Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GRIEF, THE

GRIEF, THE

The Grief

ocena:2
Rok prod.:2005
Reżyser:Daniel Lehmussaari
Kraj prod.:Szwecja
Obsada:Anna Sommardal, Annika Niskawa, Björn Bengtsson, Jonas Sandberg, Liina Lindblad,
Autor recenzji:Katarzyna Sawicka
Ocena autora:2
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

O „The Blair Witch Project” słyszał niemalże każdy. Ten niezależny, niskobudżetowy film odniósł w 1999 roku nie tylko ogromny sukces kasowy, ale przede wszystkim zdobył uznanie krytyków i widzów. Na triumf finansowy wpłynęła w pierwszej kolejności pomysłowa, ekstensywna promocja – to ona przyciągnęła do kin tłumy. Jednak, to nie sprawna machina reklamowa zagwarantowała opowieści o wiedźmie z Blair status dzieła kultowego. „The Blair Witch Project” to po prostu świetny film; nowatorski, nietuzinkowy, i, co najważniejsze, wywołujący prawdziwy strach. Kilka lat później, inni niezależni filmowcy stworzyli „The Grief” – widocznie nawiązujący do „The Blair Witch Project”. Ale czy równie udany…?

XIX wiek. Norah Astor jest samotną matką, uznawaną przez lokalną społeczność za wiedźmę. Pewnego dnia sąsiedzi mordują jej dzieci. Wkrótce taki sam los spotyka rzekomą czarownicę. Ale Norah powraca by mścić się za wyrządzone krzywdy. Tak przynajmniej głosi miejscowa legenda. W kolejnym stuleciu, do miejscowości pani Astor przybywa grupa studentów. Młodzi ludzie planują nakręcić dokument o wiedźmie, znanej teraz jako Black Widow. Nie spodziewają się, że niedługo będą mieli sposobność poznać osobiście bohaterkę reportażu…

Jak wspomniano, twórcy „The Grief” wzorowali się prawdopodobnie na „The Blair Witch Project”. Zarys fabuły jest niemal identyczny w obu przypadkach; nawet czarownice nazwane są podobnie: Blair Witch i Black Widow. Obie produkcje są niezależne i promowane jako bezpośredni zapis bądź nawiązanie do autentycznych wydarzeń. Jednak, podczas gdy pierwowzór jest niezwykle udany, „The Grief” to kompletna porażka…

To, co razi już na samym wstępie to właśnie wtórność pomysłu. Można by na nią jednak przymknąć oko, gdyby realizacja „The Grief” była oryginalna czy chociaż sprawna, a nawiązanie do filmu o wiedźmie z Blair potraktowano jedynie jako punkt wyjścia. Niestety, w „The Grief” nie ma ani oryginalnego pomysłu, ani niesztampowego scenariusza, ani ciekawej czy przynajmniej przyzwoitej realizacji. Wady są aż nazbyt widoczne, zalet raczej brak.

Chyba najbardziej rażącym mankamentem jest potwornie kiepskie aktorstwo, którego bynajmniej nie usprawiedliwia niski budżet. Tak więc bohaterowie „The Grief” są zupełnie nieprzekonujący, wręcz idiotyczni, a widz nie tylko im nie kibicuje, ale wręcz życzy źle. W szczególności irytują duży blondyn-żartowniś i dziewczyna-dziecko, obdarzona piskliwym głosikiem. Postaciom nie pomaga język, jakim aktorzy się posługują, a mianowicie angielski z wyraźnym szwedzkim akcentem. To, co dodatkowo podsyca idiotyczność i nienaturalność bohaterów to rozwiązania scenariuszowe. Protagoniści wielokrotnie przewracają się na prostej drodze, a ich głównym zajęciem jest przytulanie się w celach towarzyskich bądź konsolacyjnych. Scenarzyści wprowadzili również sceny i postacie zbędne. Na specjalne wyróżnienie zasługuje długa sekwencja w swojsko prezentującej się (jak zresztą wszystkie wnętrza) dyskotece - główni bohaterowie oddają się tanecznemu szaleństwu, a widz ma wątpliwą przyjemność poobserwowania poczynań dwóch, z założenia komicznych, pijaczków.

Kolejnym zarzutem jest towarzysząca filmowi ścieżka dźwiękowa. Wiadomo, iż jest ona istotna prawie w każdym dziele filmowym, tutaj jednak zdaje się przesadnie dominować nad całością. Mianowicie, muzyka w „The Grief” jest tak głośna, iż momentami zagłusza (może to i dobrze…) dialogi bohaterów. Ponadto, zdumiewa przesadną różnorodnością: za pomocą syntezatora czy też komputera stworzono i utwory quasi-orkiestrowe i chóralne (których pompatyczność dodaje śmieszności kiepsko zrealizowanym scenom), „zagrane” na flecie i na pianinie; nie wspominając już o rocku czy disco…

Aż chciałoby się uwierzyć, że „The Grief” to po prostu jakaś parodia, dowcipne nawiązanie do „The Blair Witch Project”. Wydaje się jednak, że twórcy nie tylko chcieli wzbudzić w widzu strach – hasło na obiecująco prezentującym się plakacie brzmi „When you feel the chills in your neck, it’s already too late!” – ale prawdopodobnie planowali stworzyć film ambitny. Na oficjalnej stronie wytwórni, Cruzical Film&Media, możemy przeczytać, że, choć mała i niezależna, stawia sobie za cel tworzenie filmów o wysokiej jakości…

Czy w „dziele” Cruzical Film&Media da się mimo wszystko dostrzec jakieś plusy? Chyba tak: dość przyzwoity wygląd wiedźmy (przynajmniej z daleka), plakat (szkoda, że niesie obietnicę bez pokrycia…), a poza tym długość filmu – trwa on tylko niewiele ponad godzinę… Ponadto, można się na nim nieźle pośmiać – ale nie o to przecież w horrorze chodzi…

Screeny

HO, GRIEF, THE HO, GRIEF, THE HO, GRIEF, THE HO, GRIEF, THE HO, GRIEF, THE HO, GRIEF, THE HO, GRIEF, THE HO, GRIEF, THE HO, GRIEF, THE HO, GRIEF, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ obiecujący plakat
+ można się pośmiać…

Minusy:

-…ale przecież nie taki jest cel horrorów i zapewne twórców „The Grief”
- bardzo kiepskie aktorstwo
- nieciekawy, naiwny scenariusz
- muzyka
- angielski ze szwedzkim akcentem

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -