Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:28 WEEKS LATER

28 WEEKS LATER

28 tygodni później

ocena:9
Rok prod.:2007
Reżyser:Juan Carlos Fresnadillo
Kraj prod.:Wielka Brytania / Hiszpania
Obsada:Robert Carlyle, Catherine McCormack, Amanda Walker, Shahid Ahmed, Jeremy Renner, Harold Perinneau,
Autor recenzji:mihaugal
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:7.47
Głosów:58
Inne oceny redakcji:
M@rio - 7


Wirus wściekłości potrzebował 28 dni, by rozpętać na terenie Wysp Brytyjskich istne pandemonium. Wysoce zaraźliwy, rozprawił się niemal ze wszystkimi mieszkańcami, pozostawiając przy życiu zaledwie jednostki. Czy po 28 tygodniach od wybuchu epidemii sytuacja w Wielkiej Brytanii została w końcu opanowana?

Tytułowe 28 tygodni po wybuchu epidemii na pozór wszystko wydaje się być pod kontrolą. Zarażeni poumierali z braku pożywienia. Objęta kwarantanną, opustoszała Wielka Brytania dojrzała w końcu do tego, by pod czujnym okiem żołnierzy korpusu armii USA ponownie zostać zaludnioną. Do najlepiej zabezpieczonego „Dystryktu 1” na londyńskiej Portowej Wyspie zaczynają powracać pierwsi ewakuowani podczas epidemii mieszkańcy stolicy Anglii. Wśród nich są dzieci Harrisów, małżeństwa, którego losy mamy okazję poznać w pierwszej scenie filmu, kiedy bohaterowie muszą stawić czoło atakowi zarażonych. Rodzeństwo na własną rękę odnajduje zaginioną matkę, ale jednocześnie na scenę powraca wirus wściekłości. Do akcji wkracza wojsko. Ogłasza alarm i przystępuje do bezwzględnej egzekucji rozkazów.

Gdy pojawiły się pierwsze informacje o powstawaniu kontynuacji „28 Days Later”, miłośnicy filmu z pewnością mieli wobec niej ambiwalentne odczucia. Z jednej strony ogromna ciekawość i chęć poznania dalszych losów Wielkiej Brytanii ogarniętej epidemią wściekłości, z drugiej natomiast niewiara w powodzenie stworzenia filmu, który zdołałby dorównać obrazowi Boyle`a. Film ujrzał światło dzienne (a dokładniej mrok kinowej sali) w maju tego roku (w Polsce nie wiedzieć czemu ze sporym opóźnieniem – 31 sierpnia) i wszyscy mogli się w końcu przekonać na własne oczy, jak młody hiszpański reżyser – Juan Carlos Fresnadillo poradził sobie z „drugą częścią”. A poradził sobie bardzo dobrze i temu nikt chyba nie może zaprzeczyć. Bez kompleksów przystąpił do realizacji „28 Weeks Later”. Przedstawił wizję Wielkiej Brytanii, wyludnionej przez wirusa i próbującej dźwignąć się po tragedii, z pomocą amerykańskiej armii.

Wystarczył niecały miesiąc, by ulice tętniącego życiem Londynu zamieniły się w puste arterie, sprawiające swoim widokiem uczucie przygnębienia i przerażenia, dobrze znanego tym, którzy widzieli „28 Days Later”. Wymyślenie oryginalnej fabuły, która dorównałaby sukcesowi pierwszej części było nie lada wyzwaniem. Poruszanie się w tematyce żywych trupów (bo do takiej pomimo wszystko zaliczane są „28 Days Later” i „28 Weeks Later”) jest zadaniem ryzykownym i bardzo łatwo tutaj o podobieństwa do innych produkcji. Twórcy filmu poradzili sobie jednak znakomicie. Zagadnienie szalejącej na ulicach Londynu epidemii wzbogacili o wątek szansy na lekarstwo przeciwko wirusowi – naturalną odporność jednego z bohaterów filmu. Nie omieszkali wyraźnie zaznaczyć charakterów poszczególnych bohaterów i przedstawić tragizm wydarzeń niemal z każdego możliwego punktu widzenia, w tym także oczami nosicieli wirusa i zarażonych! Widz ponownie może ujrzeć dramat pojedynczych ludzi i rodzin, stojących w obliczu śmiertelnego zagrożenia.

Filmowy „District 1” objęty ścisłą ochroną, oddzielony od obszaru kwarantanny kordonem wojska nasuwa pewne skojarzenia z enklawą Fiddler`s Green w filmie „Land of Dead” George`a Romero (nawet wojskowa ochrona w obu filmach zdaje się być równie skuteczna...)

W filmie Boyle`a nie mieliśmy okazji obejrzeć rozwoju epidemii, bowiem akcja umiejscowiona została po tytułowym okresie. Fresnadillo niejako „nadrabia” to w swoim obrazie i pokazuje jak mógłby wyglądać wybuch zarazy wściekłości. Sceny oglądane na ekranie zostały nakręcone w sposób niezwykle przekonujący. Ich realizm śmiało można przyrównać do tego z „Saving Private Ryan” Spielberga. W „28 Days Later” urzekały ujęcia opustoszałego Londynu, zdjęcia plenerowe poza miastem, praca kamery podczas dynamicznych scen ataków zarażonych. W „28 Weeks Later” obserwujemy pracę kamery dorównującą wcześniejszej części. Do tego dostajemy sporo ujęć kręconych „z ręki”, nadających akcji dynamizmu, a ponadto wzmagających odczucie bezkompromisowego realizmu. Nagle znajdujemy się ramię w ramię z bohaterami, stajemy twarzą w twarz z zarażonymi. Ciekawym zabiegiem okazało się zastosowanie ujęć okiem lunety noktowizora na karabinie snajpera.

Film wypełniony jest po brzegi dynamiczną akcją, od początku do samego końca, można z powodzeniem zaryzykować stwierdzenie, że „28 Weeks Later” jest syntezą horroru i kina akcji. W poprzednim obrazie sceny ataków zarażonych przeplecione były świetnymi, sugestywnymi ujęciami Londynu i pozbawionej mieszkańców Anglii. W przypadku obrazu Fresnadillo tempo akcji zostało podkręcone niemal do zawrotnej szybkości, co sprawia, że poczucie zagrożenia jest jeszcze bardziej wyraźne, niemal namacalne.
Kolejną mocną stroną filmu jest aktorstwo, trudno tu bowiem znaleźć źle zagraną rolę. Bez wątpienia jedną z najbardziej wyrazistych kreacji jest rola Roberta Carlyle (ekranowy Donald Harris, głowa pierwszoplanowej rodziny). Pozostali aktorzy partnerują mu na naprawdę przyzwoitym poziomie.

Niedopatrzeniem z mojej strony byłoby nie wspomnienie o ścieżce dźwiękowej. Ponownie zajął się nią John Murphy, któremu zawdzięczamy wyśmienity soundtrack do „28 Days Later”. Skomponowana przez niego muzyka stanowi kontynuację i rozwinięcie tamtej ścieżki dźwiękowej. Idealnie współgra z obrazem, wytwarza niezapomniany klimat, trzyma widza w pełnym napięciu przez cały seans, ale co najważniejsze płynnie wprowadza odbiorcę na samym początku filmu w klimat znany z „28 Days Later”.

Przyszedł chyba czas, żeby powiedzieć o mocnych akcentach zaznaczających się w i tak dynamicznym, i pełnym zapadających w pamięć scen filmie. Ograniczę się do trzech: Początek. Zapewne każdy zna słynną maksymę mistrza suspensu – Alfreda Hitchcocka, który powiedział, że dobry film zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie stopniowo rośnie. Twórcy „28 Weeks Later” postanowili najwidoczniej pójść za jego słowami i zaaplikowali widzom początek brutalnie wbijający w fotel. Sekwencję otwierającą wyreżyserował Danny Boyle, a zrobił to w taki sposób, że tych kilka minut robi piorunujące wrażenie i dosłownie nie pozwala złapać oddechu.

Spotkanie Donalda Harrisa z żoną w izolatce. Nie przypuszczałem, że można nakręcić scenę charakteryzującą się podobną ekspresją do tej z „28 Days Later”, w której Jim zagłębia kciuki w oczodołach jednego z żołnierzy. Okazuje się, że można. I to z powodzeniem. Spotkaniu małżonków towarzyszą tak silne i tak różne emocje, że nie sposób wobec nich pozostać obojętnym. Scena idealna niemal pod każdym względem.

Finał. Zakończenie „28 Days Later” było optymistyczne, uspokajające. Zupełnie jakby twórcy filmu, po udanym seansie chcieli nam powiedzieć: „Teraz już wszystko będzie dobrze, możesz się rozluźnić i odetchnąć spokojnie.” Finał „28 Weeks Later” jest być może typową furtką, która ma otworzyć drogę kolejnej części, ale nie można przejść obojętnie obok ekspresji z jaką uderzają w widza kolejne kadry i wizji, którą przekazują.

Nie często zdarza się obrazom grozy niemal idealnie naśladować, bądź symulować (broń Boże nie stymulować!) rzeczywistość. Niemal, bo jak każdy film, także „28 Weeks Later” nie jest pozbawiony pewnych nieścisłości i pomyłek. W filmie pada na przykład stwierdzenie, że wirus nie ulega wymianie między gatunkami – podczas, gdy na samym początku epidemii („28 Days Later”) nosicielem jest szympans. Jednak słowa te wypowiada dowódca korpusu żołnierzy amerykańskich, który z pewnością nie zna genezy epidemii (przypuszczalnie w realiach filmu nikt jej nie zna).

Brytyjczycy po raz kolejny udowodnili, że potrafią nakręcić solidny horror, który naprawdę przeraża i przekonuje. W życiu codziennym co chwilę zasypywani jesteśmy doniesieniami o kolejnych epidemiach, dziesiątkujących mieszkańców naszej planety: SARS, HIV, choroba wściekłych krów, ptasia grypa. Czemu więc nie wirus wściekłości, tak charakterystycznej dla naszego „cywilizowanego”, ale jednak na powrót dziczejącego społeczeństwa? A jeśli byłby to wirus tak wysoce zaawansowany, jak ten filmowy, z łatwością rozprzestrzeniający się wśród ludzi – to czy spustoszenie Wielkiej Brytanii nie zajęłoby mu w istocie 28 dni?
Na sam koniec czysto teoretyczne pytanie: do czego byłby zdolny taki wirus w ciągu 28 miesięcy, gdyby udało mu się przedostać na teren kontynentalnej Europy?

Screeny

HO, 28 WEEKS LATER HO, 28 WEEKS LATER HO, 28 WEEKS LATER HO, 28 WEEKS LATER HO, 28 WEEKS LATER HO, 28 WEEKS LATER HO, 28 WEEKS LATER HO, 28 WEEKS LATER

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ przemyślana kontynuacja „28 Days Later”
+ fabuła
+ dynamika filmu
+ aktorstwo
+ efekty
+ muzyka
+ świetna scena otwierająca film…
+ …i dorównująca jej scena finałowa

Minusy:

- opóźnienie polskiego dystrybutora względem reszty świata, ale to oczywiście nie jest wada samego filmu...
- zabrakło odrobiny klimatu z „28 Days Later”

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -