Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:VIOLENT SHIT 2: MOTHER HOLD MY HAND

VIOLENT SHIT 2: MOTHER HOLD MY HAND

Violent Shit 2: Mother Hold My Hand

ocena:5
Rok prod.:1992
Reżyser:Andreas Schnaas
Kraj prod.:Niemcy
Obsada:Anke Prothmann , Andreas Schnaas,
Autor recenzji:MK
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Mimo długiego okresu milczenia w ostatnich latach, Andreas Schnaas jest wciąż jednym z najbardziej znanych i popularnych reżyserów filmów gore na świecie. Zarówno jego szokujący debiut („Violent Shit”, 1989), jak i późniejsze, stojące już na znacznie wyższym poziomie dokonania („Violent Shit 3”, 1999, „Nikos The Impaler”, 2003) zapisały się na trwałe w historii horroru. Nim jednak nazwisko niemieckiego reżysera stało się powszechnie rozpoznawalne, czekał go czas eksperymentów – jednym z nich jest druga część trylogii „Violent Shit”, nakręcona w 1992 r.

Reporter spotyka się ze swoim informatorem na przedmieściach Hamburga. Rozmówca ma mu przekazać fotografie z miejsc zbrodni dokonanych przez Carla The Butchera. Przy tej okazji opowiada on historię mordercy, na którego ogromny wpływ miała matka – to ona ukształtowała psychikę młodego Carla i kazała mu zabijać w akcie zemsty za śmierć jego ojca. W zasadzie na tym rys fabularny można zakończyć, gdyż reszta filmu to już krwawa rzeź.

Czegóż możemy oczekiwać po sequelu kultowego wśród fanów filmów gore obrazu? Ano żadnych rewolucyjnych zmian tu nie uświadczymy, większą część czasu zajmują bowiem krwawe morderstwa Carla Rzeźnika. Wykonanie efektów gore nie stoi co prawda na zbyt wysokim poziomie, ale wobec ich ogromnej ilości i różnorodności (dekapitacje, rozrywanie genitaliów, podrzynanie gardła – gama zadawanych ran jest jak widać spora) można na to przymknąć oko. Ciekawą innowacją w stosunku do filmu z 1989 r. mogło być przedstawienie relacji Carla z matką, które ostatecznie popchnęły go do zbrodni – podkreślam, mogło, gdyż potencjał tego wątku zdecydowanie nie został wykorzystany. Można odnieść wrażenie, że Schnaas przechodzi zupełnie obojętnie wobec takich elementów jak klimat czy napięcie, chcąc pokazać jak największą ilość krwawych scen. Obniża to zdecydowanie wartość „Violent Shit 2” jako filmu grozy, ale zwolennicy gore powinni być w pełni usatysfakcjonowani oglądając zakutego w wykonaną w średniowiecznym stylu maskę Carla (w tej roli wystąpił – podobnie jak i w pozostałych częściach trylogii – sam reżyser) krwawo rozprawiającego się z kolejnymi ofiarami.

Niemiecki reżyser zawsze podkreślał swój szacunek wobec klasyków gatunku, a i w „Violent Shit 2” można rozpoznać pewne zapożyczenia ze starszych dokonań kina grozy. Mamy np. grupę obozowiczów i kryjącego się w leśnej gęstwinie mordercę – praca kamery przypomina jako żywo tą z „Friday The 13th”, „The Burning” i wielu innych slasherów z lat 80-tych, pokazując widok z perspektywy mordercy. Rozwiązanie sytuacji jest już jednak zupełnie inne, gdyż Carl morduje intruzów natychmiast, jednego pod drugim, a kilku ocalałych zabiera przed oblicze swej matki.

Ścieżka dźwiękowa jest całkiem przyzwoita, momentami zwraca uwagę przedziwny kontrast między mocnymi scenami gore a pogodnymi, niemalże kojącymi dźwiękami jakie im przygrywają. Również i dla zwolenników innego rodzaju muzyki znajdzie się coś niecoś – rockowa piosenka „Violent Shit” nie stoi może na szczególnie wysokim poziomie, ale pasuje do ogólnego wydźwięku obrazu.

Nikt, kto miał kontakt choć z jednym filmem Schnaasa nie zdziwi się, że gra aktorska w „Violent Shit 2” jest wprost tragiczna. Oczywiście nie ona jest tutaj najważniejsza, ale momentami aż żal patrzeć na tzw. „aktorów”, próbujących wczuć się w swoje role czy też naśladować jakiekolwiek emocje w sytuacji, kiedy mają problem nawet z wydaniem przekonującego krzyku. Słaba gra aktorska jest rzecz jasna jednym z najczęściej pojawiających się w niskobudżetowych produkcjach mankamentów, można więc na nią przymknąć oko, ale nieprzyzwyczajony do tego typu kina widz może być mocno zirytowany śledzeniem „popisów” zgromadzonych na planie ludzi. Niestety, także i kilka innych grzechów głównych niezależnych obrazów zostało przez Schnaasa w „Violent Shit” popełnionych – kilka poważnych wpadek zaliczył min. autor zdjęć, Steve Aquilina.

Komu mogę zatem polecić „Violent Shit 2” ? Miłośnicy filmów gore i twórczości Andreasa Schnaasa będą zapewne wniebowzięci, a nie ukrywam, że i mnie seans tego obrazu dostarczył sporo przyjemności. Liczących na dobre kino grozy widzów musze jednak przestrzec – maksymalne uproszczenie fabuły (a mogło być inaczej, gdyby wątek matki Carla został rozwinięty), słaba gra aktorska, brak klimatu i napięcia mogą w Waszych oczach przekreślić ten film, a ogromna dawka gore i niezła muzyka z pewnością nie wystarczą do zniwelowania niewątpliwych mankamentów.

Screeny

HO, VIOLENT SHIT 2: MOTHER HOLD MY HAND HO, VIOLENT SHIT 2: MOTHER HOLD MY HAND HO, VIOLENT SHIT 2: MOTHER HOLD MY HAND HO, VIOLENT SHIT 2: MOTHER HOLD MY HAND HO, VIOLENT SHIT 2: MOTHER HOLD MY HAND HO, VIOLENT SHIT 2: MOTHER HOLD MY HAND

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ ilość i różnorodność scen gore
+ niezła muzyka
+ wątek matki Carla Rzeźnika …

Minusy:

-… którego potencjał nie został niestety wykorzystany
- fatalna gra aktorska
- brak napięcia
-wykonanie efektów gore momentami szwankuje

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -