Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ABOMINABLE  DR. PHIBES, THE

ABOMINABLE DR. PHIBES, THE

Odrażający dr Phibes

ocena:6
Rok prod.:1971
Reżyser:Robert Fuest
Kraj prod.:Wielka Brytania / USA
Obsada:Vincent Price , Joseph Cotten , Peter Jeffrey, Virginia North , Terry-Thomas , Sean Bury,
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:7.33
Głosów:3
Inne oceny redakcji:
Adach - 6

Szalony naukowiec to figura z pogranicza kina science-fiction i horroru. W filmach grozy uczeni - w przeciwieństwie do fantastyki naukowej - prezentowani są zawsze w mrocznych, by nie powiedzieć, czarnych barwach. Daleko im do wizjonerów i odkrywców pracujących dla dobra ogółu, przecierających nowe szlaki lub pragnących ocalić ludzkość przed katastrofą. Szaleństwo naukowców pojawiających się w horrorach nie ma nic z romantycznego wizjonerstwa i szlachetności uczonych bohaterów: „Dnia Tryfidów”, „Zagubionych w kosmosie” czy „Epidemii”. Naukowcy ze słynnych horrorów - „Frankensteina”, „Niewidzialnego człowieka”, „Wyspy dr Moreau”, czy „Muchy” - wadzą się ze Stwórcą, starają się go zastąpić, ingerują w porządek rzeczy, łamią boskie prawa, dlatego zamiast nagrody czeka na nich sroga zemsta pogwałconej natury. W latach 30. postać demonicznego uczonego cieszyła się sporą popularnością, w następnych dekadach pojawiała się w horrorach coraz rzadziej. Mimo to w 1971 r. Anglicy w koprodukcji z Amerykanami postanowili wskrzesić postać szalonego naukowca. Nie było to wskrzeszenie w czystej postaci, bo tytułowemu bohaterowi filmu Robert Fuesta, pt. „Odrażający dr Phibes” bliżej do geniuszy zła w rodzaju dr Caligariego czy dr Mabuse, jednak zewnętrzne atrybuty tej postaci, jak i wyposażenie dr Phibesa w ogromną wiedzę naukową oraz w pragnienie nieśmiertelności pozwalają wpisać go w poczet szalonych naukowców.

W Londynie i w okolicach dochodzi do serii tajemniczych morderstw. W niezwykłych okolicznościach giną lekarze, którzy kilka lat wcześniej przeprowadzali operację na pewnej młodej i pięknej kobiecie Victorii Phibes. Niestety, dziewięciu lekarzom uczestniczącym w operacji nie udało się uratować pacjentki. Prowadzący śledztwo, inspektor Trout oraz profesor Vesalius, jeden z lekarzy operujących panią Phibes, odkrywają, że śmierć angielskich medyków może mieć związek z Antonem Phibesem, mężem zmarłej kobiety. Dr Phibes był bowiem wystarczająco bogaty, inteligentny, bezwzględny, a przede wszystkim miał motyw, żeby zaplanować i popełnić wszystkie te niesamowite zbrodnie. Jest tylko jeden mały problem. Dr Phibes zginął cztery lata wcześniej w wypadku samochodowym.

Początek lat siedemdziesiątych to nie był dobry czas dla szalonych naukowców w starym dobrym stylu horrorów z Universalu. Scenarzyści „Odrażającego dr Phibesa” starali się znaleźć sposób na reinkarnację postaci, która na dobre zadomowiła się w kinie SF, ale w horrorach wyraźnie ustępowała miejsca wampirom, wilkołakom, różnej maści potworom, a także nowym bohaterom filmowej grozy - seryjnym mordercom i zombie. Tym sposobem miał być humor, potraktowanie zarówno opowieści o zemście de Phibesa, jak i samej jego postaci z przymrużeniem oka. Trudno powiedzieć, jak w pierwotnej wersji scenariusza miało się owe mruganie do widza, bo ostała się z niej jedynie scena z rabinem wyjaśniającym symboliczne znaczenie jednego z amuletów pozostawionych na miejscu zbrodni przez dr Phibesa. W każdym razie na ekranie humor, owszem objawia się, ale bliższy jest on poetyce campu z jego skłonnością do przesady, pstrokacizny, teatralności i demonstracyjnego kiczu. Campowa poetyka nie objawia się tylko w scenach przemocy, choć z drugiej strony ich wyrafinowanie, a przy tym kompletna niewiarygodność oraz tandetna realizacja aż tak bardzo od wyznaczników tej estetyki nie odbiegają. Właściwie można, i to nawet na pierwszym miejscu, wpisać postać dr Phibesa, w kreacji Vincenta Price`a właśnie w poetykę campu. Ubrany w czarny lub srebrny długi płaszcz, wygrywający na organach „Marsz weselny” Mendelsohna albo drygujący jazz bandem ruchomych kukieł jest postacią zdecydowanie w złym guście. Podobnie jak jego milcząca wspólniczka Vulnavia (zagrana przez piękną Virginię North - jedną z „dziewczyn Bonda”), paradująca w wymyślnych, fantazyjnych strojach, na tle sztucznych malowanych na płótnach dekoracjach. Cała więc ta stylistka kiczu, campu, czy jak dziś byśmy ją określili - postmodernizmu, z pewnością okazała się pomysłową, i właściwie udaną, próbą reinterpretacji postaci szalonego naukowca. Dopełnieniem tej formuły wzięcia w nawias tytułowego bohatera oraz jego zemsty jest całkowita powaga (może tylko w kilku momentach zachwiana), z jaką została przedstawiona i zagrana. Zwłaszcza kontrast między pełną patosu i dostojeństwa grą Vincenta Price`a a absurdalnymi pomysłami, odwołującymi się do biblijnych plag, na uśmiercenie winnych śmierci ukochanej doktora. Także ze sposobu filmowania - statycznego, eleganckiego, stylowo staroświeckiego, zderzonego z fabułą niekryjącą swej niedorzeczności, otrzymujemy niespodziewanie nową jakość. Nie jest może ona powalająca, ale film ogląda się naprawdę dobrze. Oczywiście musimy należeć do widzów, którym taki estetyczny kociokwik nie przeszkadza.

„Odrażający dr Phibes” może jednak stwarzać pewną niedogodność dla fanów filmowej grozy, przyzwyczajonych do strachu w maksymalnej skali albo do krwawych, niezwykle brutalnych obrazów. Film Robert Fuesta nie jest bowiem straszny, a obecne w tytule określenie „odrażający” jest zwykłym chwytem marketingowym. Poparzona twarz dr Phibesa pojawia się tylko w dwóch scenach, i jak się można domyślić, jej charakteryzacja pozostawia wiele do życzenia. W obrazie Fuesta próżno szukać też krwawych, pełnych przemocy scen Ba! sceny, w których zwierzęta zabijają wrogów dr Phibesa wypadają wręcz zabawnie. Musimy przyjąć na słowo, że trzy leniwe i niegroźne nietoperze rozszarpały jedną z ofiar dr Phibesa. Cóż, taki urok niezbyt dużego budżetu.

Jak bardzo by jednak nie narzekać, „Odrażający dr Phibes” to klasyka kina grozy. Rola Vincenta Price`a, specyficzna stylistyka, fabuła i reżyseria Robert Fuesta, który nigdy później nie wyreżyserował równie popularnego filmu ( choć z pewnością „And Soon the Darkness” jest dziełem o niebo lepszym, ale to też zupełnie inny rodzaj kina) - to wszystko sprawia, że „Odrażający Dr Phibes” ma zapewnione poczesne miejsce pośród najgłośniejszych horrorów w dziejach gatunku.

Screeny

HO, ABOMINABLE  DR. PHIBES, THE HO, ABOMINABLE  DR. PHIBES, THE HO, ABOMINABLE  DR. PHIBES, THE HO, ABOMINABLE  DR. PHIBES, THE HO, ABOMINABLE  DR. PHIBES, THE HO, ABOMINABLE  DR. PHIBES, THE HO, ABOMINABLE  DR. PHIBES, THE HO, ABOMINABLE  DR. PHIBES, THE HO, ABOMINABLE  DR. PHIBES, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ klasyka horroru
+ specyficzna “postmodernistyczna” stylistyka
+ całkiem udana próba reinterpretacji postaci szalonego naukowca
+ kreacja Vincenta Price`a w roli tytułowej
+ absurdalna fabuła
+ reżyseria Roberta Fuesta
+ piękna, choć milcząca, Virginia North

Minusy:

- nie dla tych, którzy nie lubią stylistycznego miszmaszu
- nie dla tych, których irytuje „dostojny kicz”
- niestraszny
- krwawy w ilościach śladowych
- sceny śmierci
- powolne tempo narracji

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -