Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WIND CHILL

WIND CHILL

Mroźny wiatr

ocena:7
Rok prod.:2007
Reżyser:Gregory Jacobs
Kraj prod.:USA / Wielka Brytania
Obsada:Emily Blunt, Ashton Holmes, Martin Donovan, Ned Bellamy, Chelan Simmons, Ian A. Wallace,
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6.3
Głosów:10
Inne oceny redakcji:

Co jest najważniejszym elementem fabuły? Mrożące krew w żyłach sceny? Zwroty akcji? Zakończenie? Odpowiedź brzmi: bohaterowie. Choćby wymyślono niewiadomo jak efektowną historię, jeśli nie ma w niej bohaterów z krwi i kości, nie ma też historii. Bo to dobrze skonstruowane postaci filmowych protagonistów, z talentem odtworzone przez aktorów i umiejętnie sfilmowane przez reżysera, są najważniejsze. Bohaterowie, którzy przykuwają uwagę widza, których losy obchodzą nas nie mniej niż nasze własne, z którymi w pełni się utożsamiamy, to niestety raczej wyjątek niż reguła w filmach grozy. Jednym z tych szczęśliwych i godnych zapamiętania wyjątków jest „Wind Chill” Gregory Jacobsa.

Jest 23 grudnia. Młoda i piękna Dziewczyna (do końca filmu nie poznamy jej imienia) zamierza opuścić mroźną, pokrytą gęstą powłoką śniegu, Północ, by miło spędzić święta Boże Narodzenia wygrzewając się na plaży w promieniach słońca. O zamiarze bohaterki dowiaduje się Chłopak (jego imienia też nie poznamy), nieśmiały kolega ze szkoły zakochany w Dziewczynie. Pozostawia więc na szkolnej tablicy ogłoszeń informację, że udaje się samochodem na Południe i może zabrać pasażera. Wkrótce zakochany bohater i piękna, lecz niedostępną jak górskie szczyty Mount Everestu, Dziewczyna zasiadają razem w samochodzie. Ruszają w długą podróż przez bezkresne przestrzenie pokryte niekończącą się bielą. Miła podróż tylko z pozoru okazuje się miła. Dziewczyna wyczuwa, że jej towarzysz podróży jest ... dziwny. Choć widzi go pierwszy raz, niepokojąco dużo wie o niej, na stacji benzynowej, gdy zatrzasnęła się w toalecie, nie przychodzi z jej pomocą i co gorsza wybiera zupełnie bez wyraźnej przyczyny skrót zaśnieżoną boczną drogą. Dziewczyna zaczyna podejrzewać, że padła ofiarą podłej manipulacji ze strony towarzysza podróży. Nagle jednak zza wzniesienia wyskakuje samochód. Aby uniknąć zderzenia, chłopak skręca w wielką zaspę. Nie ma mowy, by mogli się z tej pułapki wydostać. A tymczasem zmierzcha. Nasila się lodowaty wiatr...

Fabuła „Wind Chill” nie brzmi zachęcająco. Dwoje młodych ludzi zamkniętych przed chłodem i mrozem w samochodzie. Czasem decydują się opuścić samochód - zarazem pułapkę i schronienie, ale nawet wtedy nie oddalają się zbytnio. Czasem włączy się niespodziewanie radio ze skoczną, niepokojąco niestosowną do położenia bohaterów, muzyczką Czasem w pobliżu przejdzie tajemnicza postać, a do szyby samochodu zajrzy zły policjant-duch. Na nadmiar efektownych, pełnych rozmachu scen, narzekać nie można. Właściwie film, który w większości składa się ze zbliżeń twarzy aktorów, wydaje się być w możliwie jak największym stopniu nieatrakcyjny. A jednak wcale taki nie jest. Napięcia, suspensu, niepokoju i niesamowitości jest w nim tyle, że można by nimi obdzielić kilka filmów. Na czym więc polega sztuka? Odpowiedź jest prosta: bohaterowie i atmosfera.

O bohaterów, którzy na czas seansu stają się nie tylko naszymi przewodnikami po świecie „Wind Chill”, ale także naszymi bliskim znajomymi, postarali się scenarzyści i aktorzy. Debiutant Joe Gangemi oraz Steven Katz („Cień wampira”) stworzyli wespół wyjątkowo interesujące, wiarygodne i - nie bójmy się tego słowa - głębokie portrety głównych bohaterów. Z wielkim wyczuciem, omijając czyhające na każdym kroku pułapki banału, poprowadzili ich wzajemne relacje. Z początku wydaje się, że będziemy mieć do czynienia z postaciami, których całą głębia określa kilka charakterystycznych gestów i wypowiedzi. Zaś „mroczne tajemnice” skrywane przez bohaterów sprowadzać się będą do stereotypów i ich odkrycie zajmie nam zdecydowanie mniej czasu niż twórcom filmu. A tymczasem czeka nas niespodzianka. Bohaterowie okazują się być kimś więcej niż beztrosko przesuwanymi przez scenarzystów pionkami na szachownicy. Zamknięci w samochodzie, otoczeni przez śnieg, mróz, przeszywający do szpiku kości lodowaty wiatr, i błąkających się po okolicy zmarłych, stają się nam coraz bardziej bliscy. Mamy czas ich dobrze poznać, wsłuchać się w ich rozmowy, przypatrzeć im twarzom. Przekonać się, że mają wcale niebanalne i niepłytkie wnętrza. Możemy dostrzec coś jeszcze. Choć zamarzają im ręce, a bezlitosne zimno pogrążą ich coraz głębiej w swojej otchłani, w ich wnętrzach zaczyna się żarzyć mały płomyk. Po chichu pęka lód nieufności, nieśmiałości, a nade wszystko samotności. Bo Dziewczynę i Chłopaka łączy przejmująca samotność, którą starają się ukryć przed innymi. Jeśli „Wind Chill” ma „drugie dno”, to jest nim opowieść o stopniowym nieśmiałym pokonywaniu samotności, o wzajemnym zbliżaniu się, odkrywaniu własnej rozpaczliwej potrzeby bycia z kimś. Otrzymujemy zatem wątek zupełnie zaskakujący jak na horror. Przeważnie bowiem w filmach grozy skrajne sytuacje, w których znajdują się bohaterowie, służą do ukazania kruchości ludzkich więzów, do zdemaskowania prawdziwych twarzy, do wyzwolenia Bestii z człowieka.

Scenarzyści zrobili swoje. Ale bez aktorów, którzy nie potrafiliby tchnąć życia w powołane na papierze postaci, ich wysiłek poszedłby na marne. Ashton Holmes (Chłopak) oraz Emily Blunt (Dziewczyna) dają prawdziwy koncert gry aktorskiej, choć pierwsze skrzypce gra Blunt. Młoda angielska aktorka wyrasta na gwiazdę pierwszej wielkości. Dodajmy od razu - niezwykle utalentowaną gwiazdę (poza aktorstwem Emily z powodzeniem uprawia grę na wiolonczeli, jeździ konno i śpiewa ). Zasłynęła szekspirowskim rolami w teatrze, by na dużym ekranie zachwycić talentem i urodą w „Lecie miłości”, „Modliszce” i hollywoodzkim „Diabeł ubiera się u Prady”. W tym ostatnim filmie partnerowała Meryl Streep, która powiedziała o dwudziestoczteroletniej Emily, że „jest najlepszą młodą aktorką, z jaką pracowała ostatnio, a może nawet kiedykolwiek”. Słowa jednej z najwybitniejszych współczesnych aktorek potwierdzają cztery nagrody (w tym Złoty Glob), siedem nominacji oraz jej występ w „Wind Chill”. Oglądanie jej na ekranie to nie tylko wizualna przyjemność, ale także wrażenie obcowania z bohaterką nawet w najdrobniejszym geście wiarygodną i prawdziwą. Jeżeli film trzyma nas za gardło niemal bez przerwy, to w głównej mierze jest to zasługa Emily Blunt. Uczciwie jednak dodajmy, że znalazła w osobie Ashtona Holmesa („Historia przemocy”) godnego swego talentu partnera.

Wielką zaletą filmu jest też umiejętne i przekonujące ukazanie beznadziejności sytuacji bohaterów. Wspaniale udało się też wykreować atmosferę osaczenia i irracjonalnego zagrożenia. A wrażenie wszechogarniającego chłodu jest tak wielkie i sugestywne, że w pewnym momencie sami zaczynamy je odczuwać! Pomogły w tym nastrojowe, utrzymane w szaro-zimno-niebieskiej tonacji zdjęcia duńskiego operatora Dana Laustsena („Mimic”, „Silent Hill”), ponura sceneria kanadyjskich lasów oraz przejmująca muzyka Clinta Mansela (stałego współpracownika Darrena Aronofsky`ego).

Niestety film, który był o krok od wielkości, potknął się na...horrorze. Najsłabiej wypada w „Wind Chill” wątek duchów-ofiar mrozu, jak przede wszystkim policjanta mordercy. Sceny grozy są zainscenizowane bez pomysłu, tandetnie wykonane i co gorsza zestawione ze subtelnie prowadzonym wątkiem dwójki bohaterów głośno zgrzytają. Na dobrą sprawę film z powodzeniem mógłby się obyć bez horroru, a w każdym razie bez horroru w tak mało interesującym i porywającym wydaniu. Wielka szkoda, bo film Gregory Jacobsa usilnie starając się być obrazem grozy w istocie nie jest ani horrorem, ani pełnoprawnym psychologicznym thrillerem. Aż żal, że reżyser nie zdecydował się na ten drugi gatunek filmowym. Bo całkiem dobrze sobie z nim radził.

„Wind Chill” jest zatem dziełem ze skazą. Filmem, który z całą pewnością warto obejrzeć, by przekonać się o tym, jak wiele zależy od dobrego scenariusza, znakomitej gry aktorów i udanie wykreowanej atmosfery. Ale także po to, żeby przekonać się, że uszczęśliwianie wszystkich nie zawsze jest opłacalnym pomysłem.

Screeny

HO, WIND CHILL HO, WIND CHILL HO, WIND CHILL HO, WIND CHILL HO, WIND CHILL HO, WIND CHILL HO, WIND CHILL HO, WIND CHILL HO, WIND CHILL HO, WIND CHILL

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ atmosfera
+ można poczuć zimno
+ bohaterowie
+ zdjęcia
+ muzyka
+ sceneria
+ aktorzy...
+ a zwłaszcza Emily Blunt

Minusy:

- sceny grozy
- ni to horror ni to thriller psychologiczny
- nie straszy
- niektórzy mogą się wynudzić

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -