrzy, że nie czujemy się oszukani, ale bez oporu wciągamy się w film. Szczególne pochwały należą się Brendzie Vaccaro, której bohaterka ujmuje nas swoją złożonością (z jednej strony: jest bardzo kobieca i bezbronna, z drugiej: zaskakuje nas zainteresowaniem samochodami i umiejętnościami rajdowymi), a także Donowi Stroudowi występującemu w roli najinteligentniejszego z pojawiających się tu zbirów. Interesująco wypada też niejednoznaczna postać grana przez Chucka Shamatę – również w tym wypadku aktorowi udało się uciec przed gatunkowym schematem, który każe szybko definiować głównych bohaterów jako dobrych lub złych. I właśnie dzięki sprzeciwieniu się zasadzie jasnego podziału na dobro i zło "Death Weekend" zyskuje szczególną moc i przez większość czasu trwania trzyma widza w napięciu i niepewności – bo bardzo trudno ocenić czy męskie zamiłowania głównej bohaterki pomogą jej przeżyć, nie wiadomo też czy bohater Shamaty jest godny współczucia, a postać grana przez Strouda wykorzysta w końcu swą inteligencję do czegoś innego niż przewodzenie bandzie prymitywów.

Trójkę głównych bohaterów spotykamy na mało uczęszczanej drodze prowadzącej w leśne, oddalone od cywilizacji rejony. Harry (Shamata) i Diane (Vaccaro) siedzą w cieszącej oko Corvettcie i pędzą do pobliskiego domku nad jeziorem. Diane jest zafascynowana należącym do Harry'ego samochodem i w pewnym momencie przesiada się na miejsce kierowcy żeby doświadczyć stuprocentowej przyjemności z jazdy. Ma jednak pecha: tą samą drogą przejeżdża akurat samochód prowadzony przez Lepa (Stroud), a ten nie przepuści okazji pościgania się z lepszym wozem. Tym bardziej, jeśli za kierownicą siedzi kobieta. Wyścig szybko jednak przeradza się w drogową przepychankę. Siedzący w aucie koledzy dopingują Lepa aby jak najwstrętniej wypchnął Corvettę do rowu, ale ostatecznie lepszym kierowcą okazuje się Diane i to Lep z kumplami lądują w rzece. Jest to dla nich potwarz, za którą muszą się zemścić, a więc kiedy tylko udaje im się wytaszczyć samochód z powrotem na drogę ruszają na poszukiwanie Harry'ego i Diane. A tymczasem w domku nad jeziorem Diane poznaje mroczną stronę natury swojego znajomego: okazuje się, że zwabił ją na odludzie nie po to aby zapoznać ją z grupą swoich przyjaciół, ale po to aby sfotografować ją nago i jak najszybciej zaciągnąć do łóżka. Tak więc kiedy banda Lepa zbliża się do sielankowego domu, widz zastanawia się czy bohaterka powinna się bardziej bać ich czy może nadzianego i wypachnionego Harry'ego.

"Death Weekend" na pewno nie szokuje aż tak jak na przykład "Pluję na twój grób", ale jest za to znacznie bardziej przekonujący, sensowniej skonstruowany i przemyca ciekawsze treści niż film Zarchiego. Omawiane dzieło można oczywiście odbierać jako efektowny dreszczowiec opowiadający o bezdusznych bandytach wdzierających się w życie pozytywniejszych bohaterów i zamieniających ich życie w koszmar (bo przecież nawet wielowymiarowy "Funny Games" Michaela Haneke można rozumieć i w taki sposób), ale przy odrobinie dobrej woli nie sposób nie zauważyć, że jest to także piekielnie ostra krytyka materialistycznego sposobu życia; kiedy oprawcy wkraczają wreszcie do domu Harry'ego zaczynają się bowiem rozprawiać nie tylko z właścicielem i jego znajomą ale – być może przede wszystkim! – z jego nieprzyzwoicie drogim dobytkiem. Dzieje się tak, dlatego, że Lep doznaje w pewnym momencie olśnienia: Harry nie boi się ani o swoje życie ani o życie Diane, przeraża go natomiast wizja utraty dóbr materialnych, tego, co daje mu pozycję w społeczeństwie. Z kolei Lep wścieka się widząc jawną niesprawiedliwość: Harry posiada drogie samochody i uwodzi piękne kobiety nie dlatego, że zasłużył sobie na to ciężką pracą, ale dlatego, że miał w życiu trochę szczęścia i nie brakowało mu bezczelności; Lep jest inteligentniejszy, a nawet wrażliwszy niż jego ofiara, ale żyjąc uczciwie nigdy nie będzie miał takiej kobiety jak Diane ani takiego domu w jakim mieszka Harry.

"Death Weekend" to więc eksplozja wściekłości wywołanej w głównej mierze zazdrością o status społeczny (wścieka się nie tylko Lep ale także Diane, której mężczyźni nie chcą traktować jak równego partnera), a relacje między bohaterami i motywy ich działania zostały splątane ze sobą na tyle interesująco, że trudno się oprzeć magii tego filmu. Można tylko żałować, że sam finał został rozegrany dość standardowo – rozwiewają się w nim wcześniejsze pytania o moralność działań bohaterów, a na pierwszym plan wysuwają się sceny pojedynków i wzajemnego przechytrzania się, które jednak nie rzucą na kolana widza obeznanego z tego rodzaju kinem.

Screeny

HO, DEATH WEEKEND <br/>a.k.a The House By The Lake HO, DEATH WEEKEND <br/>a.k.a The House By The Lake HO, DEATH WEEKEND <br/>a.k.a The House By The Lake HO, DEATH WEEKEND <br/>a.k.a The House By The Lake HO, DEATH WEEKEND <br/>a.k.a The House By The Lake

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ gra Vaccaro i Strouda,
+ napięcie w kilku scenach,
+ zdjęcia,
+ balansowanie na granicy "kina zakazanego",
+ podteksty anty-materialistyczne.

Minusy:

- momentami napięcie zanika,
- finał jest nieco zbyt przewidywalny.

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -