Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CANNIBAL GIRLS

CANNIBAL GIRLS

Cannibal Girls

ocena:6
Rok prod.:1973
Reżyser:ivan Reitman
Kraj prod.:Kanada
Obsada:Eugene Levy, Andrea Martin, , Ronald Ulrich, Randall Carpenter,
Autor recenzji:Przemo Mieszkowski.
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Grindhouse – podgatunek filmu, który za sprawą Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza przeżywa obecnie swój wielki come back, to bardzo pojemny worek, do którego ówcześni (czyt.: tworzący w latach 60. i 70.) twórcy wrzucali wszystko, co w danej chwili mogło przyciągnąć do kina widzów i ich pieniądze. Mamy tu więc nagość, brutalność i niewybredne żarty, a wszystko to okraszone pocieszną, pół-amatorską otoczką. Do kultowych dzieł tego stylu zalicza się sprawny horror p.t. „Cannibal Girls”, którego tytuł już na wejściu uprzedza nas, z jakiego typu obrazem będziemy mieli do czynienia. Senna mieścina, otoczone przez zaspy domostwo i trio pięknych kanibalek – lata siedemdziesiąte zapraszają na seans!

Głównym bohaterem niniejszej opowieści jest mężczyzna o imieniu Clifford, który podróżując wraz ze swoją słabo rozgarniętą dziewczyną Glorią, trafia do pewnej sennej, pokrytej śniegiem mieściny. Mieszkańcy miasteczka już na pierwszy rzut oka stanowią podejrzaną i ściśle współpracującą ze sobą wspólnotę. Do zatrzymania w tym nieco dziwnym miejscu, skłania ich legenda opowiedziana przez pewną starą kobietę, traktująca o zamieszkujących pobliską rezydencję trzech pięknych dziewczętach, które wabią do siebie spragnionych zabawy mężczyzn po to, aby w nocy brutalnie ich zamordować i spożyć ich mięso. Clifford i Gloria postanawiają udać się do opisywanego domostwa, aby na własną rękę zweryfikować prawdziwość tej opowieści.

„Cannibal Girls”. Sztandarowy przykład kina grindhouse lat siedemdziesiątych, w którym znów mamy okazję obserwować patologiczną wręcz niechęć mieszkańców zachodu do stereotypowych wieśniaków. Znów poczciwi farmerzy i lokatorzy położonych za miastem rezydencji służą nam za podręcznikowy przykład maniaka i kanibala, lecz cóż – widocznie taka jest specyfika kapitalistycznego myślenia, w której obszar znajdujący się poza działaniem techniki i miejskiej cywilizacji przypomina spowitą mrokiem krainę pełną psychopatów. Warto, nadmienić, że twórcy tegoż filmu podczas wyświetlania go w kinach pokusili się o nowatorski (i podyktowany zapewnie głównie potrzebą zyskania reklamy) zabieg – podczas seansów, w scenach poprzedzających wejście co brutalniejszych i „szokujących” scen, rozlegał się głośny dźwięk dzwonka, który w teorii miał umożliwić wrażliwym widzom odpowiednie szybkie zamknięcie oczu lub odwrócenie głowy. Dzisiaj może nam się to wydawać komiczne, lecz wtedy poskutkowało i w czasach wyświetlania, „Cannibal Girls” był jednym z najbardziej kasowych filmów niskobudżetowych, a osoba reżysera juz wkrótce stała się jedną z najlepiej opłacanych osobistości w Hollywood.

Jeśli jesteśmy już przy postaci reżysera, warto skreślić na jego temat kilka słów. Ivan Reitman jest jednym z tych reżyserów, zaraz obok postaci takich jak Peter Jackson i Sam Raimi, których przykład podtrzymuje przy pozytywnym myśleniu wielu domorosłych reżyserów, którzy nie wierzą, że zdołają wybić się kręcąc z kumplami amatorskie horrory. Zaczynając od filmów, takich jak „Cannibal Girls” i udzielając się gościnnie przy kilku filmach Davida Cronenberga, Reitman po jakimś czasie stał się specem od trafiania w gusta komercyjnej widowni, a jego chyba najjaśniejszym wkładem w kinematografię są, jak na razie, obie części sławnych „Pogromców duchów”.

Przejdźmy do technicznej strony filmu, ponieważ przy jej okazji nasuwa się pierwszy poważny minus tej produkcji. Ujmę to tak… Za mało gore! Tak tępawa i sztampowa historia aż prosi się o dużą liczbę krwawych i brutalnych scen, które w jakimś odwróciłyby uwagę od „inwencji” (a raczej jej braku), którą serwuje nam scenarzysta. Zamiast tego mamy kilka scen morderstw, które pomimo to, że klimatyczne to rażą zbyt dużą oszczędnością w ukazywaniu bardziej „mięsistych” szczegółów. Co do aktorstwa to również nie można powiedzieć wielu dobrych rzeczy, ponieważ jakie to kino – każdy widzi i nie powinniśmy spodziewać się fajerwerków emocjonalnego grania na miarę „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Natomiast do zalet można dopisać klimatyczną, stwarzającą naprawdę dobry nastrój muzykę oraz niezgorsze zdjęcia, które świetnie budują atmosferę zimowego odludzia. Także zakończenie wpisuje się w mocne punkty opisywanej tu produkcji, będzie miłym akcentem dla wszystkich, którzy lubią nie do końca optymistyczne i czysto rozwiązane finały.

„Cannibal Girls” poleciłbym kinomanom spragnionym obcowania z klasyką kinematograficznej tandety, którzy nastawia się na film łatwy i szybko mijający podkręcony kilkoma dobrymi wstawkami humorystycznymi (i kilkoma niezamierzenie śmiesznymi scenami wynikających ze specyfiki tamtych lat). Ot, typowy horror z lat siedemdziesiątych, do miłego, szybkiego obejrzenia i jeszcze szybszego zapomnienia.

Screeny

HO, CANNIBAL GIRLS HO, CANNIBAL GIRLS HO, CANNIBAL GIRLS HO, CANNIBAL GIRLS HO, CANNIBAL GIRLS HO, CANNIBAL GIRLS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ muzyka
+ porządny klimat
+ ogląda się szybko i bez zbyt częstych dłużyzn
+ ładne aktorki
+ wartość kolekcjonerska/sentymentalna

Minusy:

- zbyt mało gore!
- na dłuższą metę nie ma w sobie zbyt wiele strachu (poza kilkoma scenami)
- czasem niezamierzenie śmieszny

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -