Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SEA SERPENT ,  THE  a.k.a  Serpiente de mar

SEA SERPENT , THE a.k.a Serpiente de mar

Sea Serpent, The

ocena:1
Rok prod.:1984
Reżyser:Amando de Ossorio
Kraj prod.:Hiszpania
Obsada:Timothy Bottoms, Taryn Power, Jared Martin, Ray Milland, Carole James, Gerard Tichy,
Autor recenzji:Andmel
Ocena autora:1
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Tytuł filmu jest prosty. Niczym odezwa do mas, kołyszących głowami niczym morze, w którym pławią się takie bestie. Wąż morski. Symbol tajemnicy, przygody, epoki romantycznych wypraw odkrywczych i brodatych, smaganych wiatrem wilków morskich. Tymczasem na naszych oczach rozgrywa się tragedia antyczna. Za grzech oglądania tego dzieła zostajemy strąceni do Tartaru absolutnego braku dramaturgii

Czy leci z nami pilot? A i owszem, leci. W samolocie przecinającym śmiało przestworza. Wspomniany pilot ma wąsiki a la Burt Reynolds i jak na amerykańskiego pilota przystało, nosi skórzaną kurteczkę. Myśliwiec przelatując nad Oceanem Atlantyckim, na skutek awarii, zrzuca bombę atomową do oceanu. Eksplozja napromieniowuje jakby kawałek dętki w akwarium i na światło (w większości nocne) wychodzi tytułowy wąż morski. Akcja przenosi się teraz do małego galicyjskiego portu w Hiszpanii. Rybacy rozmawiają o zwykłych sprawach, czyli o połowach i mutacjach. Bez pracy nie ma przecież kołaczy. Na szypra jednego z kutrów wyznaczono niejakiego Pedro Fontanę (Timothy Bottoms), który nie ma jednak dobrej marki. Z jego poprzedniej wyprawy, zakończonej katastrofą okrętu, wrócił tylko on sam. Szczególnie ta nominacja nie jest w smak Lemarisowi. Mimo niesnasek dochodzi do nocnej wyprawy(nocnej, bo wszystkie sceny z potworem dzieją się w tej części doby). Pedro w nocy zauważa podejrzane ruchy na morzu. Wzrok ma widać sokoli, bo z głębin wyłania się przerażająco sztywny i sztuczny wąż morski, który … otwiera paszczę, otwiera, otwiera, kiwa się, wykrzywia głowę i po tym pokazie sprawności, atakuje kuter. Stateczek wkrótce idzie na dno, a jedna z szalup z rozbitkami pada łupem wygłodniałego monstrum. Opis zjadania trzech marynarzy ominę, nie ze względu na drastyczność scen, lecz ze względu na jej beznadziejność. Teraz przenosimy się do kasyna, by poznać dwie lekko odurzone alkoholem panie, z których jedna postanawia popływać łódką po morzu. Jej eskapada kończy się tragicznie (dziwnym trafem można było to przewidzieć), a świadkiem pożarcia jej przez bestie zostaje druga niewiasta – Margaret. Po takim przeżyciu biedna kobieta ląduje w stanie szoku w miejscowym szpitalu. Pedro, który zostaje obarczony winą za wypadek i oczerniony przez Lemarisa , jakoby nadużywał trunków, postanawia na własna rękę wyjaśnić sprawę. Śledząc gazety, dowiaduje się o wypadku Margaret, odwiedzą ją w szpitalu, gdzie nawiązują współpracę (oczywiście romans też). Samo wertowanie książek jednak im nie wystarcza, bowiem do grupy werbują profesora, a ciut później skruszonego Lemarisa. W tym samym czasie wąż nie próżnuje, znów w podobny schematyczny sposób zjada ludzi, kruszy latarnię morską i wywołuje pożar portu. Po tej małej apokalipsie wszystko wolno zmierza do końca, lecz nie happy endu. Dochodzi do walki nie tylko z wężem morskim, ale przede wszystkim z sennością i załamaniem nerwowym…

Na początek dwa pytania.
Pierwsze: kto za tym wszystkim stoi? Odpowiedź – Amando de Ossorio, twórca kultowej już dziś sagi o rycerzach zombie.

Pytanie drugie: co reżyser robił przez ostatnie 30 lat do momentu powstania tego cudeńka? Chyba zapatrzył się w odbicia gwiazd na tafli morza…, bo przecież to idealny przykład monster movie, lecz przeniesiony w czasie, co skazuje film na całkowita porażkę. Katastrofa, którą dane jest nam oglądać, to skutek mocnego połączenia koszmarnie nieudolnych efektów specjalnych, tragicznej edycji, drętwego aktorstwa i wyłupiastych oczu i trzeszczącego niczym piasek w zębach dubbingu. Jak mgła nad morzem, tak nad filmem unosi się niemoc twórców i widzów. „Sea Serpent” wysysa z człowieka wszystkie siły witalne i podobny jest właśnie raczej do literackiej otchłani Maelstromu niż do silnego, ożywczego prądu morskiego. Pisząc te słowa nawet zapomniałem o istnieniu w horrorach czegoś takiego jak strach. Stan ten jest nam tutaj zupełnie obcy i jedynym dreszczykiem emocji wydaje się kiełkująca gdzieś w tyle czaszki obawa o zaistnieniu sequelu. Wszak w planach bohaterów było stworzenie kutra torpedowego by ścigać potwora. Cóż tu więcej pisać o tym żałosnym niewypale. Moja rada, nie dajcie się zjeść bestii, bo przecież gdzieś poza tym filmem musi istnieć jakiś inny, lepszy.

Screeny

HO, SEA SERPENT ,  THE  a.k.a </br> Serpiente de mar HO, SEA SERPENT ,  THE  a.k.a </br> Serpiente de mar HO, SEA SERPENT ,  THE  a.k.a </br> Serpiente de mar HO, SEA SERPENT ,  THE  a.k.a </br> Serpiente de mar HO, SEA SERPENT ,  THE  a.k.a </br> Serpiente de mar HO, SEA SERPENT ,  THE  a.k.a </br> Serpiente de mar HO, SEA SERPENT ,  THE  a.k.a </br> Serpiente de mar

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ na szczęście atak częścią drugą nie doszedł do skutku

Minusy:

- objętość strony nie pozwala na wyliczenie wszystkich
- gdyby głupota twórców mogła latać, dawno by doszło do załogowego lotu na Marsa
- zagrożenie terrorystycznym atakiem sequelu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -