Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SCARS OF DRACULA

SCARS OF DRACULA

Ukąszenia Draculi

ocena:6
Rok prod.:1970
Reżyser:Roy Ward Baker
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Christopher Lee, Dennis Waterman, Jenny Hanley, Michael Gwynn, Michael Ripper
Autor recenzji:BartX
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:6
Głosów:3
Inne oceny redakcji:
Adach - 6

Łatwo się wściekać na kolejne, zazwyczaj coraz słabsze „Halloweeny”, „Piątki trzynastego” czy „Piły”, ale przecież rozciąganie pojedynczych filmów do długich serii towarzyszyło kinu grozy od samych jego początków i w dużej mierze stanowi o jego specyficznym charakterze. Bo czyż nakręconych przez Universal sequeli horrorów o Draculi, Mumii czy potworze Frankensteina nie ogląda się z sentymentem i przyjemnością? Czyż nie jest podniecające wybieranie swoich ulubionych części w każdej serii, obserwowanie jak główne postaci ewoluują z filmu na film i wyszukiwanie przeróżnych nieścisłości fabularnych? Oczywiście, że jest. I dotyczy to także wszystkich późniejszych filmów grozy, którym dokręcano sequele – a zwłaszcza tych, które powstawały w brytyjskiej wytwórni Hammer w latach 50., 60. i 70.

„Scars of Dracula” to piąty hammerowski horror o księciu Draculi – z jednej strony, nakręcony wyraźnie tańszym kosztem niż poprzednie sequele, a z drugiej, przełamujący pewne schematy, które zaczynały rządzić serią i dający więcej czasu ekranowego Christopherowi Lee. Jest to też bez wątpienia najbrutalniejszy film o Draculi, jaki powstał w tej wytwórni: z niektórych scen dumny byłby pewnie sam Lucio Fulci (zwłaszcza z tych ukazujących masakrę dokonaną przez krwiożerczego nietoperza, gdzie pokazuje nam się w zbliżeniu wypływającą gałkę oczną oraz kawałki poszarpanego ciała zwisające z twarzy ofiar). Niestety scenariusz filmu trudno uznać za dobry. Co prawda Anthony Hinds – który napisał też m.in. scenariusz pierwszego „Draculi” (1958) dla wytwórni Hammer – próbował wrócić do fabuły powieści Brama Stokera i przygotować parę niespodzianek, jednak opowiedziana tu historia nie sprawdza się jako całość; zdecydowanie zbyt wiele w niej nielogiczności i nieścisłości aby traktować ją poważnie, a odrobina średniej jakości humoru nie jest wystarczająco dobrym pretekstem aby uznać „Scars of Dracula” za świadomy pastisz gatunku.

Najpierw obserwujemy kolejne zmartwychwstanie Księcia Ciemności. Tym razem Dracula (Lee) odradza się kawałek po kawałku z... krwawych wymiocin ogromnego nietoperza. Gdy już staje na nogi, łapczywie wgryza się w szyję dziewczyny pochodzącej z pobliskiej wioski. Kiedy mieszkańcy wioski odnajdują ciało ofiary, natychmiast orientują się kto jest winien jej śmierci i pod wodzą miejscowego karczmarza (Michael Ripper) przypuszczają atak na zamek Draculi. Nic by z tego nie wyszło gdyby nie porażająca głupota wampirzego sługi, Klove’a (Patrick Troughton), który daje się nabrać na banalny numer wieśniaków („Otwórz bramę, chcę ci coś pokazać. Nikogo ze mną nie ma”, mówi karczmarz, podczas gdy jego rozwścieczeni kompanii kryją się w krzakach i czekają na możliwość wdarcia się do wewnątrz). W wyniku tak przygotowanej akcji, zamek zostaje podpalony, ale Dracula uchodzi z całego zamieszania z życiem. Do tego okrutnie mści się na podpalaczach, wysyłając do wioski zaprzyjaźnionego nietoperza z misją zagryzienia ich bliskich. Właśnie dlatego ani karczmarz, ani ksiądz (Michael Gwynn), ani nikt inny nie jest chętny aby pomóc ślicznej Sarze Framsen (Jenny Hanley) i nudnemu Simonowi Carlsonowi (Dennis Waterman), którzy pewnego dnia zjawiają się w wiosce mówiąc, że poszukują brata Simona, Paula (Christopher Matthews). Jedyna informacja, jaką uzyskują to ta, że Paul najprawdopodobniej wybrał się do spalonego zamku niedaleko wioski.

Film Roya Warda Bakera ogląda się całkiem nieźle pomimo denerwujących dziur w scenariuszu i nie zawsze przekonujących bohaterów (pomyłką obsadową okazał się zwłaszcza mdły Waterman w roli, która wymagała kogoś z charakterem). Dzieje się tak z kilku powodów: pomimo niewysokiego budżetu duże wrażenie robią nastrojowe dekoracje (wykonane w słynnym studiu Elstree) oraz pomysłowo wykonane efekty specjalne (przekonująca scena, w której Dracula torturuje swojego sługę rozgrzanym do czerwoności ostrzem została nakręcona wyłącznie dzięki odpowiedniemu operowaniu czerwonym światłym); Lee nasyca swoją postać większą dawką złości i sadyzmu niż kiedykolwiek do tej pory, główne aktorki (Jenny Hanley i Wendy Hamilton) odgrywają swe role z niezwykłym erotyzmem, a w pamięć zapada też parę postaci drugoplanowych (choćby te grane przez Michaela Rippera i Michaela Gwynna). Oczywiście daleko temu filmowi do najlepszych dzieł o Draculi, ale jest on wystarczająco dziwaczny i miły dla oka aby się nim zainteresować.

Screeny

HO, SCARS OF DRACULA HO, SCARS OF DRACULA HO, SCARS OF DRACULA HO, SCARS OF DRACULA HO, SCARS OF DRACULA HO, SCARS OF DRACULA HO, SCARS OF DRACULA HO, SCARS OF DRACULA HO, SCARS OF DRACULA HO, SCARS OF DRACULA HO, SCARS OF DRACULA HO, SCARS OF DRACULA

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ przekrwione oczy Christophera Lee
+ kuszący dekolt Jenny Hanley
+ seksowne uśmieszki Wendy Hamilton
+ nastrojowe dekoracje
+ niektóre efekty specjalne

Minusy:

- mało sensowny scenariusz
- nieciekawy bohater Dennisa Watermana
- niektóre efekty specjalne

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -