Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CANDY SNATCHERS,THE

CANDY SNATCHERS,THE

The Candy Snatchers

ocena:7
Rok prod.:1973
Reżyser:Guerdon Trueblood
Kraj prod.:USA
Obsada:Tiffany Bolling, Ben Piazza, Brad David, Susan Sennett,
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Lata 70-te to prawdziwy wysyp zwyrodniałego kina eksploatacji, na którym wielu krytyków powiesiło już tyle psów, że chyba nikt nie jest w stanie tego zliczyć. Nie baczące na poprawność polityczną, poruszające kontrowersyjne tematy, filmy z nurtu exploitation szybko znalazły wielu amatorów mocnych wrażeń. „The Candy Snatchers” jest nie tylko przykładem kina eksploatacji, ale i niezłego kina w ogóle, a te dwie rzeczy nie idą często ze sobą w parze.

To miała być prosta robota. Szybkie porwanie, otrzymanie okupu i cześć. Jednak plan Jessie (graną przez Tiffany Bolling, Playmate „Playboya” i gwiazdę kina klasy B lat 70-tych), Alana (Brad David) i Eddiego (Vincent Martorano) wziął w łeb. Gdy trójka złoczyńców porywa 16-letnią Candy (Susan Sennet), nic nie zwiastuje dramatu, który ma dopiero nastąpić. Problem pojawia się w momencie, gdy porywacze dowiadują się, że ojczym dziewczyny z premedytacją odmawia zapłacenia okupu w postaci wartościowych diamentów. Rozgoryczeni i pełni złości przestępcy postanawiają za wszelką cenę dostać „swoją” należność.

Film Guerdona Trueblooda nader często stawiany jest obok klasycznej produkcji Wesa Cravena, pt. „Ostatni dom na lewo”. Lecz gdy przychodzi przeciętnemu widzowi przyrównać do siebie te pozycje, rzeczywistość zaczyna skrzeczeć. Okazuje się bowiem, że niewiele osób widziało „The Candy Snatchers” lub po prostu zdecydowało się odpuścić jego seans z powodu marnej medialności tego obrazu. Jeśli tak jest i w twoim przypadku, drogi Czytelniku, najwyższy czas nadrobić zaległości.

„The Candy Snatchers” jest filmem pełnym dramaturgii, obfitującym w wiele humoru, a im bliżej finału, tym robi się coraz bardziej brutalnie. Akcja tej produkcji koncentruje się na osobie uwięzionej Candy. Dziewczyna najpierw zostaje zasypana ziemią, by później zostać niemal całkowicie ubezwłasnowolniona. Młode ciało ofiary staje się szybko łakomym kąskiem dla jednego z katów, który nawet nie ukrywa swych niecnych zamiarów wobec niej. W zasadzie od początku uderza tu głupota trójki schwarzcharakterów, którzy ze swą fajtłapowatością idealnie nadawaliby się do jakiejś komedii. Ich plan jest nieprzemyślany, naiwny i po prostu nie ma cienia nadziei na jego zrealizowanie. Jakby tego było mało, między Alanem i Eddim wzrasta przepełnione agresją napięcie. Przestępcom stara się przewodzić ładniutka Jessie, która kreuje się na taką filmową femme fatale. Jej czar jednak szybko pryska, gdy Eddiemu (który paradoksalnie nakłania swoich wspólników do wyzbycia się przemocy) ni stąd ni zowąd odbija i postanawia napastować ją seksualnie. Tak po prostu. Dla własnej przyjemności i zaspokojenia żądzy. W wielu miejscach w filmie zaciera się granica między dobrem a złem. Okazuje się, że porwanie wymierzone w ojczyma Candy, jest mu tak naprawdę na rękę, a on sam jest znacznie bardziej perwersyjny od porywaczy. Ciekawym wydaje się być wątek autystycznego chłopca, imieniem Sean (Christopher Trueblood), który jest świadkiem zniewolenia Candy i jako jedyna osoba może udzielić jej pomocy. Problem jednak w tym, że dziecko nie umie się komunikować z otoczeniem. Cóż za przewrotność, nieprawdaż? Twórcy filmu poszli tutaj na całość, powierzając tej postaci kluczową rolę w końcowym twiście.

O dziwo, pod względem aktorskim jest tutaj nienajgorzej. Nawet dialogi są w stanie przekonać do siebie widza. Niestety, gdy pojawiają się tzw. mocniejsze sceny, „The Candy Snatchers” obnaża z pełną mocą swe niedoskonałości. Gdy dochodzi do bójki z udziałem Eddiego i jednego z robotników, można się tylko złapać za głowę. Walka jest tak reżyserowana, że aż śmieszna. W pełni zdaję sobie sprawę, że miało w tym być nieco humoru, jednak ta bójka to jedna wielka karykatura. To samo tyczy się końcowej orgii przemocy, w której krew zaczyna zalewać ekran. Wygląda to niczym zwykła farba, do tego zbyt jasna i nadmiernie zagęszczona. Panowie od efektów się tutaj nie popisali. Na plus dość realistyczna scena gwałtu, która wisiała nad filmem od samego początku, a jej pojawienie się było dla odbiorcy tylko kwestią czasu. No bo czy można wyobrazić sobie exploitation movie bez ani grama erotyki?

„The Candy Snatchers” jest produkcją, która pewnie nie ruszy widza zaprawionego w kinie ekstremalnym, bo i samej ekstremy nie ma tutaj zbyt wiele. Film Guerdona Trueblooda jest takim konglomeratem kryminału, sensacji, dramatu i komedii, w którym przemoc odgrywa niebagatelną rolę. Nie należy się spodziewać po „The Candy Snatchers” shockera, który sponiewiera naszą psychikę. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że jak na film z początku lat 70-tych, dzieło Trueblooda jest dość odważne. Fabuła jest przemyślana i nie sprawia wrażenia balastu dla scen przemocy, a że pewne motywy są mało przekonywujące... hmm, nie można przecież mieć wszystkiego.
Z czystym sumieniem mogę polecić seans „The Candy Snatchers”, bo dla wielu osób to dziś klasyka i równocześnie bardzo przyzwoity exploitation. Nawet sam Quentin Tarantino, przy okazji kręcenia „Grindhouse”, w jednym z wywiadów powiedział, że zawsze chciał zrealizować film pokroju „The Candy Snatchers”. Niech zatem słowa tego reżysera posłużą za odpowiednią rekomendację.

Screeny

HO, CANDY SNATCHERS,THE HO, CANDY SNATCHERS,THE HO, CANDY SNATCHERS,THE HO, CANDY SNATCHERS,THE HO, CANDY SNATCHERS,THE HO, CANDY SNATCHERS,THE HO, CANDY SNATCHERS,THE HO, CANDY SNATCHERS,THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ fabuła
+ prawdziwa mieszanka gatunkowa
+ dla wielu osób to klasyka

Minusy:

- efekty
- dziś już tak nie szokuje
- to nie jest tradycyjny horror

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -