Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:IN LOVE WITH THE DEAD a.k.a Chung Oi.

IN LOVE WITH THE DEAD a.k.a Chung Oi.

ocena:7
Rok prod.:2007
Reżyser:Danny Pang
Kraj prod.:Hong Kong
Obsada: Shawn Yue, Stephy Tang, Yoka Yue, Yaqi Zeng, Wing Lim Cho, Tin-Ngoh Seung,
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:8
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Nazwisko Danny’ego Panga fanom filmów grozy nie powinno być obce. W 2002 roku bowiem mogliśmy zobaczyć pierwszy horror tego twórcy, „Gin gwai” („Wzrok”). Film wzbudził wielkie zainteresowanie nie tylko wśród zwolenników azjatyckich horrorów, lecz także wśród producentów z Hollywood. Ci, jak wiadomo, weną twórczą nie grzeszą i garściami czerpią już nawet nie inspirację do swojej twórczości, ale wręcz na pniu wykupują prawa do remake’ów filmów z różnych stron świata. Pang w Hong Kongu nakręcił dwie kolejne części „Wzroku”, a także niesamowity film z pogranicza horroru i fantasy, „Gwai wik” („Od-rodzenie”). Później miała miejsce jego przygoda z amerykańską kinematografią. Jednak moim zdaniem film „Posłańcy” to duże rozczarowanie, zapewne spowodowane innego rodzaju spojrzeniem na kino przez Amerykanów. W USA kino to przemysł, fabryka obrazków, najważniejszymi osobami w cyklu produkcyjnym nie są więc artyści, a producent.

Nietrudno zauważyć, że twórczość Danny’ego Panga, zresztą jak większości realizatorów z Azji, bardzo różni się od filmów grozy znanych nam z Europy czy Ameryki. W zdecydowanej większości filmów ci ostatni stawiają przede wszystkim na efekty specjalne, które mają zniesmaczyć widza, wzbudzić u niego odruch wymiotny. Obrazy takie jak „Hostel” czy „Piła” w swej formie coraz bardziej przypominają filmy pornograficzne. Są bowiem kręcone bardzo szybko, bez najmniejszej dbałości o scenariusz i rys psychologiczny bohaterów. Za to podobnie jak filmy erotyczne na seksie, te skupiają się na drobiazgowym i chorobliwie metodycznym ukazaniu najwymyślniejszych tortur oraz dręczenia ludzkiego ciała.

I w związku z tym od razu nadmieniam, że nic takiego nie znajdziemy w filmie Danny’ego Panga „Chung oi” („In Love with the Dead”). To w ogóle jest przedziwny film. Horror bowiem nie jest w nim eksponowany na tyle, by od pierwszych minut być utwierdzonym w przekonaniu, że obcujemy z filmem grozy. Miałem wrażenie jakby Pang wykorzystał elementy tej konwencji nie dla wywołania w widzu niepokoju czy strachu, ale dla podkreślenia dramatyzmu sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie.

Pewnego dnia kochająca się para, Ming i Wai, dowiaduje się, że młodziutka Wai choruje na nieuleczalny nowotwór żołądka. Ta wiadomość całkowicie zmienia ich życie. Co prawda dalej próbują żyć jak dawniej – jedzą wspólnie posiłki, rozmawiają o pracy Minga, opiekują się siostrzyczką Wai, Ping – jednak nie zmienia to faktu, iż nad wszystkim, co robią, zaczyna ciążyć fatum śmierci. Mężczyzna traci pracę w prestiżowej agencji reklamowej i przenosi się do innej, o zdecydowanie mniejszej renomie. Tam spotyka swoją szkolną przyjaciółkę, Fong Chu. Między nimi bardzo powoli, na początku przez niuanse i drobiazgi, później przez spojrzenia i dotyk, zaczyna rodzić się mocniejsze uczucie. Na jednym z wyjazdów służbowych Ming dowiaduje się o uczuciowych kłopotach Fong związanych z jej narzeczonym. Alkohol oraz przeżywane w jednym czasie problemy doprowadzają ich do miłosnego zbliżenia. Wai bardzo szybko dostrzega rodzące się uczucie między swoim ukochanym a Fong. Również Ming zaczyna zauważać, że z Wai dzieje się coś bardzo niedobrego. Zaczyna jej się bać również młodsza siostra, Ping. Nie chodzi tylko o to, że u chorej zaczyna zmieniać się ciało – staje się coraz chudsza i bledsza, włosy zaczynają jej wychodzić garściami. Jednak coraz większy lęk Minga oraz Ping zaczyna wzbudzać zachowanie Wai. Ta bowiem zamyka się w sobie, traci kontakt z rzeczywistością, przestaje jeść, rezygnuje z chemioterapii a swoich najbliższych zaczyna traktować jak intruzów. Mała Ping, uwielbiająca komiksowe historie o duchach, zauważa, że nie tylko Wai zamienia się w widmo zamieszkujące jej rysunkowe opowiastki. Coś bardzo niedobrego dzieje się także z przyjacielem Wai, Mingiem. On zresztą dostrzega to sam. Na jego ciele pojawiają się plamy opadowe, a z ust wydostają się robaki charakterystyczne dla organizmów dotkniętych rozkładem. To jednak nie jedyny dramat Minga. Coraz gorzej radzi sobie bowiem z opieką nad Wai. Bardzo ją kocha, ale nie może znieść procesu zmian, jakie dokonują się w jego ukochanej. Sam potrzebuje ciepła oraz miłości. Próbuje jej namiastkę odnaleźć u boku Fong Chu, wie jednak, iż to, co robi to zdrada. Pamięta bowiem, że kiedy dowiedział się o chorobie swojej ukochanej złożył jej taką samą przysięgę, jaką składają nowożeńcy podczas ceremonii ślubnej.

Dramat przeistacza się tragedię, kiedy Wai pragnie się dowiedzieć, dlaczego Fong Chu chce odebrać jej ukochanego. Chora dziewczyna składa wizytę kochance Minga. Po krótkiej i pełnej emocji wymianie zdań spycha ze schodów Fong Chu, na skutek czego ta ostania umiera. Wydarzenie to jest tylko przygrywką, bardzo mocnym akordem nastrajającym widza do finału całej opowieści. Nie zdradzę go jednak, by nie psuć nikomu zarówno efektu zaskoczenia, jak i całej atmosfery tej smutnej i dramatycznej opowieści.

Kluczem do historii opowiadanej przez reżysera z Hong Kongu jest dwukrotnie pojawiające się pytanie – „Czy czasem robisz jakieś głupie rzeczy dla swojej ukochanej?”. Film Danny’ego Panga jest bowiem opowieścią z jednej strony o poświęceniu, z drugiej zaś o samotności człowieka poświęcającego się drugiej osobie. Bardzo często zauważamy u kogoś sam akt poświęcenia, nigdy jednak nie próbujemy zgłębić tego, co może czuć osoba, która w jakiejś sprawie ofiarowuje swoje życie. Bo poświęcenie to nic innego jak ofiarowanie komuś siebie. Czy może mieć ono swoje granice? Łatwo powiedzieć, iż w imię wyższej konieczności można poświecić życie. Danny Pang próbuje w swoim filmie pokazać nie dramat kobiety chorej na nieuleczalną chorobę, ale tragedię mężczyzny kochającego cierpiącą dziewczynę i jednocześnie pragnącego ciepła, zrozumienia oraz poczucia bezpieczeństwa, którego śmiertelnie chora dać mu nie może. Sytuacja w jakiej znalazł się Ming ma wymiar wręcz antycznej tragedii. Mężczyzna niczym Antygona musi dokonać wyboru, a każda jego możliwość niesie z sobą cierpienie.

Po seansie uważny widz może zadać pytanie, po co w tym wszystkim rzucone tu i ówdzie motywy, sceny oraz klimat charakterystyczne dla azjatyckiego kina grozy? Przecież tę historię można było opowiedzieć bez wątków nadnaturalnych, jak kameralny, ale uniwersalny, dramat trojga nieszczęśliwych ludzi – kobiet, jednej chorej na raka, drugiej samotnej oraz mężczyzny zmuszonego do poświęcenia swojego szczęścia na rzecz umierającej ukochanej. Azjaci potrafią opowiadać takie historie w subtelny, nieraz wręcz lityczny, ale niezwykle sugestywny sposób. Wystarczy wspomnieć filmy Ki-duk Kima. Jedynym wytłumaczeniem doboru takiej stylistyki przez Danny’ego Panga jest chęć ukazania zmian w człowieku, który żyjąc jest właściwie martwy. Cały czas więc z pełna świadomością obcuje ze śmiercią. Mowa tu nie tylko o chorej Wai, ale także o nie mniej cierpiącym Mingu. Zmiany zachodzące w jego ciele to efekt miłości tak wielkiej, iż można odnieść wrażenie, że między mężczyzną a jego chorą ukochaną dochodzi do swoistej symbiozy, na której tracącym siły witalne jest Ming, a zyskującą okazuje się Wai.

Warto zwrócić uwagę na konstrukcję tego filmu oraz środki stylistyczne niezbędne do jej realizacji. Pierwsze pół godziny to na pozór spokojnie pokazanie życia Wai, Minga i Ping w obliczu tragedii jaką jest chorobą nowotworowa. W codziennych sytuacjach widzimy miłość Minga do swojej chorej dziewczyny. Obserwujemy czynności jakie wykonuje, aby choć trochę osłodzić jej cierpienie. Kiedy wreszcie widzimy, iż oprócz medycznych objawów choroby nowotworowej, Win zmienia się w sposób nadnaturalny, dzięki znakomicie stworzonemu portretowi psychologicznemu bohaterów jeszcze lepiej możemy wyobrazić sobie i poczuć strach oraz niepokój Minga i Ping.

Nie zmienia to jednak faktu, iż groza w tym filmie to tylko dodatek do historii o miłości i poświęceniu. Moim zdaniem dodatek niepotrzebny, bez niego historia spokojnie obroniłaby się jako pięknie sfotografowany dramat psychologiczny. A jako horror pokazuje, że tak naprawdę atmosferę lęku buduje się nie przez hektolitry krwi oraz agresywny montaż, ale przez umiejętność przekonania widza o wiarygodności strachu bohaterów wobec czegoś nadnaturalnego.

Screeny

HO, IN LOVE WITH THE DEAD <br/>a.k.a Chung Oi. HO, IN LOVE WITH THE DEAD <br/>a.k.a Chung Oi. HO, IN LOVE WITH THE DEAD <br/>a.k.a Chung Oi. HO, IN LOVE WITH THE DEAD <br/>a.k.a Chung Oi. HO, IN LOVE WITH THE DEAD <br/>a.k.a Chung Oi. HO, IN LOVE WITH THE DEAD <br/>a.k.a Chung Oi. HO, IN LOVE WITH THE DEAD <br/>a.k.a Chung Oi. HO, IN LOVE WITH THE DEAD <br/>a.k.a Chung Oi.

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ pięknie opowiedziana historia
+ mądra i przejmująca opowieść
+ wiarygodny rysunek psychologiczny postaci
+ śliczne Stephy Tang i Yoka Yue

Minusy:

- na siłę wprowadzone elementy kina grozy
- zbyt ogólnikowo potraktowana postać siostry głównej bohaterki

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -