Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GRIND HOUSE VOL.1 DEATH PROOF

GRIND HOUSE VOL.1 DEATH PROOF

Grind House vol.1 Death Proof

ocena:4
Rok prod.:2007
Reżyser:Quentin Tarantino
Kraj prod.:USA
Obsada:Kurt Russell, Rosario Dawson, Sydney Tamiia Poitier, Vanessa Ferlito, Rose McGowan, Tracie Thoms, Zoe Bell,
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:2.56
Głosów:72
Inne oceny redakcji:
Skaraś - 9

Od dawna wokół każdej produkcji Quentina Tarantino czy Roberta Rodriqueza robi się wiele szumu, tym bardziej, że panowie nie raz lubią powspółpracować razem. Nie inaczej było w przypadku projektu Grind House, w którym panowie postanowili nawiązać do niskobudżetowych horrorów klasy C puszczanych w jednym bloku w podrzędnych kinach nocnych. O ile w Stanach, projekt jest prezentowany jako jeden film, to wymogi europejskie zmusiły dystrybutorów do podzielenia go na dwa właściwe segmenty. Co ciekawsze, licząc na nazwisko reżysera faktyczna część druga została u nas zaprezentowana jako pierwsza. I jak się można było domyślać, film jest wychwalany przez krytykę i widzów. A ja się zastanawiam, czy oglądałem ten sam obraz co oni...

Trzy młode dziewczyny postanawiają się zabawić i wyruszają do teksańskiego Chilii Parlor. Jedną z nich jest znana i popularna diżejka Jungle Julia. Podczas postoju w przydrożnym barze, gdzie czekają na jeszcze jedną przyjaciółkę, poznają tajemniczego kaskadera Mike`a i jego „śmiercioodporny” samochód. Flirtując i bawiąc się w najlepsze nie przypuszczają, że mają do czynienia z psychopatycznym mordercą.

Nasłuchałem się o tym jak to Tarantino składa hołd gatunkowi exploitation, jak to umiejętnie łączy horror z kinem akcji. Po skończonym seansie zastanawiałem się, że ktoś chyba pomylił terminy. Czytając zaś kolejne recenzje w prasie i w Sieci zdębiałem kompletnie. O czym oni wszyscy mówią?

Od początku wiadomo, że mamy do czynienia z filmem twórcy „Wściekłych psów”. Jego upodobanie do stóp i nóg kobiecych, szczególnie u Ummy Thruman, jest wręcz legendarne, nic dziwnego, że wiele ujęć, w tym czołówka kultywuje ową tradycję. Nie brak również typowych dla reżysera wielowątkowych dialogów, pozornie błahych, jednak pełnych interesujących point i kipiących realizmem i pasją (co widać szczególnie w przypadku rozmowy o filmie „Vanishing Point”). Prawda jest jednak taka, że porównując te rozmowy do tych z „Wściekłych psów”; „Pulp Fiction” czy choćby „Jackie Brown” wypadają one niezmiernie blado. Pierwsza część filmu, w polskiej wersji wydłużona o dodatkowe trzydzieści minut (w tym taniec „Motylka” – wycięty z wersji zachodniej), dłuży się straszliwie i choć dialogi wciąż potrafią zaintrygować, nie wciągają jak wcześniej ani nie skłaniają do głębszych przemyśleń. Nawet nie przybliżają szczególnie postaci, bo tak naprawdę to tylko Stuntman Mike budzi jakąś sympatię i to głównie dzięki świetnej roli Kurta Russella. Owszem Tarantino bawi się konwencjami, ale już „Kill Billem” udowodnił, że czasem chodzi mu tylko o samą zabawę i nic więcej. Doszukiwanie się nietuzinkowości w kobiecych postaciach sugeruje przespanie co najmniej kilku lat kinematografii. Wszystkie osiem niewiast wyciętych jest na zasadzie szablonu, co szczególnie widać w przypadku drugiej czwórki. Takich zestawów osobowości kino zna wiele, jedyne novum, to że wszystkie są tutaj płci żeńskiej. Najbardziej kobiecy film roku? Na pewno. Ale wolę w takim razie Pedro Almodovara.

Przede wszystkim wciąż próbuję zrozumieć, jak udało się wmówić widzom, że mamy do czynienia z horrorem? Słyszę o przełamaniu konwencji slashera (chyba znów nie wszyscy rozumieją pojęcie), o elektryzującej końcówce. Bardzo przepraszam, ale jedynie scena pierwszego wypadku zrobiła na mnie jakiekolwiek wrażenie. Wielki pościg w końcówce? Co z tego, że bez efektów komputerowych. Wystarczy sięgnąć do filmografii Jackie Chana i obejrzeć jego produkcje made in Hong Kong z lat 70-tych i 80-tych. Takich i jeszcze wymyślniejszych pościgów tam nie brak. I nie jedna postać znajdzie się na masce.

Niech będzie, że jestem wrednym szowinistą, ale Tarantino naprawdę zrobił film kobiecy. Wciąż widać jego kunszt, niemniej jego postawa przypomina teraz zblazowanego, leniwego kocura, który od niechcenia bawi się martwą myszą. Zniknął znany z wczesnych filmów dziki i nieobliczalny drapieżnik. Jego ostatni produkt przypomina odgrzanego hamburgera z McDonalda i choć dodano świeżej sałatki, to nikt mi nie wmówi, że zjadłem bażanta w sosie przepiórkowym.

Screeny

HO, GRIND HOUSE VOL.1 DEATH PROOF HO, GRIND HOUSE VOL.1 DEATH PROOF HO, GRIND HOUSE VOL.1 DEATH PROOF HO, GRIND HOUSE VOL.1 DEATH PROOF HO, GRIND HOUSE VOL.1 DEATH PROOF

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ momentami dawny Tarantino
+ dużo ładnych kobiet
+ rola Kurta Russella
+ ambitny pomysł...

Minusy:

- ...tym razem nie wykorzystany
- gdzie tu horror? tu thrillera się ze świecą szukać
- przechwalony i przereklamowany
- papka tak podstępnie przyprawiona, że wciska się ją widzom jako rarytas

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -