Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WICKED LITTLE THINGS

WICKED LITTLE THINGS

Wicked Little Things

ocena:5
Rok prod.:2006
Reżyser:J. S. Cardone
Kraj prod.:USA
Obsada:Lori Heuring, Scout Hampton-Compton, Chloe Moretz, Geoffery Lewis, Ben Cross,
Autor recenzji:mihaugal
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:5
Głosów:4
Inne oceny redakcji:

Mieliśmy już otępiałe żywe trupy, mieliśmy krwiożercze, zabójczo szybkie zombie, mieliśmy zombie – żołnierzy wermachtu. Do kroćset! Mieliśmy nawet takie kuriozum, jak zombie-owce! Joseph Stephen Cardone przedstawia nam jedną z bardziej przerażających wariacji na temat żywych trupów.

W 1913 roku, w jednej z pennsylwańskich kopalni dochodzi do tragicznych wydarzeń. Właściciel kopalni postanawia ją zasypać, nie bacząc na górników, którzy pozostali w tunelach. Tragizmu dopełnia fakt, że górnikami tymi są... dzieci. Po takim wprowadzeniu zostajemy przeniesieni do czasów współczesnych. Karen Tunny, wraz z dwiema córkami przenoszą się w okolice miasteczka Carlton w... Pennsylwanii. Zamieszkują dom, odziedziczony po mężu Karen. Budynek jest zaniedbany i nie dość, że położony na odludziu, poza miasteczkiem, to na domiar złego okazuje się, że w najbliższym sąsiedztwie znajdują się nieszczęsne kopalnie, przedstawione na samym początku filmu. Z mroku swoich grobowców wychodzą obudzone do życia dzieci. Wychodzą w takim stanie, w jakim zastała je śmierć – z oskardami w dłoniach. Wyruszają na nocne łowy, podczas których mordują i zjadają swoje ofiary.

Pomysł na dzieci-zombie był pomysłem po pierwsze ryzykownym, ale po drugie – doprawdy zmyślnym. Ryzykownym, bo jednak istnieją pewne granice, przekroczenie których może stanowić powód do oburzenia i sprzeciwu wielu środowisk. Podejrzewam, że pokazanie ośmiolatków jako żądnych krwi potworów może być takim właśnie powodem. Z drugiej jednak strony, patrząc na ten pomysł z punktu widzenia odbiorcy filmu grozy – czy można sobie wyobrazić lepsze zestawienie? Małe, z założenia niewinne dzieciątka okazują się być krwiożerczymi i bezwzględnymi zombie, gotowymi zmasakrować i skonsumować każdego, kogo napotkają na swojej drodze. Co więcej – o wiele trudniej walczyć z takim przeciwnikiem, bo pomimo świadomości zagrożenia z ich strony, w środku każdego dorosłego człowieka tkwi wewnętrzny opór przed zabiciem dziecka.

Pierwszoplanowa rodzina nie stanowi monolitu. Owszem, matkę i jej córki łączy miłość, ale każda z nich zdaje się na swój sposób odchodzić w swoją stronę – Karen wciąż tęskni za mężem, a dziewczynki szukają kontaktów z rówieśnikami. Starsza z sióstr – Sarah, znajduje towarzystwo niemal od razu, zaś młodsza – Emma... Cóż – także znajduje towarzysza do zabaw.

Otoczenie, w jakim przychodzi znaleźć się bohaterkom wcale nie sprzyja bezbolesnej i błyskawicznej aklimatyzacji: praktycznie zrujnowany dom na odludziu, pośrodku drogi między dwoma miasteczkami, brak sąsiadów (najbliższy wydaje się być co najmniej dziwakiem). Na domiar złego pojawia się młody Carlton, potomek założyciela miasteczka, który z determinacją wykupuje kolejne grunty i gospodarstwa, planując budowę ośrodka wypoczynkowego.

Fabuła filmu zdaje się być dość oryginalna i nawet po seansie coś z niej zostaje w naszej głowie. Niestety sposób, w jaki ją zrealizowano przytopił ją w kałuży tego, co znamy z innych obrazów. „Wicked Little Things” nawet nie zaczyna się obiecująco, bo w podobnym stylu otwierano dziesiątki innych filmów. Cały seans prezentuje się po prostu przeciętnie. Miejscami robi nadzieję na coś więcej, ale natychmiast wyprowadza nas z błędnych podejrzeń (można więc chyba powiedzieć, że potraktowano widza uczciwie i postarano się nie wmawiać mu, że ogląda coś wyjątkowego).

Wśród obsady na pierwszy plan wybija się młodziutka Chloe Moretz (niektórzy z Was mieli być może okazję obejrzeć ją w remake`u „The Amitiville Horror”, a w niedalekiej przyszłości będziemy mogli zobaczyć małą Chloe w kolejnym remake`u – tym razem będzie to „The Eye” – powtórka z obrazu Danny`ego Panga). Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że mała aktorka zakasowała swoją rolą pozostałą część ekipy aktorskiej. Nawet taki wyjadacz filmowy, jak Goeffrey Lewis nie popisał się niczym specjalnym (aby oddać mu sprawiedliwość należy nadmienić, że nie miał do tego zbyt wielu okazji, bowiem nie zagrał zbyt dużej roli...)

Jeszcze jedną rzeczą, która przynajmniej w moim przypadku psuła odbiór „Wicked Little Things”, jest sposób filmowania scen nocnych. Akcja rozgrywająca się po zmroku zdecydowanie dominuje w obrazie Cardone. I nie byłoby w tym absolutnie niczego złego, gdyby obraz był w miarę czytelny. Niestety nie jest. Być może twórcy wzięli sobie do serca manifest Von Triera i postanowili kamerować przy naturalnym oświetleniu? Podobnie, jak w przypadku „The Cave” (2005) ciężko ogląda się nieczytelny obraz – tam ze względu na rozhisteryzowaną kamerę, tutaj – przez dominującą ciemność. Mrok z pewnością pomaga w tworzeniu napięcia i budowaniu klimatu, ale obawiam się, że nie taki efekt zamierzyli sobie twórcy „Wicked Little Things”.

Na całe szczęście film posiada interesującą dawkę grozy i napięcia, mariaż klimatu charakterystycznego dla obrazów zombie z tajemniczością ghost-story. Oczywiście nie zabrakło obowiązkowej bieganiny z krzykiem na ustach w wykonaniu bohaterek filmu.
Nie zabrakło też całkiem ciekawego zakończenia, być może pretensjonalnego, może naiwnego, ale za to udanie zamykającego opowieść.

Screeny

HO, WICKED LITTLE THINGS HO, WICKED LITTLE THINGS HO, WICKED LITTLE THINGS HO, WICKED LITTLE THINGS HO, WICKED LITTLE THINGS HO, WICKED LITTLE THINGS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ dzieci zombie
+ pomysł na fabułę

Minusy:

- zbyt trywialnie opowiedziana historia
- drętwe aktorstwo
- sceny nocne, na których często nic nie widać

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -