Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:MASTERS OF HORROR II, Ep. 03: THE V WORD

MASTERS OF HORROR II, Ep. 03: THE V WORD

Mistrzowie Horroru II, Ep.03: Słowo na ‘V’

ocena:4
Rok prod.:2006
Reżyser:Ernest R Dickerson
Kraj prod.:USA
Obsada:Arjay Smith, Branden Nadon, Michael Ironside,
Autor recenzji:Przemo Mieszkowski.
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:3.71
Głosów:7
Inne oceny redakcji:

Długo oczekiwany, drugi sezon serii Masters of Horror od samego początku swego trwania zbierał bardzo mieszane recenzje wśród odbiorców. Pierwsze dwa odcinki oceniano jako mocno średnie i pozostające w cieniu najlepszych dokonań poprzedniego sezonu. Wielu widzów z miejsca spisało na straty również trzeci odcinek p.t. „V Word”. Czy słusznie?

Reżyserem „V Word” jest Ernest Dickerson, który w świadomości fanów kina grozy zapisał się głównie jako twórca horroru „Bones” – średnio udanej próby nawiązania do stylistyki kina blaxploitation. Zważywszy na dokonania tego reżysera, dobór jego nazwiska do grona osób tytułowanych przecież „masters of horror” jest rzeczą mocno dyskusyjną. Przejdźmy jednak do filmu…

Fabuła tego odcinka opowiada o dwóch przyjaciołach, którzy podczas pewnego szczególnie nudnego wieczoru postanawiają udać się do pobliskiej kostnicy, aby pierwszy raz w życiu na własne oczy ujrzeć zwłoki. Bez trudu, dostawszy się do wnętrza posępnego budynku, chłopcy przemierzają jego korytarze coraz bardziej zaniepokojeni panującym w pomieszczeniach bałaganem i brakiem jakiejkolwiek ochrony. W końcu, po długiej wędrówce znajdują pozostawione w nieładzie zwłoki, a wśród nich martwego pracownika kostnicy oraz pewnego agresywnego i bardzo głodnego wampira…

Ok. – to tyle na temat fabuły, która jak widać, nie prezentuję sobą nic oryginalnego. Już od pierwszych minut projekcji nieustannie nasuwało mi się na myśl porównanie z pewnym leciwym serialem dla młodzieży p.t. „Czy boisz się ciemności?”. W „V Word” napotkamy podobny, młodzieżowo-szkolny klimat z bohaterami zbudowanymi w oparciu o wzorzec zbuntowanego nastolatka made in MTV. To nie jest jednak, wbrew pozorom, największy problem tego obrazu. Głównym grzechem niniejszej produkcji jest stanowczo zbyt wiele dłużyzn, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę mocno ograniczony czas przeznaczony na historię. Mając do dyspozycji zaledwie godzinę, reżyser powinien streścić się w maksimum (John Carpenter w „Cigarette Burns” udowodnił, że można to zrobić i osiągnąć bardzo dobry wynik), zamiast marnować czas na niezdecydowane, nic niewnoszące do opowieści snucie się bohaterów. A tego znajdziemy tu w nadmiarze, głównie w pierwszej połowie filmu, w której zadajemy sobie pytanie: „czy można jeszcze bardziej rozwlec scenę spaceru po pustych korytarzach kostnicy?”. Przy braku oryginalnego pomysłu na fabułę, film może ratować jedynie emocjonująco poprowadzona akcja. Tutaj nie ma ani jednego ani drugiego, a więc co nam pozostaje? Wiejąca z ekranu nuda.

W niektórych momentach reżyser puszcza do widza oko w postaci nawiązań do klasycznych filmów o wampirach, jak np. „Dracula” z 1931 wyświetlana w telewizorze, w pokoju głównego bohatera czy charakterystycznie pełzające po ścianach cienie, które przywodzą na myśl pamiętny efekt z „Nosferatu- symfonia grozy”. Swego rodzaju hołdem dla kina z ubiegłych dekad jest też muzyka, w niektórych momentach naśladująca syntezatorowe brzmienia z lat 80tych.

Obsada w „V Word” zaprezentowała się na przyzwoitym poziomie, a najmocniejszym jej punktem jest niewątpliwie Michael Ironside, znany m.in. z pamiętnej roli w kultowym filmie „Scanners” oraz wielu mniej znanych produkcji (jak choćby thrillera „American Nightmare” z 1983 roku ). Wampir w jego roli to nie wytworny arystokrata elegancko przebijający skórę dwoma śnieżnobiałymi kłami, lecz dziki drapieżnik rozrywający ludzkie gardła i szaleńczo pijący bryzgającą z tętnic krew. Bardzo dobrze ucharakteryzowany i zagrany nie jest jednak w stanie udźwignąć ciężaru kulejącej fabuły i deficytu w zakresie mrocznego klimatu.

Efekty specjalne wykonane zostały bardzo dobrze, w szczególności zwraca tu uwagę scena rozprawienia się z czarnym charakterem - posoka leje się aż miło. Fani gore nie zaspokoją tu jednak swych krwawych apetytów – tego typu obrazki pojawiają się naprawdę rzadko.

Obraz Ernesta Dickersona nie należy do najsłabszych punktów serii Masters of Horror, jednakże z pewnością nie ma w nim nic, co pozostałoby w pamięci widza po zakończonej projekcji. Razi tu brak oryginalności i pomysłu na opowieść, a także miotająca się bez polotu akcja. Nie mając nic lepszego pod ręką, będąc na horrorowym „głodzie” – z pewnością można obejrzeć „V Word” i nie mieć po nim większego, estetycznego kaca. Nie jest to jednak produkcja, po której należy spodziewać się zbyt wiele.

Screeny

HO, MASTERS OF HORROR II, Ep. 03: THE V WORD HO, MASTERS OF HORROR II, Ep. 03: THE V WORD HO, MASTERS OF HORROR II, Ep. 03: THE V WORD HO, MASTERS OF HORROR II, Ep. 03: THE V WORD HO, MASTERS OF HORROR II, Ep. 03: THE V WORD HO, MASTERS OF HORROR II, Ep. 03: THE V WORD

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ciekawy wizerunek wampira jako dzikiej bestii
+ przyzwoita gra aktorów
+ kilka dobrych efektów

Minusy:

- wtórność fabuły
- zbyt wiele dłużyzn

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -