Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RAMPAGE

RAMPAGE

Szaleństwo

ocena:4
Rok prod.:1988
Reżyser:William Friedkin
Kraj prod.:USA
Obsada:Michael Biehn , Alex McArthur , Nicholas Campbell , Deborah Van Valkenburgh , John Harkins , Art LaFleur ,
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:7
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Seryjni mordercy od lat dostarczają filmowcom wdzięcznego materiału na przerażające opowieści o ich pełnym zła, cierpienia i szaleństwa życiu. Do najbardziej udanych można zaliczyć „M- Morderca” Fritza Langa, „Dusiciela z Bostonu” Richarda Fleishera, „Henry – portret seryjnego mordercy” Johna McNaughtona. Zapowiadało się, że film Friedkina będzie można również do tej listy dopisać. Reżyser wsławiony „Egzorcystą”, poczytna powieść William P.Wooda, która posłużyła za podstawę scenariusza, muzyka autorstwa samego Ennio Morricone, Michael Biehn, wówczas u szczytu popularności, w roli nieustępliwego prokuratora, no i wreszcie najważniejsza postać, Richard T. Chase, jeden z najokrutniejszych seryjnych morderców w dziejach Ameryki – słowem potencjał był ogromny. Niestety, nie przełożył się on na satysfakcjonujący ekranowy rezultat.

Charles Reece jest młodym mężczyzną, pracuje na stacji benzynowej, mieszka z nadużywającą leków uspokajających matką i… jest seryjnym mordercą. Najzwyczajniej w świecie wchodzi do przypadkowych domów i morduje w okrutny sposób domowników, nie oszczędzając nawet dzieci. Po piętach depcze mu policja i zastępca prokuratora okręgowego, Anthony Fraser. Wkrótce morderca zostaje schwytany, ale wówczas rozpoczyna się bój o skazanie Reece`a na karę śmierci. Fraser sam niedawno stracił córkę na skutek komplikacji po chorobowych, więc rozumie ból rodziców, którzy stracili dzieci z rąk mordercy. Uparcie dąży do wymierzenia zbrodniarzowi najwyższego wymiaru kary. Psychiatrzy jednak podają sprzeczne diagnozy, co do psychicznego zdrowia Reece`a, Tymczasem podczas transportu do więzienia mordercy udaje się zbiec…

„Film oparto na autentycznych wydarzeniach” – głosi napis poprzedzający film. Warto więc wyjaśnić o jakie wydarzenia chodzi. W styczniu 1978 r. spokojnymi przedmieściami Sacramento w Kalifornii, wstrząsnęła seria wyjątkowo okrutnych zbrodni. Ofiarami byli mężczyźni, kobiety a nawet dzieci. Większość ciał znajdowano z ranami postrzałowymi, licznymi ranami kłutymi na całym ciele oraz z rozprutymi wnętrznościami. Miejsca zbrodni dosłownie tonęły w morzu krwi upuszczonej ze straszliwie okaleczonych ciał. Na miejscu znajdowano liczne ślady wskazujące na to, że sprawca pił krew swoich ofiar (m. in kubek po jogurcie z resztkami krwi). Znaleziono również liczne ślady pozostawione przez sprawcę na miejscu zdarzenia – sprawca najwidoczniej zabijał w szale nie dbając o swoje bezpieczeństwo. Najwyraźniej był osobnikiem niezrównoważonym psychicznie. Policja wkrótce ujęła podejrzanego, który szybko przyznał się do popełnionych morderstw. Był nim dwudziestodziewięcioletni Richard Trenton Chase, cierpiący na zaburzeniach psychiczne. bezrobotny alkoholik, nałogowy narkoman. Jak zeznał do morderstw motywowała go konieczność uzupełnienia swojej krwi, która jego zdaniem, zamieniał się w proszek. Podczas procesu obrona starała się dowieść, że Chase jest niepoczytalny, ale ostatecznie oskarżenie pod przewodnictwem Ronald W. Tochtermana przekonało ławę przysięgłych do uznania go winnym popełnienia sześciu morderstw pierwszego stopnia. To najcięższy typ przestępstwa w amerykańskim prawie karnym, zagrożonym nawet karą śmierci. Taki też wyrok wydał sąd. Do wykonania wyroku nie doszło. 24 grudnia 1980 r. Chase zmarł - przedawkował leki psychotropowe.

Tyle faktów. Film Friedkina nie jest rekonstrukcją morderczej kariery Richarda Trentona Chase`a, choć w ogólnym opisie nie odbiega od postaci autentycznego zabójcy. Zasadnicza różnica polega na „ucywilizowaniu” Chase`a ( w filmie Reece`a). Prawdziwy Chase był wrakiem człowieka (gdy został schwytany ważył 65 kg przez wzroście 180 cm), degeneratem, alkoholikiem, narkomanem i człowiekiem obłąkanym. Reece, jest natomiast przystojnym długowłosym młodzieńcem o hipnotyzującym spojrzeniu smutnych oczu. Alex McArtur (m.in. „Teoria spisku”) uczłowieczył Chase`a. Sam wydaje się być ofiarą swoich mrocznych urojeń i instynktu mordercy. Reżyser nie pokazuje jego okrutnych zbrodni, jedynie krótkie migawki przedstawiające makabryczne szczegóły (np. fragment ludzkich jelit).

Wydaje się, że jest w tym ukryty cel. Zasadniczym tematem filmu jest bowiem moralny aspekt kary śmierci. Zbrodnie Reece`a były dziełem szaleńca, ale czy szaleństwem nie jest skazanie na karę śmierci człowieka najwyraźniej chorego psychicznie? Czy ważniejsze jest zadośćuczynienie tym, którzy stracili najbliższych czy humanitarne potraktowanie sprawcy, też w końcu istoty ludzkiej? Czy prawo ma być usankcjonowaną zemstą społeczeństwa na jednostkach jej zagrażających czy wyrazem chrześcijańskich zasad o poszanowaniu każdego życia ludzkiego?

Te i inne pytanie z pewnością są ważkie, społecznie i moralnie doniosłe, lecz widzów nie za bardzo interesują. Osoby twórców filmu oraz postać Chase`a obiecywały zupełnie co innego -mroczną, mocną i krwawą historię o złu, które pewnego zwyczajnego, słonecznego dnia bez pukania wchodzi do domu i z największą brutalnością niszczy życie niewinnych ludzi. Friedkin miał inny pomysł na film. Chwała mu za to, że nie skupił się na taniej sensacji, że mądrze zrezygnował z oczywistej w tym przypadku makabry i grozy, że uczłowieczył mordercę i że podjął tak kontrowersyjny temat jak moralny charakter kary śmierci. Szkoda tylko, że uczynił to w sposób tak dalece nieciekawy i nużący. Jego film nie jest nawet thrillerem, nie mówiąc nawet o horrorze, lecz mało wciągającym dramatem sądowym. Zasadnicza część akcji koncentruje się na słownej batalii psychiatrów, o to, który z nich wydał właściwszą diagnozę, na banalnych, bo znanych z setek podobnych filmów, przemówieniach obrony i oskarżenia, na scenach szczegółowo rejestrujących przebieg badań tomografii komputerowej, której poddawany jest Reece, czy też na sprawiającym wrażenie sztucznego, wątku zmarłej córki Frasera. Widać w tym filmie ambicję reżysera, lecz także –mając na uwadze tak doświadczonego twórcę jak Friedkin – przykrą nieudolność nadania tej historii choćby odrobiny życia i wigoru. „Szaleństwo” momentami zresztą sprawia wrażenie produkcji telewizyjnej, zrealizowanej w ciągu kilku dni. Zwłaszcza sceny w sądzie wyglądają dziwnie, tak jakby odbywały się na zapleczu tej zacnej instytucji, a nie na wypełnionej po brzegi przestronnej sali sądowej.

„Szaleństwo” broni się muzyką Ennio Morricone, choć i ona jakby skromniejsza i mniej rzucająca się w uszy. Broni się także solidną rolą Alexa McArthura oraz ambicjami reżysera, które niestety nie znalazły przekonującego wyrazu na ekranie. Polecić film Friedkina można zatem chyba tylko miłośnikom twórczości tego reżysera oraz osobom, interesującym się seryjnymi mordercami.

Screeny

HO, RAMPAGE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ambicje reżysera
+ rola Alexa McArthura
+ muzyka Ennio Morricone
+ ważkim temat kary śmierci

Minusy:

- ani to thriller ani tym bardziej horror
- mało wciągający
- bez ikry i życia
- inscenizacja niektórych scen

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -