Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WELCOME TO THE JUNGLE

WELCOME TO THE JUNGLE

Witajcie w dżungli

ocena:2
Rok prod.:2007
Reżyser:Jonathan Hensleigh
Kraj prod.:USA
Obsada:Sandy Gardiner, Veronica Sywak, Nick Richey, Callard Harris,
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:2
Ocena użytkowników:3.75
Głosów:4
Inne oceny redakcji:

W 1961 na Papui Nowej Gwinei znika ślad po Michaelu Rockefellerze, synu Nelsona Rockefellera, gubernatora Nowego Jorku i byłego wiceprezydenta USA, dziedzica wielkiej fortuny Rockefellerów. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie specyfika ludności zamieszkującej tamte tereny. Chodzi mianowicie o Asmatów, łowców głów i kanibali. Już w XVIII wieku miejsce to zyskało złą sławę po śmierci dwudziestu marynarzy kapitana Cook’a. Co prawda w latach 20-tych XX wieku z ludożerstwem walczyli Holendrzy, a później Indonezyjczycy, zła sława jednak zachowała się. Zapewne dlatego, iż wierzenia tego ludu przetrwały, może nie jako oficjalny kult, ale jako głęboko strzeżony sekret grupy wtajemniczonych. Coś na pewno jest na rzeczy, ponieważ francuski dokumentalista Jean-Michel Corillion, badając kulturę tej społeczności odkrył, iż do dzisiaj Asmaci obcych nazywają "manowe", co oznacza... "jadalny", a ich sąsiedzi, Mimikanowie, mówią o nich: "we mana wé" co oznacza "człowiek je człowieka".

Powyższe informacje niewątpliwie posłużyły Jonathanowi Hensleigh za inspirację do filmu „Welcom to the Jungle”. Opowiada on o wyprawie czworga przyjaciół (dwóch par) na Nową Gwineę w celu odnalezienia Michaela Rockefellera. Pewien pilot bowiem poinformował ich, że podczas lotu swoją awionetką widział białego człowieka na terenie kanibali. Bohaterowie postanawiają go odszukać i znając pochodzenie zaginionego, wykorzystać to do zdobycia wielkich pieniędzy.

Mandi, Colby, Mikey i Bijou są młodymi ludźmi bez żadnych zobowiązań. Najistotniejsze wartości w ich życiu to przyjemności i zabawa. Swoją wyprawę również traktują w takich kategoriach. Pierwsza połowa filmu przestawia ich infantylne rozmowy oraz amatorskie przygotowania do niebezpiecznej podróży. Po mało ciekawych perypetiach docierają wreszcie do dżungli, w której widziano białego mężczyznę jakoby podobnego do Michaela Rockefellera.

Swojego zdania nie będę owijał w bawełnę: film „Welcome to the Jungle” jest żenująco głupi, momentami ocierający się o debilizm. Gdyby to jeszcze była gra z odbiorcą, polegająca np. na zderzeniu dwóch kultur – zdziecinniałych przedstawicieli liberalnej demokracji oraz pierwotnego ludu opierającego sens istnienia na wierzeniach przodków, „Welcome to the Jungle” byłby do przełknięcia. Ale nic z tego, ponieważ o kanibalach dowiadujemy się tylko tego, że są... zapamiętałymi w swych okrucieństwie kanibalami. W filmie nie ma choćby wzmianki o tym, z czego wynika ich wiara w siłę kanibalizmu, ani skąd w ich społeczności wziął się ten proceder. Nie obserwujemy tak naprawdę ani jednego rytuału poświęconemu antropofagii. Za to widzimy czwórkę ludzi, którzy w emocjonalnym rozwoju zatrzymali się na etapie amerykańskiego trzynastolatka. Wyruszając w azjatycką dżunglę ubierają się jak na plażę w Los Angeles, a ich ekwipunek to szkolne plecaki Campusa, w których lwią część zajmuje wódka. Co noc przy ognisku alkohol leje się strumieniami, by następnego dnia imprezowicze w stanie kaca rzucali się sobie do gardeł z byle powodu.

Wreszcie, na kilkanaście minut przed końcem filmu, nasi dzielni eksploratorzy zostają wytropieni przez czarnoskóry lud. Zapewne nikt nie będzie miał przeciw, jeśli zdradzę, że bohaterowie w dość szybki sposób zostają zabici. I zapewne zjedzeni. Szkoda mi tylko kanibali. Dlaczego? Według ich wierzeń każdy zabity człowiek dodaje im mocy. Zabijając człowieka z innego plemienia, w ten sposób jakby przedłużają swoje własne życie. Zjedzenie naszych zachodnich bohaterów, tuczonych na fast foodzie i telewizji, przyprawiło ludożerców pewnie o gargantuiczną zgagę.

Kpiną ten film nie jest tylko z powodu nieudolnego ukazania bohaterów – idiotów. Widz w miarę obeznany z horrorami od razu dostrzeże „na żywca” ściągnięte pomysły z dwóch bardzo znacznych filmowych pozycji kina grozy. Pierwszym z nich jest motyw żyjących w dżungli kanibali wykorzystany w obrazie Ruggero Deodato „Cannibal Holocaust”. Drugie bardzo znaczne „zapożyczenie”, by nie powiedzieć „zerżnięcie”, to pomysł pokazania całej akcji z perspektywy dwóch kamer dokumentujących wyprawę. Zabieg ten w fenomenalny sposób zdał egzamin w jednym z najważniejszych dzieł kina grozy, „Blair Witch Project”. W „Welcome to the Jungle” próba nadania filmowi rysu dokumentalnego okazała się kolejną klapą. Zdjęcia bowiem są zbyt fachowo kręcone, by ktokolwiek mógł uwierzyć w szczerą i pełną emocji amatorkę.

Beznadziejni bohaterowie, bezsensowna akcja, fatalne dialogi, brak jakiegokolwiek napięcia, wreszcie kilka krwawych scenek, aby można było przypiąć do „Welcome to the Jungle” łatkę horroru – tak najkrócej można scharakteryzować film Jonathana Hensleigha. Dodałbym jeszcze, że jest to po prostu chamski skok na kasę widzów, filmowy pasożyt żerujący na wyżej przez mnie wymienionych kultowych klasykach kina grozy.

Screeny

HO, WELCOME TO THE JUNGLE HO, WELCOME TO THE JUNGLE HO, WELCOME TO THE JUNGLE HO, WELCOME TO THE JUNGLE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ plakat reklamujący film

Minusy:

- wszystko inne

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -