Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ALIEN VS PREDATOR - REQUIEM

ALIEN VS PREDATOR - REQUIEM

Obcy kontra Predator 2

ocena:4
Rok prod.:2007
Reżyser:Greg i Colin Strause
Kraj prod.:USA
Obsada:Steven Pasquale, Reiko Aylesworth, John Ortiz, Johnny Lewis, Ariel Gade,
Autor recenzji:mihaugal
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:4.17
Głosów:23
Inne oceny redakcji:
Skaraś - 4
M@rio - 4

Tego, kto zarzyna kurę znoszącą złote jajka, zwykło się nazywać idiotą. Wytwórnia 20th Century Fox nie mogła nie wykorzystać potencjału serii „Obcego” i dwóch odsłon „Predatora” zestawionych w komiksie Dark Horse Comics. W 2004 roku na ekranach kin pojawiła się hybryda, czy raczej tzw. crossover – „Alien vs Predator”, w którym przeciwstawiono sobie dwóch groźnych rywali z kosmosu. Twórcy wyszli wówczas z założenia, że skoro osobno każdy z potworów przynosi duże zyski, to w duecie spowodują lawinę pieniędzy. Zapomnieli jednak o innym wymiarze kina, bo w oczach wielu oddanych fanów science-fiction zbezcześcili dokonania twórców „Obcego” i „Predatora”. Wobec sukcesu komercyjnego AVP z 2004 roku, na koniec roku 2007 zaplanowano tryumf sequela – AVPR.

Na statku Predatorów, z ciała jednego z nich wykluwa się Obcy. W mgnieniu oka dziesiątkuje załogę, a pojazd kosmiczny rozbija się na współczesnej Ziemi, w lasach Gunnison, w stanie Kolorado. Śmiertelnie groźne potworki wydostają się z wraku i zaczynają zarażać niczego nie podejrzewających mieszkańców miasta, składając w ich ciałach jaja. Na szczęście nad galaktycznym porządkiem czuwa jeden z Predatorów, który odkrywa powód i miejsce katastrofy statku swojego pobratymca i rusza Ziemi z odsieczą (choć tak naprawdę leci zapolować sobie na Obcego; los naszej planety zdaje się go niewiele obchodzić). Na miejscu następuje spektakularna konfrontacja obu kosmitów, do której epizodycznie włączają się ludzie, kierowani walką o przetrwanie.

Jeśli ktokolwiek spodziewał się po „Alien Vs Predator - Requiem” niepowtarzalnej, zaskakującej fabuły, to doprawdy musiał się sromotnie rozczarować. Coś takiego jak „przemyślana opowieść” nie ma tutaj bowiem prawa bytu, a „polot” to termin całkowicie abstrakcyjny. Tzw. fabuła w przypadku AVPR jest niczym więcej, jak tylko pretekstem do przedstawienia publiczności spektakularnych zmagań wojowniczego Predatora z hordą krwiożerczych i bezlitosnych Obcych. W przypadku sequela AVP mamy do czynienia z innowacją – hybrydą obu gatunków, czymś, co można by od biedy nazwać „Predobcym”. Wygląd obydwu „panów” zapewne każdemu jest dobrze znany. Twórcy AVPR poszli prostą drogą, wzorując się na wcześniejszych dokonaniach komiksowych. Wzięli trochę z Obcego, trochę z Predatora, wymieszali, doprawili do smaku i gotowe! Głowa Predatora, ciało Obcego – prawda, że proste?

Tak naprawdę wybierając się do kina na seans AVPR jednocześnie decydujemy się na skonsumowanie na zimno skalkulowanego produktu. Polotu bowiem w nim tyle, co w sklepowych ciastkach. Wiadomo, że atrakcyjnie zrealizowany obraz, zapełniony dobrej jakości efektami specjalnymi, przyciągnie do kin rzeszę widzów. Wiadomo, że reklama i dobra marka pierwowzorów zrobią swoje. Na otrzeźwienie, już podczas seansu, widz zdaje sobie sprawę, że dał się wpuścić w maliny. Uległ sile reklamy, uległ sugestiom plakatów i trailerów, i kupił bilet.

Oczywiście nie można odmówić filmowi dynamicznej akcji na przyzwoitym poziomie, dającej możliwość rozluźnienia i odmóżdżającego relaksu. Właśnie akcja, obok świetnych efektów specjalnych to największe atuty AVPR. Największe i zarazem jedyne, bo pozostałe elementy tej produkcji są na żenująco niskim poziomie.

Fabuła jest naiwna i dziurawa, niczym szwajcarski ser. Wszystkie wydarzenia podporządkowane są jednemu celowi – pokazaniu na ekranie zmagań Predatora z Obcymi. Twórcy co prawda pokusili się o coś na kształt rozbudowania fabuły i wzbogacili „główny wątek” (czytaj - naparzankę kosmitów) o kilka elementów drugoplanowych. Tu dosypali odrobinę dramatu rodzinnego, tam kroplę niezbyt szczęśliwej miłości, gdzie indziej znowu ziarenko sensacji. Poznajemy kilkoro bohaterów, którzy żyjąc swoimi codziennymi problemami muszą odnaleźć się w obliczu zagrożenia z kosmosu. Zamysł na dobrą sprawę słuszny i sprawdzony, w końcu jakieś tło w filmie być powinno.

Od strony wizualnej film stoi na wysokim poziomie – widowiskowe pojedynki, efekty specjalne, wartka akcja. Trochę dziwi spostrzeżenie, że sceny walk Predatora z Obcymi zostały przedstawione dość chaotycznie i niewyraźnie, najczęściej w postaci krótkich migawek. Ciekawe, czy twórcom zależało na uzyskaniu w ten sposób efektu dynamiki akcji i bitewnej zawieruchy, czy na zamaskowaniu niedoróbek…

Jest ostro, brutalnie i bezkompromisowo. Trup ściele się gęsto, Obcy nie oszczędzają nikogo – ani dzieci, ani kobiet, ani kobiet z dziećmi. Okazuje się też, że armia USA nie przeszła zbyt wielkiego progresu od czasów współczesnych, do przyszłości znanej z „Aliens”. Zarówno teraz, jak i w przyszłości nie mają z Obcymi prawie żadnych szans. Co ciekawe – w przyszłości marines ścierają się z „podstawową” wersją Obcych i skutek jest podobnie opłakany, jak w przypadku starcia gwardii z podrasowaną hybrydą „Predobcego”...

Scenarzyści pokusili się o wzbogacenie obrazu w odrobinę humoru. Efekt – jak w części pierwszej, ale za to nieświadomie zamieścili w filmie kilka scen, które bawią mimo tego, że nie zostały zapewne pomyślane pod tym kątem (scena wejścia do szpitala pełnego zwłok i padające stwierdzenie jednej z bohaterek: „może wszyscy gdzieś uciekli?”, czy przepełnione przekonaniem słowa: „Amerykański rząd nie okłamuje swojego narodu”).

Luki w fabule w zasadzie nie są maskowane. Jeden z bohaterów przyjeżdża do miasta, bo... ma być jednym z bohaterów i tyle. Ma uciekać przed Obcym, strzelać do Obcego i... być może przyspieszać bicie serc kobiecej części widowni.

Patrząc na chronologiczny przebieg wydarzeń, w zasadzie wszystko wydaje się być szyte grubymi nićmi (w odniesieniu do wydarzeń znanych widzowi z kina, bo trzeba pamiętać, że AVP wzoruje się bardziej na komiksie, niż na filmach o Obcym). O ile postać Predatora pojawiała się na Ziemi już wcześniej („Predator” Johna McTiernana z 1987 roku i „Predator 2” Stephena Hopkinsa z 1990 roku), to pierwszy kontakt przedstawicieli ludzkości z rasą Obcych miał mieć miejsce w przyszłości, na początku XXII wieku („Alien” Ridleya Scotta z 1979 roku). W AVPR oraz wcześniej w AVP obydwa monstra pojawiają się na naszej planecie w czasach nam współczesnych (A w AVP nawet jeszcze wcześniej!), niejako zakłócając założenia quadrologii o Obcych. Tym samym pojawiają się dwa pytania: 1) Dlaczego ludzkość nie wie niczego o rasie Predatorów, skoro co najmniej dwukrotnie zdążyli nas odwiedzić?, 2) Dlaczego do przyszłości („Alien”, Aliens”) nie przetrwały informacje o rasie Obcych, skoro jej przedstawiciele pojawili się już wcześniej na Ziemi, chociażby właśnie w Gunnison („AVPR”)?

Oczywiście nieścisłości można przyfastrygować przeróżnymi tłumaczeniami – Predatora widzieli wcześniej JEDYNIE Arnold Schwarzenneger i Danny Glover, natomiast informacje o Alienie nie przetrwały dlatego, że... No właśnie – zakończenie AVP2 mogłoby w sumie postarać się o zatuszowanie tej kwestii, ale...
...pozostaje otwarte. Dlaczego? Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, że twórcy zapewne w niedługim czasie pokuszą się o uraczenie nas AVP3.

Screeny

HO, ALIEN VS PREDATOR - REQUIEM HO, ALIEN VS PREDATOR - REQUIEM HO, ALIEN VS PREDATOR - REQUIEM HO, ALIEN VS PREDATOR - REQUIEM HO, ALIEN VS PREDATOR - REQUIEM HO, ALIEN VS PREDATOR - REQUIEM

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ efekty specjalne
+ wartka akcja

Minusy:

- opłakana fabuła
- dialogi
- filmowa płycizna ubrana w atrakcyjne ciuszki

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -