Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:EPITAPH a.k.a Gidam

EPITAPH a.k.a Gidam

Epitafium

ocena:9
Rok prod.:2007
Reżyser:The Jeong Brothers
Kraj prod.:Korea Południowa
Obsada:Ho-seok Kong , Jae-hwan Choi , Mu-song Jeon , Yeo Ji , Bo-kyeong Kim , Eung-su Kim , Tae-woo Kim ,
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:9.2
Głosów:5
Inne oceny redakcji:

Epitafium - 1. [łac. epitaphium „oracja pogrzebowa” < gr. epí „na”, táphos „grób”], lit. zwięzły napis nagrobny, zazwyczaj wierszowany, także utwór żałobny utrzymany w stylu takiej inskrypcji. 2. ozdobna tablica (kam., metal.) poświęcona pamięci zmarłego; umieszczane w kościele, zwykle zdobione płaskorzeźbą, niekiedy malowane 3. utwór (niekoniecznie wokalny) poświęcony pamięci zmarłego.
(źródło: Encyklopedia PWN Online)

Jest rok 1979. Profesor Park Jeong-nam, przeglądając album ze starymi fotografiami cofa się pamięcią do roku 1942. Był wtedy młodym, niedoświadczonym studentem medycyny, odbywającym praktykę w szpitalu w Anseong. Wspomnienia lekarza układają się w trójwątkową opowieść. Pierwsza z nich miała związek z nim samym i pewną piękną, choć martwą topielicą. Bohater czekając na przyjazd wyswatanej korespondencyjnie przyszłej małżonki, córki dyrektorki szpitala, uległ urokowi młodej samobójczyni. Cały wolny czas spędzał przy nieboszczce, kontemplując jej urodę, rysując jej portret i snując marzenia o wspólnym życiu. Bohaterem drugiej historii jest dr Lee, którego pacjentką zostaje, Asako, dziewczynka, która jako jedyna ocalała ze straszliwego samochodowego wypadku. Jej matka oraz jej ojczym zginęli, ale nie mają zamiaru opuścić Asako. Duchy zmarłych nawiedzają dziewczynkę, są przerażające i pełne gniewu. Trzecia opowieść jest historią małżeństwa chirurgów, Kim Dong-won i Kim In-yeong, którzy zostają wplątani w sprawę seryjnych morderstw japońskich żołnierzy. Któregoś dnia dr Dong-won odkrywa, że jego żona nie ma cienia. Odkrywa też, że morderca Japończyków jest osobą, którą zna nadspodziewanie dobrze...

„Epitaph” to film niezwykły. Już pobieżne streszczenie misternie utkanej, przypominającej puzzle fabuły oraz pomysł na jej przedstawienie wskazuje, że mamy do czynienia z obrazem nietuzinkowym. Wbrew pozorom nie otrzymujemy filmowej antologii z osobnymi historiami, które łączy jedynie miejsce akcji, szpital Anseong. To jedna opowieść, w której trzy wątki, wzajemnie się przeplatają, niczym kłącza bluszczu, wspinające się po ścianie. Każda z opowieści ma innego głównego bohatera, ale postaci z pozostałych historii również się w nich pojawiają. Co więcej twórcy wracają do scen już pokazanych, powtarzają ujęcia, urywają zakończenie niektórych z nich, by dopiero po czasie jej w spuentować - słowem zadają sobie wiele trudu, by widza zaskoczyć inwencją. Ale także by skłonić go do uważnego śledzenia fabuły i inteligentnego współuczestnictwa w filmowych wydarzeniach. Wbrew pozorom, choć narracja w „Epitaph” daleka jest od klasycznej, nie jest ani nadmiernie zagmatwana ani też efekciarska. Za to w wyjątkowo trafny i adekwatny sposób oddaje meandry ludzkiej pamięci wracającej do przeszłości, przypominającej sobie pewne zdarzenia, dopowiadającej to, co bezpowrotnie jej umknęło, lub zniekształcającej to, co dobrze się w niej nie utrwaliło. Mamy więc do czynienia z wyrafinowaną, ale wcale nie tak rzadką, formą narracji, którą moglibyśmy nazwać „impresjonistyczną” (najoczywistsze skojarzenie to „Opowieść o dwóch siostrach”, ale też choćby polska „Dolina Issy” Tadeusza Konwickiego)

Ale to nie tylko sposób opowiadania fabuły decyduje o niezwykłości obrazu debiutantów, braci Jeong . „Epitaph” bowiem to wizualny majstersztyk. Można wręcz odnieść wrażenie, że nie został sfilmowany, lecz namalowany przez utalentowanego, wrażliwego artystę malarza. Autor zdjęć, Yun Nam-joo, podobnie jak reżyserki tandem braci, są debiutantami, ale może dlatego tyle w ich filmie świeżości i zdumiewającej poezji. Stylistycznie strona wizualna nawiązuje do japońskich filmów przedwojennych, widać też wpływy produkcji z amerykańskiej wytwórni RKO, w której m.in. powstał słynny „Obywatel Kane”, ale najwięcej w niej wrażliwości samych twórców. Za przykład niech posłuży scena podróży Asako i jej rodziców samochodem przez zaprószonym śniegiem las, z bielą, którego kontrastują ciemne kolory dodatków do ubrań i wyposażenia auta. Takich zaskakujących swą poetycką mocą i urodą scen jest całe mnóstwo. W dodatku wiele z nich jest zaaranżowanych wyjątkowo pomysłowo i....filmowo (np. scena potrącenia przez samochód dr Lee czy scena, gdy płatki róży spadają na zamarzniętą taflę jeziora, a ta nagle z głuchym trzaskiem pęka). Oczywiście, równie mistrzowską aranżacją odznaczają się także sceny grozy. Są wprawdzie nieliczne, ale przez zabarwienie ich niepokojącym surrealizmem i pełną wyczucia ich istoty inscenizację, autentycznie przerażają. Trudno zapomnieć na przykład scenę, gdy upiór matki czesze włosy swojej zszokowanej córki, a nie jest to wcale przykład największej eskalacji filmowego strachu w „Epitaph”.

Chwaląc reżyserów i autora zdjęć nie sposób pominąć wkładu scenografów: Lee Min-Boka i Kim Yu-Jeonga, którzy stworzyli zachwycający swą gotyckością szpital Anseong ( i zadbali o historyczny realizm ukazanych w filmie medycznych narzędzi). Nie wypada też pominąć autora muzyki Park Young-rana, dla którego warto wytrwać na napisach końcowych, by posłuchać jednego z najpiękniejszych filmowych walców ostatnich lat.

Ale o wielkości filmu braci Jeong decyduje nie tylko urzekająca doskonałość formalna, ani ambitne pomysły na nieschematyczną narrację - one po prostu najbardziej rzucają się w oczy widza. Być może najważniejszym elementem sprawiającym, że „Epitaph” zasłużył na miano jednego z najlepszych azjatyckich horrorów ostatnich lat jest treść, która wypełnia tak wspaniale wykreowane ramy formalne. Obraz braci Jeong porównywany jest do „Opowieści o dwóch siostrach”. Myślę, że nie ma się co o to porównanie obrażać. Film Kim Ji-woona to arcydzieło koreańskiego kina grozy, porównanie najczęściej jednak pojawia się w odniesieniu do powierzchowności obu filmów. A to, że zakręcona fabuła, że wizualnie malarski, że podobna muzyka itp., a tymczasem te podobieństwa są drugorzędne. Ważniejsze jest to, że oba znakomite filmy opowiadają o ludzkiej pamięci, o bólu utraty najbliższych, o bezlitosnym przeznaczeniu, które zabiera nam najbliższych i wreszcie o ludzkich słabościach, nad którymi nie potrafimy zapanować. Jest jednak znacząca różnica między obrazem Ji-woona a obrazem braci Jeong. „Opowieść o dwóch siostrach” była filmem o przekleństwie pamięci, o tym, że czas wcale nie leczy ran, że utraty najbliższych nie da się zapomnieć, że trzeba, żyć z piętnem zaniechania, z poczuciem winy. „Epitaph” jest pod tym względem o wiele łaskawszy dla swych bohaterów. Lekarstwem bowiem na niszczące nasze życie wyrzuty sumienia i nie zagojony ból straty jest miłość. Miłość nie powstrzyma przeznaczenia, nie ochroni przed śmiercią, ale pozwoli z pokorą przyjąć odwieczne prawo natury - że nic nie trwa wiecznie. Pozwala także zwalczyć to, co chyba jest najgorsze w obliczu śmierci rozdzielającej żywych od umarłych - egzystencjalną samotność. Rzecz jasna, możliwości interpretacji nie wyczerpują się tylko na tym wyliczeniu, co jest jeszcze jedną zaletą „Epitaph”.

„Epitaph” nie jest dziełem wybitnym, choć o wybitność się ociera. Pierwsza historia stanowczo zbyt wolno nabiera tempa. Dopiero w jej niesamowitym, surrealistycznym finale robi się naprawdę interesująco. Druga opowieść, mimo swego plastycznego wysmakowania i narracyjnego wyrafinowania, jest w gruncie rzeczy dość konwencjonalna. Z wyjątkiem opowieści o Asako, pozostałe historie są raczej romansami grozy niż klasycznymi historiami grozy, stąd nie przynoszą już tylu emocji właściwym horrorom. Mimo tych drobnych niedoskonałości ogólne pozytywne wrażenie niewiele na tym cierpi. Niemniej widzowie, którzy chcą w nim znaleźć wartką akcję, czy litry przelewającej się posoki, niczego takiego nie znajdą. To w końcu epitafium - utwór poświeconym tym, co odeszli...

Bracia-bliźniacy, Beom-sik Jeong i Sik Jeong, twórcy filmu, to debiutanci, ale już na początku reżyserskiej drogi udowodnili, że mają pomysł na „swoje” kino, że mają coś interesującego, niebanalnego do powiedzenia. W przeciwieństwie do wielu głosów nie obwoływałbym ich zawczasu następcami słynnych braci Pang, bo nie mamy nawet pewności, czy nie zarzucą gatunku grozy. Jedno jest jednak pewne: warto przyglądać się ich dalszemu artystycznemu rozwojowi, bo z pewnością nie raz nas jeszcze zaskoczą.

Screeny

HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam HO, EPITAPH <br/>a.k.a Gidam

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jeden z najlepszych koreańskich horrorów ostatnich lat
+ wizualny majstersztyk
+ wyrafinowana narracja
+ mistrzowska inscenizacja scen
+ piękny, poetycki obraz
+ scenografia, muzyka
+ elementy surrealizmu
+ skłania do refleksji
+ bogactwo znaczeń

Minusy:

- dla wielu może się okazać być zbyt nietypowym horrorem
- trochę wolno się rozkręca
- tylko jedna historia typowo horrorowa, pozostałe to raczej romanse grozy
- mniej uważni widzowie mogą się pogubić

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -