Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MESSAGES

MESSAGES

Spirala strachu

ocena:4
Rok prod.:2007
Reżyser:David Fairman
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Jeff Fahey , Kim Thomson , Jon-Paul Gates , Martin Kove , Bruce Payne , Geraldine Alexander ,
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:3
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Nagła śmierć bliskiej i ukochanej osoby to zawsze najtragiczniejsze wydarzenie w życiu każdego człowieka. Życie traci sens, radość staje się uczuciem kompletnie obcym, a rozpacz, żal i tęsknotą przejmuje we władanie nasze serca i umysł. O psychologicznych skutkach utraty bliskiej osoby sztuka opowiadała wielokrotnie, w tym także sztuka filmowa. „Spirala strachu” Davida Fairmana to jeden z najnowszych przykładów filmu ukazującego bohatera, który stracił ukochaną osobę. Ale uporanie się z pamięcią o zmarłej żonie nie będzie jedynym problemem, przed którym stanie bohater filmu.

Dr Richard Murray jest patologiem sądowym. Dziewięć miesięcy temu stracił w wypadku samochodowym ukochaną żonę, Carol. Wciąż nie może pozbierać się po jej śmierci, na ekranie komputera pojawiają się tajemnicze napisy pomocy, prześladują go koszmarne sny o zmarłej żonie, w końcu zaczyna widzieć ją także na jawie. Próbując uciec przed obłędem coraz częściej zagląda do kieliszka. A jakby tego było mało na jego stół do autopsji trafiają kolejne ofiary okrutnego mordercy. Psychopata uczynił sobie miasteczko, w którym mieszka doktor, areną swej zabójczej działalności. Morderca wydłubuje oczy młodym kobietą, a niepostrzeżenie głównym podejrzanym staje się Murray. Czy rzeczywiście to on jest seryjnym mordercą? Czy zwidy bohatera są wyrazem jego postępującego szaleństwa czy sygnałami z zaświatów?

Streszczenie fabuły brzmi lepiej niż jej ekranowe wcielenie. Na pozór filmowi Dawida Fairmana, producenta i reżysera, niczego nie brakuje. Jest interesująca intryga łącząca ghost story z opowieścią o seryjnym zabójcy, jest kilka gwiazd w głównych rolach – może nie pierwszej świeżości, ale zawsze miło przypomnieć sobie swych ulubieńców. Obraz jest stylowo mroczny (to zasługa zdjęć Simona Dennisa), sfilmowany całkiem sprawnie, oprawiony nie najgorszą muzyką Paula Tunera, a jednak czegoś mu brakuje. Brakuje mu życia – ma się wrażenie, że w filmie zmarła nie tylko żona bohatera, ale wszystkie pozostałe postaci. Najbardziej martwy wydaje się jednak główny bohater – zupełnie nas nie interesują jego losy, bo podobnych postaci, w znacznie lepszej formie, wdzieliśmy już na ekranie wiele razy. Filmowy bohater, który nie może pogodzić się ze śmiercią bliskiej osoby, którego dręczą wyrzuty sumienia (zazwyczaj kompletnie nieuzasadnione) i którego prześladują ni to wspomnienia ni to duch zmarłego pojawił się choćby w „Głosach” czy „Darze”. Wprawdzie scenarzyści „Spirali strachu” starają się rozbudować „psychologię” dr Murraya, dodając mu wątek alkoholizmu, z którym boryka się bohater oraz wątek małżeńskiej zdrady (tym trudniej zrozumieć jego wielką tęsknotę za Carol), lecz te zabiegi psuje zupełnie bez ikry opowiedziana historia.

Na dodatek fabuła grzeszy przewidywalnością i jest całkowicie pozbawiona grozy a nawet napięcia. W „Spirali strachu” tytułowy strach wzbudzać mogą chyba tylko zdjęcia pozbawionych oczu, zakrwawionych ofiar mordercy, bo reżyser nie odważył się by szczegółowo pokazać choć jedną scenę zabójstwa. Gwoli sprawiedliwości, muszę wspomnieć o jednym wyjątku – scena sennego koszmaru, gdy Carol kładzie się do łozka, obok swego męża i nagle zaczyna z jest ust wypływać kleista, krwawa maź nawet mi się spodobała. Niestety jedna lekko obrzydliwa i niesamowita scena wiosny nie czyni. Gwoździem do trumny filmu Fairmana jest finał – naciągany, pozostawiający wielki niedosyt.

Gra aktorów niestety dostosowała się do poziomu filmu. Jeffa Fahey, z wyraźną siwizną i nadwagą, odtwarzający postać dr Murraya, gra bez większego przekonania. Fahey nigdy nie był specjalnie wybitnym aktorem, ale jego role w „Kosiarzu umysłu”, „Portrecie mordercy” czy efektowna rólka w „Grindhouse: Planeta terroru” pozostawały na dłużej w pamięci. Występ w „Spirali strachu” do udanych trudno będzie zaliczyć, choć mam wrażenie, że to nie aktor położył rolę, lecz scenarzystom-debiutantom zabrakło intrygującego pomysłu na postać. Rozczarowaniem jest też rola dr Goldinga, którą zagrał specjalista od „czarnych charakterów” Bruce Payne („Pasażer 57”, „Necronomicon”), ale też wiele do zagrania nie miał. O pozostałych aktorach nie ma nawet co wspominać – zagrali bez polotu i bez wiary.

David Fairman, reżyser o niewielkim artystycznym dorobku, miał ambicję ożywiania formuły serial killer movie, ale nie udało mu się ambitnych zamiarów przekuć w ekranowy efekt. Tylko ze sentymentu do filmów o seryjnych mordercach i w docenieniu strony technicznej filmu wystawiam „Spirali strachu” cztery czaszki.

Screeny

HO, MESSAGES HO, MESSAGES HO, MESSAGES HO, MESSAGES HO, MESSAGES HO, MESSAGES HO, MESSAGES HO, MESSAGES HO, MESSAGES HO, MESSAGES

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ sprawna realizacja
+ zdjęcia
+ muzyka
+ ambicje reżysera

Minusy:

- postacie w filmie, a zwłaszcza główny bohater
- bez ikry
- nudzi
- zero grozy
- finał

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -