Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOUSE a.k.a Hausu

HOUSE a.k.a Hausu

Dom

ocena:8
Rok prod.:1977
Reżyser:Nobuhiko Obayashi
Kraj prod.:Japonia
Obsada:Kimiko Ikegami , Kumiko Ohba , Yôko Minamida , Miki Jinbo , Ai Matsubara , Masayo Miyako , Mieko Satoh, Eriko Tanaka ,
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:8
Głosów:2
Inne oceny redakcji:

Kicz w horrorze bywa kojarzony z konkretnymi twórcami. Najczęściej wymienia się Eda Wooda, Jesusa Franco, Lloyda Kaufmana, albo Takashi Miike. Rzadko albo wcale nie wspomina się natomiast o japońskim reżyserze Nobuhiko Obayashi. A Obayashi, jak mało kto, zasłuży sobie na miejsce wśród zacnego grona swych bardziej znanych kolegów. Zasłużył sobie filmem „Dom”, przy którym osławiona „Jazda bez trzymanki” („Survive Style 5 +” ) Gena Sekiguchi z 2004 jest jak wyprawka dla niemowlaka.

Sześcioro uczennic pod przewodnictwem pięknej Oshare wyrusza do domu ciotki dziewczyny, by miło spędzić klika dni wakacji. Po przybyciu dziewczęta są zauroczone życzliwym przyjęciem przez samotnie mieszkającą, ciotkę Oshary, jej pięknym, imponującym domem oraz malowniczym otoczeniem. Szybko jednak okazuje się, że uprzejmość starszej pani nie jest bezinteresowna. Kobieta tak naprawdę jest „głodnym duchem”, która zapewnia sobie wieczność żywiąc się ciałami dziewic. Gdy więc Oshare i jej koleżanki odwiedzają ciotkę, ta - ze zrozumiałych powodów - nie posiada się z radości. Wkrótce dziewczęta zaczynają ginąć w tyleż tajemniczych, co kuriozalnych okolicznościach.

O filmie Obayashiego mówi się, że jest to „Sok z żuka” nakręcony przez Dario Argento. Owszem rodzaj czarnego humoru, jaki Tim Burton zaprezentował w swym obrazie, ma wiele wspólnego z tym, co prezentuje w „Domu” Obayashi. Ale prawdę powiedziawszy to, co zobaczymy, znacznie wykracza poza podobieństwa do filmowej twórczości Amerykanina i Dario Argento. Otrzymujemy iście zabójczą dawkę kiczu, surrealizmu, absurdu, czarnego humoru, złego smaku itp. Dla widzów uważających, że sztuka to subtelność i głębia, „Dom” będzie prawdziwym szokiem estetycznym. Ale i dla widzów obeznanych w dokonaniach choćby Tromy czy Jesusa Franco, seans filmu Obayashiego może okazać się nie lada wyzwaniem. Jeśli bowiem zgodzimy się, że najważniejszym wyróżnikiem kiczu jest przesada, wyolbrzymienie, nadmiar, to „Dom” jest doskonałym potwierdzeniem tej tezy. U Obayashiego wszystkiego jest za dużo. Za dużo różnych filmowych gatunków, bo mamy tu i horror, i melodramat, i soft porno, i film obyczajowy i nawet filmy kung fu. Za dużo muzyki, która pobrzmiewa niemal bez przerwy, zarzynając uszy widza przesłodzonymi do bólu dźwiękami. Za dużo jest w tym filmie wściekle intensywnych czerwieni, i błękitów. Za dużo też przemocy - tutaj kończyny beztrosko latają w powietrzu, ucięta głowa zawzięcie wgryza się w pośladki, krew jest czerwieńsza od krwi i dosłownie zalewa cały dom. Nie można narzekać jedynie na brak głębi samej historii ostentacyjnie płytkiej jak kałuża i głębi charakterów bohaterek. Całe psychologiczne skomplikowanie zawiera się w „zdolnościach” i charakterystycznych elementach wyglądu bohaterek. Gari nosi okulary i jest z całego towarzystwa najmądrzejsza, Matsuku wiecznie się czymś się objada, Merodii gra świetnie na pianinie, Suuitto jest słodka i lubi sprzątać, Fanta (jak fantazja) jest marzycielką, a Kunfuu ubrana w krótkie spodenki i podkoszulek wszelkie problemy rozwiązuje ciosami karate. Najbardziej „skomplikowaną” postacią wydaje się Oshare - dziewczyna tęskni za zmarłą matką i nienawidzi nowej wybranki ojca. Ten jeden wyjątek nie zmienia jednak ogólnego wrażenia, że filmowe postaci bardziej przypominają papierowe wycinanki niż bohaterów z krwi i kości. Ale nie narzekajmy - „Dom” nie jest zwykłym filmem, w którym tak wykreowani protagoniści byliby nie do przyjęcia.

Druga cecha filmu Obayashiego, która rzuca się w oczy, to sztuczność. Filmowa rzeczywistość „Domu” jest całkowicie wyprana z naturalności i realizmu. Niebo jest malowaną, w drażniąco jasnych kolorach, planszą, wiatr rozwiewa powłóczyste szaty, choć rosnący obok (a raczej stojący, bo widać, że to makieta) krzak jest nieporuszony, a złowieszczy kot błyska zielonymi iskrami. Świat filmu, zwłaszcza w scenach początkowych, jest landrynkową rzeczywistością. Z nienaturalnie uśmiechniętymi bohaterkami, jasnymi barwami i „miękkimi” zdjęciami, jakby wyjętymi z soft pornograficznych filmów w rodzaju „Emmanuelle”, film kpi z wszelkich choćby pozorów realizmu. Najbardziej jednak tę sztuczność widać w scenach mordów - istnych perełkach kiczu, absurdu i surrealizmu. Żeby nie psuć przyjemności, wymienię tylko scenę z pianinem, które pożera jedną z bohaterkę, rozrzucając dokoła jej kończyny, przy czym poucinane palce w zapamiętaniu nadal grają na instrumencie.

Pomysłowość reżysera nie zna granic i nie kończy się tylko na samej inscenizacji fabuły. Obayashi nie ma skrupułów, by akcję filmu przeplatać stylizowanymi na nieme kino wstawkami, animacją (przypominającą nieco tę z czołówki Monty Pythona albo z „Żółtej łodzi podwodnej” George`a Dunninga z 1968 r.), czy piosenkami śpiewanymi do nieznośnie kiczowatych melodii. Reżyser, odpowiedzialny za efekty wizualne, często stosuje techniki kombinowane, nakładając zdjęcia lub łącząc film aktorski z animacją. Co więcej nawet przejścia montażowe nie są zwykłe - obraz często dzielony jest na części, zwęża się, ściemnia. Wiele kadrów brana jest w ramki z kolorowymi szlaczkami, a w scenach pełnych grozy pojawiają się szeregi iskrzących gwiazdek.

Oczywiście obraz przełożony na słowa recenzji tylko w niewielkim stopniu oddaje szaleństwo formy i inscenizacji „Domu”. A jest to szaleństwo, które - wbrew powierzchownemu wrażeniu - imponuje dyscypliną, konsekwencją i rozmachem. Choć nad filmem unosi się duch radosnej improwizacji, to w istocie każdy kadr, każda wizualna technika, zostały zastosowane z precyzją godną Hitchcocka. Warto szczególnie mocno tę właściwość film Japończyka podkreślić, bo często kicz nie jest wynikiem świadomego działania twórcy, ale niedostatków technicznych czy umiejętności twórców.

Kino, które prezentuje obraz Obayashiego, wywołuje skrajne emocje - albo się je pokocha albo znienawidzi. Porzućmy nadzieję, że będziemy świadkami scen mrożących krew w żyłach. Groza w „Domu” jest zabójczo niepoważna, niepoprawna i złośliwie kiczowata. I raczej nie powinno się oglądać filmu Obayashiego przy pełnym żołądku. Nie dlatego, że zobaczymy na ekranie obrzydliwości, lecz dlatego, że nasze poczucie estetyki zostanie wystawione na skrajne działanie kiczu w dawce wręcz nieludzkiej. Warto jednak zaryzykować, żeby zobaczyć jeden z najbardziej szalonych, niesamowitych i niepowtarzalnych filmów grozy w dziejach gatunku.

Screeny

HO, HOUSE <br/>a.k.a Hausu HO, HOUSE <br/>a.k.a Hausu HO, HOUSE <br/>a.k.a Hausu HO, HOUSE <br/>a.k.a Hausu HO, HOUSE <br/>a.k.a Hausu HO, HOUSE <br/>a.k.a Hausu HO, HOUSE <br/>a.k.a Hausu HO, HOUSE <br/>a.k.a Hausu HO, HOUSE <br/>a.k.a Hausu

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jeden z najbardziej szalonych i niesamowitych filmów w dziejach gatunku
+ baaaardzo poważna, a nawet poważniejsza, konkurencja dla Tromy, Jesusa Franco i innych specjalistów od kiczu
+ kicz świadomy to już niemal sztuka
+ surrealistyczne pomysły
+ atmosfera absurdu
+ imponująca wizja landrynkowej rzeczywistości
+ piękna Kimiko Ikegami

Minusy:

- wywołuje skrajne reakcje
- mimo wszystkich koniecznych atrybutów horroru, to surrealistyczna fantasmagoria kiczu
-...czyli dużo śmiechu, zero strachu
- UWAGA: grozi szokiem estetycznym

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -