Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:I AM LEGEND

I AM LEGEND

Jestem legendą

ocena:6
Rok prod.:2007
Reżyser: Francis Lawrence
Kraj prod.:USA
Obsada: Will Smith, Alice Braga, Charlie Tahan, Salli Richardson, Willow Smith, Darrell Foster,
Autor recenzji:bufik
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:5.61
Głosów:31
Inne oceny redakcji:

Kiedy zupełnym przypadkiem, kilka lat temu, kupiłem w antykwariacie zniszczoną książkę Richarda Mathesona "Jestem legendą" nie przypuszczałem nawet, jak ciekawe dzieło trzymam w ręce. Miałem się jednak dowiedzieć o tym szybko, bowiem po jednym wieczorze spędzonym w towarzystwie bohatera noweli, Roberta Nevilla, nic już nie było takie samo. Książka rzuciła mnie na kolana plastycznością opisu, tempem narracji i przerażająco realistyczną wizją zagłady. Nieco to dziwne, że zapomniano o niej tak szybko w naszym kraju.

Robert Neville. Czarnoskóry mężczyzna, naukowiec pracujący dla rządu. Jako jedyny przeżył tajemniczą epidemię, która w roku 2009 nękała Nowy Jork. Z niewiadomego powodu jest odporny na wirusa, który przemienił wszystkich ludzi i niektóre gatunki zwierząt w krwiożercze bestie. Jego przewaga nad potworami polega na tym, że słońce stanowi dla tych drugich, śmiertelne niebezpieczeństwo, dlatego też poruszają się jedynie w nocy. Za dnia to Neville przemierza samotnie opustoszałe ulice wielkiego miasta, polując na dzieci nocy i poszukując innych ocalałych z zagłady ludzi. Niestety jak do tej pory zupełnie bezskutecznie.

Powieść Matchesona przenoszono już na ekran wcześniej dwukrotnie. W doskonałym „Last Man on Earth”, filmie z 1964 roku, w reżyserii Ubaldo Ragona w rolę Nevilla (tu ochrzczonego nazwiskiem Morgan) wcielił się sam Vincent Price. Film pomimo skromnego budżetu i dużej oszczędności środków wyrazu, do dziś pozostaje najlepszą i najwierniejszą ekranizacją powieści. Siedem lat później po "Ostatnim człowieku na ziemi" w filmie "Omega Man" widzowie w głównej roli obejrzeć mogli Charltona Hestona. Notabene, obie adaptacje prozy Mathesona były dość wierne książkowemu pierwowzorowi i jak na swoje czasy przytłaczały mrocznym klimatem. Planowano również sfilmować "Jestem legendą" w roku 1990. Reżyserem filmu miał być sam Ridley Scott, a główną rolę chciano powierzyć Arnoldowi Schwarzeneggerowi, jednak z powodu zbyt dużego, jak na ówczesne czasy budżetu nie doszło do powstania tej wersji filmu. Wydaje się, że producenci i widzowie uznali, iż czarno-białe produkcje z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, pokryła już odpowiednio gruba warstwa patyny i należałoby przybliżyć historię ostatniego człowieka na ziemi, nieco dostosowując ją do współczesnych czasów. Z jakim skutkiem?

Każdemu miłośnikowi prozy Mathesona, obraz w reżyserii Francisa Lawrenca będzie z pewnością wydawać się obrazoburczy. Twórcy filmu "I Am Legend", postanowili zrealizować dzieło w iście hollywoodzkim stylu, nie żałując ani pieniędzy (na samą rezerwację centrum Nowego Jorku gdzie kręcone były główne sceny opustoszałego miasta i na efekty specjalne przeznaczono 5 milionów dolarów), ani wysiłku, który zdecydowanie się opłacił. Film zaskakuje niesamowitym klimatem, tempem akcji i fabułą. Jednak właśnie to ostatnie, to jak dla mnie największy zarzut jaki można postawić tej produkcji - nie jest to bowiem niestety zaskoczenie pozytywne. Scenarzyści filmu - Akiva Goldsman i Mark Protosevich odrzucili bowiem wiele ciekawych wątków i szczegółów, które istniały w książce, a wiele innych zmienili niemalże nie do poznania. Już samo obsadzenie Willa Smitha w roli Roberta Nevilla, o którym Matheson pisał, że był: "wysokim, trzydziestosześcioletnim mężczyzną, w którego żyłach płynęła krew niemiecka i angielska, nie posiadającym żadnych cech szczególnych za wyjątkiem szerokich, wyraźnie zarysowanych ust oraz jasnobłękitnych oczu" było zabiegiem dla wielu wstrząsającym. A im dalej tym rozbieżności pomiędzy książką, a filmem jest więcej. Wampiry w książce są wprawdzie żądnymi krwi potworami, ale zachowują pewne przymioty człowieczeństwa – potrafią w ograniczonym zakresie myśleć i działać nie tylko instynktownie, próbują podstępów, nawołują swoją ofiarę, osaczają ją. W filmie mamy do czynienia wyłącznie z bezmózgimi, koszmarnie silnymi maszynami do uśmiercania. Twórcy filmu postanowili również nieco ukoloryzować postać głównego bohatera (nie mam tu na myśli oczywiście koloru skóry), czyniąc z niego bohatera, naukowca i żołnierza. Przez ten właśnie zabieg opowieść traci swój pierwotny zdecydowanie mroczny i przygnębiający charakter i staje się patetyczną opowieścią w stylu "Independence Day". Szkoda. Fabuła traci również sporo moim zdaniem na dopasowaniu jej do wymogów współczesności. Zastąpienie desek w oknach stalowymi roletami, projektora filmowego odtwarzaczem DVD (o pomstę do nieba woła scena, w której Neville parodiuje Shreka…) powoduje, że film staje się bardzo komiksowy i plastikowy. Ot takie prawo fabryki snów.

Największą jednak zbrodnią popełnioną na genialnej wizji Mathesona jest zupełna zmiana zakończenia opowieści. Tak daleko idącą ingerencję w fabułę trudno przeżyć i trudno zrozumieć. Można oczywiście pojąć, że skomercjalizowany rynek filmowych multipleksów nastawiony na popcornową publiczność, mógłby odrzucić przerażająco apokaliptyczny w swej wymowie finał książki. Takie podejście niesie za sobą jednak pewne reperkusje, daje nam jasno do zrozumienia, że w odróżnieniu od noweli Mathesona mamy tu do czynienia jedynie z wysoko skomercjalizowanym produktem nastawionym na zysk i sukces kinowy. Zawiedzionych widzów uspokajano, że powstało alternatywne zakończenie całej opowieści, które miało być bardziej drastyczne w swojej wymowie i rekompensować to, czego nie udało się wyświetlić w kinie. Z przykrością muszę jednak napisać, ze to co powiedziano o alternatywnym zakończeniu to kolejny chwyt marketingowy nie mający nic wspólnego z rzeczywistością i obliczony wyłącznie na to aby pozyskać klientów. Ta wersja finału ma równie mało wspólnego z literackim pierwowzorem jak to, co widzieliście w kinie, a na dodatek dziedziczy wszystkie grzechy główne filmu - przesadną patetyczność i wiarę w amerykańską jedynie słuszną wizję świata... Szkoda. W moich oczach to pogrążyło skutecznie całość dzieła.

Czy zatem to wszystko co napisałem wyżej, świadczy o tym, że "Jestem Legendą" jest filmem nie godnym uwagi? Zdecydowanie nie. Pomimo tego bowiem, że jest to niemal zupełnie inna historia niż opowiedziana w książce jest najzwyczajniej w świecie wciągająca i zaskakująca swoim rozmachem. Widok opustoszałych ulic centrum Nowego Jorku, szybkość akcji to rzeczy dla których z pewnością należy obejrzeć ten film. Szkoda tylko, że gdzieś w tym wszystkim, w generowanych komputerowo efektach, w rozmachu z jakim powstała produkcja, zagubiło się prawdziwe oblicze pierwowzoru. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że twórcy całkowicie świadomie zmarnowali 90% potencjału tkwiącego w prozie Mathesona. Pozostaje nam liczyć na to, że kiedyś jeszcze przyjdzie nam spotkać na srebrnym ekranie Roberta Nevilla, który nie będzie udawał Shreka i nie będzie zbawicielem rodzaju ludzkiego, a jego legenda nabierze właściwego dla tego słowa znaczenia. Takiego, jakie nadał jej twórca.

Screeny

HO, I AM LEGEND HO, I AM LEGEND HO, I AM LEGEND HO, I AM LEGEND HO, I AM LEGEND HO, I AM LEGEND HO, I AM LEGEND HO, I AM LEGEND HO, I AM LEGEND HO, I AM LEGEND

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ rozmach opowieści
+ gra aktorska
+ szybkość akcji
+ plenery opustoszałego Nowego Jorku

Minusy:

- znaczne odstępstwa od fabuły książki
- nienaturalne, generowane komputerowo potwory
- tragiczne, ckliwe, mdłe do bólu zakończenie
- stracony bezpowrotnie potencjał prawdziwej opowieści o Nevillu

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -