Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MUMMY, THE (1932)

MUMMY, THE (1932)

Mumia

ocena:7
Rok prod.:1932
Reżyser:Karl Freund
Kraj prod.:USA
Obsada:Boris Karloff, Zita Johann, David Manners, Edward Van Sloan, Arthur Byron,
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:8
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Zaledwie rok po narodzinach klasycznych monstrów wytwórni Universal - Frankensteina i Draculi, na ekranach kin pojawił się trzeci ze słynnych potworów - Mumia. Narodziny miały miejsce w nietypowym filmie i w okolicznościach odmiennych, od tych które towarzyszyły poprzednim dwóm postaciom klasycznego kina grozy.

Film rozpoczyna się 1922 r. Brytyjska wyprawa archeologiczna odnajduje w głębokich pokładach pustynnego piasku grobowiec a w nim mumię Im-ho-tepa, starożytnego kapłana Kapłan najwyraźniej rozstał się w mało przyjemny sposób z doczesnym żywotem, został bowiem żywcem zabalsamowany. Trójka archeologów, która dokonała odkrycia, znajduje też razem z mumią mała szkatułkę, na której wyryto napis ostrzegający przed jej otworzeniem. Ktokolwiek odważy się postąpić wbrew ostrzeżeniu, narazi się na straszliwą klątwę. Gdy dwoje starszych archeologów udaje się na stronę, młodszy kierowany niepohamowaną ciekawością, otwiera skrzynie. Prawie natychmiast stojąca za nim nieruchomo od kilku tysięcy lat mumia ożywa. Młodzieniec widząc żywą mumią zamiera z przerażenia a potem wybucha histerycznym śmiechem. Mija dziesięć lat. Znów towarzyszymy ekspedycji archeologów. Wśród nich jest Frank, syn jednego ze starszych archeologów, którzy dekadę wcześniej odkopali nieszczęsny grobowiec z mumią. W czasie rozmowy Franka z innym uczonym, dowiadujemy się, że ów młodzieniec, który nieświadomie ożywił mumię, wkrótce potem zmarł - znak, że klątwa jednak działa. Rozmowę archeologów przerywa niespodziewana wizyta tajemniczego Egipcjanina, przedstawiającego się jako Ardath Bey. On też w dalszej części filmu stanie się głównym antagonistą Franka. Widzowie bez trudu domyślają się, że milczący nieznajomy, to przyobleczona w ciało mumia kapłana Im-ho-tepa. Dość szybko poznajmy też cel, jaki przyświeca Ardath`owi Bey`owi. W ukochanej Franka, Helen dostrzega reinkarnacje księżniczki Ankc-Es-En-Amon, wielkiej miłości kapłana, za którą spotkała go tak okrutna śmierć. Odtąd korzystając z magicznych zaklęć i hipnotycznej mocy będzie usuwał każdego, kto stanie mu na drodze ponownego zjednoczenia się z ukochaną. Niebezpieczeństwo grozi także Helen, bo żeby doszło do połączenia księżniczki i Im-ho-tepa, zginąć musi współczesne wcielenie Ankc-Es -En-amon, czyli Helen...

„Mumia” Karla Freunda powstała na fali zainteresowania starożytnym Egiptem. Zainteresowanie to wywołało dokonane w 1922 r. odkrycie grobowca Tutenchamona przez Brytyjczyka, Howarda Cartera. Odnaleziono nie tylko mumię faraona, lecz także skarbiec z niezliczoną ilością drogocennych przedmiotów. Dodatkowego rozgłosu temu, niewątpliwie epokowemu odkryciu, dodała tajemnicza śmierć finansującego wyprawę Cartera, lorda Carnarvona. Lord zmarł na skutek infekcji wywołanej ukąszeniem komara, ale publiczną opinię obiegła wiadomość, świadomie rozdmuchana przez okultystów, jakoby Carnarvon zmarł na skutek klątwy faraona. Podobno jej ofiarami miało paść jeszcze czternaście innych osób - uczestników wyprawy.

Scenarzysta „Mumii” John L. Balderston, który zasłynął z przeróbek scenicznych wersji „Frankensteina” i „Draculi” na potrzeby kina, w roku 1922 pracował jako londyński korespondent „New York World”. Zlecono mu nawet napisanie serii reportaży dotyczących odkrycia grobowca Tutenchamona, toteż kiedy przystępował do przeróbki opowiadania Anny Wilcox Putnam „Cagliostro”, sporo wiedział o starożytnym Egipcie. Przy scenariusz mumii pracował także Richard Shayer z Universalu oraz - prawdopodobnie - Karl Freund. Na oryginalnym skrypcie znajdowały się bowiem szczegółowe wskazówki co do sposobu ustawienia kamery, montażu, dekoracji itp.

Reżyser „Mumii”, Karl Freund zasłynął ze współpracy przy, łącznie, dziesięciu filmach Friedricha W. Murnau, a także przy realizacji „Golema” Paula Wegnera, i „Metropolis” Fritz Langa. W swoim artystycznym dorobku miał także dziesięć wyreżyserowanych przez siebie filmów, z których jedynie „Mumia” i pochodzący z 1935 r. „Mad Love” z Peterem Lorre ocalały od zapomnienia Znacznie lepiej wiodło mu się w roli autora zdjęć, za które dwukrotnie nagrodzono go Oscarem (w 1938 r. i w 1955 r.).

Kolejną gwiazdą obok Balderstona i Freunda była odgrywająca postać Helen Grosvenor, filigranowa Zita Johann. Urodzona na Węgrzech, zdobyła sławą wyśmienitej, ale przy tym kapryśnej aktorki scen brodwayowskich. Nigdy nie przepadała za kinem, zwłaszcza za Hollywood. Znane było jej powiedzenie, że „ma więcej współczucia dla dziwek z 52 Ulicy niż dla hollywoodzkich gwiazd”. Po zagraniu w siedmiu filmach (w ósmym, „Raiders Of The Living Dead” pojawiła się w epizodzie), wycofała się z kontynuowania kariery filmowej, poświęcając się scenie teatralnej i stworzonemu przez nią „Teatrowi duszy”. Temperament Zity dał jednak znać w czasie realizacji zdjęć do „Mumii”. Aktorka toczyła niekończące się kłótnię z Freundem, który nie pozwalał Johann na zbytnią improwizację. Gdy praca na planie dobiegła końca i reżyser i jego niepokorna aktorka odetchnęli z ulgą.

Największą gwiazdą „Mumii” był jednak Boris Karloff. To z myślą o nim pisano scenariusz oraz oczywiście z zamiarem zdyskontowania sukcesu Beli Lugosiego w „Draculi” z 1931 r. Jeśli nawet nie udało się odsunąć w cień Lugosiego i „Draculę” Toda Browninga, to kreacja Karloffa należy do jednych z najlepszych w jego karierze. Przede wszystkim rzuca się w oczy świadoma oszczędność środków wyrazu. Karloff już rolą Monstrum Frankensteina udowodnił, że doskonale radzi sobie z postacią fizycznie ograniczoną. Tak też jest w przypadku Ardatha Beya. Jego bohater chodzi wyprostowany, ręce trzyma wzdłuż ciała, prawie nie mruga wielkimi smutnymi oczami, jego twarz jest nieruchoma a spojrzenie hipnotyczne. Sprawia wrażenie, kruchego, które potęguje jego cichy głos i powoli wypowiadane słowa. A jednocześnie wyczuwamy w nim siłę, która gotowa w każdej chwili eksplodować.

Karloff tylko w dwóch krótkich scenach gra w charakteryzacji mumii - w scenie przebudzenia oraz w finale. Mimo więc tak krótkiego przybywanie na ekranie ucharakteryzowanego Karloffa, aktor bez słowa sprzeciwu znosił trwające osiem godzin zakładanie i tyle samo ściąganie stworzonej przez Jacka Pierce`a (tego od „Frankensteina”) charakteryzacji. W dodatku jej zdejmowanie było bardzo bolesne, lecz Karloff milcząco godził się na takie poświęcenie. Tym większe, że charakteryzacja obejmowała całe ciało, a na ekranie wykorzystano jedynie ujęcia głowy, ramienia i dłoni. Tylko aktorów najwyższej klasy stać na takie oddanie.

Ale Karloffowi udała się jeszcze jedna sztuka. Choć film dziś nie jest w stanie wystraszyć nawet dwunastolatka, kreacja Karloffa autentycznie niepokoi. Na pewno nie chcielibyśmy spotkać na swej drodze odtwarzanego przez niego Ardatha Beya. I na pewno nie chcielibyśmy, aby w naszej ukochanej dostrzegł reinkarnację księżniczki sprzed tysięcy lat. Jego bohater nie musi się uciekać do bezpośredniej fizycznej przemocy. Dzięki magii Starożytnych potrafi zabijać na odległość i kontrolować ludzi. To Karloff dźwiga cały film a udanie partneruję mu Zita Johann oraz David Manners w roli Franka.

Sama bowiem historia z perspektywy czasu wygląda dość banalnie i płasko. Na dodatek debiutujący w roli filmowego scenarzysty John L. Balderston świadomie lub nieświadomie ułożył fabułę w sposób bardzo podobny do wcześniejszego „Draculi” Toda Browninga. Nota bene postać Ardatha też miała wiele wspólnego z tytułowym bohaterem wspomnianego filmu. Na szczęście Freund opowiedział historię Balderstona, wykorzystując swoje ekspresjonistyczne doświadczenia, w sposób interesujący i świadomie niekomercyjny. To dlatego w jego filmie praktycznie nie oglądamy chodzącej mumii, a wiele rozwiązań inscenizacyjnych unika prostych i łatwych schematów. To także dzięki operatorskiej sztuce Freunda, mistrzowsko operującego światłocieniami, fabuła zyskuje niepokojącej tajemniczości i mroku. Niestety „artyzm” filmu nie spodobał się ówczesnym widzom

Dziś jednak choć, „Mumia” nie oparła się upływowi czasu, pozostaje pierwszym i najlepszym filmem o mumii. Późniejsze obrazy z tym monstrum w roli głównej postawiły na akcję, dosłowność i makabrę. Pod względem artystycznym nie dorównały jednak filmowi Freunda i wybitnej kreacji Borisa Karloffa.

Screeny

HO, MUMMY, THE (1932) HO, MUMMY, THE (1932) HO, MUMMY, THE (1932) HO, MUMMY, THE (1932) HO, MUMMY, THE (1932) HO, MUMMY, THE (1932) HO, MUMMY, THE (1932)

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pierwszy i najlepszy film o mumii
+ jedna z najlepszych kreacji Borisa Karloffa
+ atmosfera
+ ekspresjonistyczne zdjęcia
+ Zita Johann
+ niekomercyjne potraktowanie jednego z klasycznych potworów studia Universal

Minusy:

- trochę się zestarzał
- płaska i banalna fabuła
- niewiele mumii w „Mumii”
- niewiele mistrzowskiej charakteryzacji Jacka Pierce`a
- niestraszny

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

DVD:

Zobacz recenzję wydania DVD

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -