Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:BEAST FROM 20000 FATHOMS, THE

BEAST FROM 20000 FATHOMS, THE

Bestia z głębokości 20 tysięcy sążni

ocena:7
Rok prod.:1953
Reżyser:Eugène Lourié
Kraj prod.:USA
Obsada:Paul Hubschmid , Paula Raymond , Cecil Kellaway, Kenneth Tobey , Donald Woods , Lee Van Cleef ,
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Tak już w życiu bywa, że jedni pławią się w blasku chwały jeszcze przez długie lata, a drudzy odchodzą w zapomnienie szybko i niezauważenie. Niewdzięczny los spotyka zarówno niedocenionych artystów, jak bohaterów pokrytych kurzem dzieł. I to tak, dosłownie, wielkich, jak filmowe potwory ze złotej ery monster movies. Któż z widzów pamięta na przykład ogromnego prehistorycznego gada, Rhedosaurusa, który w filmie z 1953 r., pt. „Bestia z głębokości 20 tysięcy sążni” Eugene Lourie`ego dybał na życie przerażonych mieszkańców Nowego Jorku? A warto go pamiętać, bo był pierwszym w powojennym filmie potworem, który zapoczątkował, trwającą całą dekadę lat 50., modę na olbrzymie stworzenia przebudzone eksperymentami z bronią atomową.

Na Arktyce amerykańska armia przeprowadza próbną eksplozję bomby atomowej. Próba się udaje, ale wybuch budzi do życia wielkiego prehistorycznego gada, który zamrożony w bryle lodu, spędził w stanie hibernacji 100 milionów lat. Jednym świadkiem, który zaobserwował gada jest profesor Tom Nisbitt. W jego relacje o potworze nikt jednak nie chce wierzyć i naukowiec trafia pod opiekę psychiatry. Wiarę w rewelacje Toma daje młoda asystentka słynnego paleontologa dr Elsona, Lee Hunter. W końcu udaje się przekonać również początkowo sceptycznego doktora. Tymczasem w mediach pojawia się coraz więcej doniesień o ogromnym monstrum topiącym statki i niszczącym położone na brzegu budynki. Nikt już nie wątpi w prawdziwość słów profesora Nisbitta. Problemem staje się, co innego. Przebudzone prehistoryczne zwierze kieruje się bowiem na dawne żerowisko, na którym obecnie wznosi się ...Nowy Jork. Na mieszkańców amerykańskiej metropolii pada złowieszczy cień olbrzymiego Rhedosaurusa...

Reżyser „Bestii z głębokości 20 tysięcy sążni” Eugene Lourie urodził się w Rosji. Kino zapamiętało go jako zdolnego autora scenografii w filmach słynnego francuskiego filmowca, Jeana Renoira (m.in. „Reguły gry”, „Bestia ludzka”) oraz reżysera B-klasowych filmów o potworach - m.in. „Behemot, potwór z morza”, „Gorgo”. A także, oczywiście jako reżysera „Bestii..”. O Lourie pamiętają dziś tylko najwierniejsi miłośnicy monster movies, ale dwa inne nazwiska, które miały znaczący udział w realizacji filmu są już znacznie lepiej kojarzone. Ray Bradbury to jeden z najwybitniejszych twórców literackiej SF, autor „Fahrenheit 451” i „Kronik marsjańskich”, współautor scenariuszy filmowych (m.in. „Moby Dick” za którego otrzymał Oscara). Jego opowiadanie „The Foghorn” zamieszczone w „The Saturday Evening Post” posłużyło za podstawę scenariusza „Bestii...”. Rzeczywistym jednak twórcą filmu był specjalista od efektów specjalnych, Ray Harryhausen, jeden z najznamienitszych w latach 50. magów ekranu. To on zaprojektował i animował Rhedosaursa oraz dziesiątki innych filmowych potworów, kosmitów i statków kosmicznych ( owoc jego pracy możemy podziwiać m.in. w „To przybyło z głębin morza”, „Latające talerze”, „Milion lat przed naszą erą”, „Zmierzch tytanów” itd.).

Nic nie ujmując z zasług Harryhausena, wiele po filmie, którego najważniejszym twórcą jest spec od efektów wizualnych spodziewać się nie można. Ale wbrew pozorom obraz Louriego to nie tylko popis technicznych możliwości ówczesnego kina i pomysłowości autora efektów specjalnych. Aby jednak docenić ten wiekowy film konieczne jest uświadomienie sobie kilku oczywistych faktów. Przede wszystkim zdawać musimy sobie sprawę, że „Bestia...” to nie „
Park jurajski” Przepaść dzieląca te dwa filmy jest ogromna. Kiedyś, aby poruszyć modele potworów wykorzystywano animację poklatkową a w scenach trickowych łączonych ze scenami aktorskimi - udoskonalony system tylnej projekcji i różnego rodzaju domakietki. Dziś wystarcza CGI i tzw blue box lub green box. Z wyrozumiałością spójrzmy więc na techniczne niedoskonałości tytułowego potwora z filmu Louriego i doceńmy całkiem realistyczny wygląd prehistorycznego gada, jego swoisty urok retro i kilka mistrzowsko zrealizowanych scen z udziałem potwora i ludzi (sceny paniki na ulicach Nowego Jorku czy scena wychodzenia na nadbrzeże w Manhattanie).

Kolejna oczywistość, o której warto pamiętać, to prekursorki charakter zaprezentowanej fabuły. Wprawdzie podobny schemat pojawił się już w „King Kongu” z 1933 r. i 1952 r., ale przedstawiono w nim bardziej romantyczną wersję gigantycznego zwierzęcia. Dopiero w „Bestii...” stwór stał się w pełni alegorią ślepych sił natury, które przez pychę lub nierozwagę człowieka, zostały zakłócone. Rhedosaurus po raz pierwszy też stał się metaforą nuklearnego zagrożenia. Obowiązkowe kulminacyjne sceny destrukcji wielkich miast przez monstrum wyrażały lęk przed wojenną zagładą. Ale także nadzieję, że w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa ludzkość jest w stanie się zjednoczyć i zapobiec ostatecznej katastrofie. Nie narzekajmy więc, że historia jest przewidywalna, a raczej zwróćmy uwagę, że film ma niezłe tempo, dobrze spuentowane dialogi i mimo fantastyczności pomysłu stara się dbać o wiarygodność i logikę historii.

Trzeci oczywisty fakt to wyraźne faworyzowanie tytułowego bohatera kosztem innych elementów filmu. Nie oszukujmy się. W monster movies gwiazdą nie jest reżyser, scenarzysta, kompozytor czy aktorzy, gwiazdą jest potwór a największą atrakcją widowiskowe sceny zniszczenia. Fabuła ma więc z założenia pretekstowy charakter, aktorzy odgrywają postaci-figury, a cała techniczna strona jest podporządkowana scenom z bestią. A w filmie Louriego, pomijając wszelkie niedoskonałości animacji poklatkowej, są one na swój sposób imponujące. No i co z tego, że budynki są tekturowe, skoro sceny przedstawiające uciekających w popłochu ludzi przed kroczącym ulicami wielkim gadem są zrealizowane z rozmachem (świetna scena z niewidomym czy z policjantem pożartym przez stwora). A wydarzenia z 11 września 2000 r. nadają im dodatkowego, już wcale nie rozrywkowego charakteru. Efektowna, a nawet zawierająca w sobie nastrój surrealistycznej grozy, jest także scena finałowa w lunparku, gdy ranny Rhedosaurus zdycha w agonii pośród płonących i walących się rusztowań rollecosteru. A przecież twórcy dysponowali budżetem, który dziś nazwalibyśmy śmiesznym (200 tys. dolarów). Czyż nie jest to osiągnięciem?

Jeśli zdamy sobie sprawę z tych trzech oczywistości i wyrozumiałym okiem spojrzymy na „Bestię z głębokości 200 tysięcy sążni”, z pewnością polubimy film Louriego. I choć nie przepadam za obrazami z przerośniętymi jaszczurkami, tudzież innymi zwierzakami, ja też polubiłem Rhedosaursa i obraz, w którym zagrał swą jedyną, ale najważniejszą rolę.

Screeny

HO, BEAST FROM 20000 FATHOMS, THE HO, BEAST FROM 20000 FATHOMS, THE HO, BEAST FROM 20000 FATHOMS, THE HO, BEAST FROM 20000 FATHOMS, THE HO, BEAST FROM 20000 FATHOMS, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jeden z najlepszych monster movies lat 50.
+ pierwszy monster movies z potworem przebudzonym atomową eksplozją
+ jeśli przymkniemy oko na upływ czasu, polubimy ten film
+ niezłe tempo
+ kilka udanych scen
+ przewidywalna, ale logiczna fabuła
+ urok lat 50.

Minusy:

- czasu nie da się oszukać, więc jeśli ktoś nie znosi czarno-białych, leciwych filmów, tego też nie polubi
- przewidywalna fabuła
- niedoskonałości techniki
- nieco zwietrzałe przesłanie

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -