Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SIGNAL, THE

SIGNAL, THE

Sygnał

ocena:6
Rok prod.:2007
Reżyser:Jacob Gentry i inni
Kraj prod.:USA
Obsada:A.J. Bowen , Anessa Ramsey, Justin Welborn, Scott Poythress , Sahr Ngaujah , Suehyla El-Attar, Cheri Christian ,
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:6.6
Głosów:5
Inne oceny redakcji:
Adach - 6

W Japonii, 16 grudnia 1977 roku u siedmiuset dzieci lekarze zdiagnozowali atak epilepsji światłoczułej. Zaintrygowani naukowcy natychmiast przystąpili do analizy tego niepokojącego zbiorowego zjawiska. Okazało się, że dzieci dostały drgawek po obejrzeniu jednego z odcinków animowanych „Pokemonów”. Przyczyną zaburzeń była seria niebiesko- czerwonych błysków światła (zbliżona do drgań fal mózgu człowieka). Autorzy serialu o Pokemonach twierdzili, że to był przypadek - później odcinek ten został zmieniony.

Może i był to przypadek, jednak taka reakcja na coś, co dostrzec można w każdej chwili na miliardach telewizorów na pewno wzbudza niepokój. Jeśli do powyższych wątpliwości dodamy ciągle tylko wyrywkową wiedzę na temat funkcjonowania ludzkiego umysłu, niejednemu człowiekowi obdarzonemu bujną wyobraźnią nagle przekaz, który dociera do kilku miliardów odbiorników telewizyjnych, może wydać się nielichym niebezpieczeństwem. Zdarzenia z „Pokemonami” oraz amerykańskimi eksperymentami w dziedzinie transmisji podprogowej chyba nie należy traktować jako mrzonki rodem z periodyku science fiction. Wszak w coraz większym stopniu legiony istot ludzkich uzależniają się od najróżniejszych urządzeń transmitujących sygnał elektroniczny. Nie potrafimy wyobrazić sobie życia bez telewizji, telefonii komórkowej, nie mówiąc już o komputerach i tym wszystkim, co dzięki niemu porządkuje naszą egzystencję. Bez techniki operującej przekazem cyfrowej informacji na świecie zapanowałby chaos, prawdziwa anarchia. Ten ekstremalny stan ze sfrustrowanego szybkością życia współczesnego człowieka natychmiast uwolniłby bestię, która dla zapewnienia sobie elementarnego bezpieczeństwa zabijałaby bez najmniejszych skrupułów.

Do jeszcze radykalniejszych wniosków doszło trzech twórców filmu „Signal”, Jacob Gentry, David Bruckner oraz Dan Bush. Na tle ogarniętej amokiem ludzkości przedstawili losy trojga bohaterów – małżeństwa Dentonów oraz kochanka Mai Denton, Bena. Pewnego dnia wszystkie urządzenia elektroniczne zaczęły emitować niezwykle nieprzyjemny dla ludzkiego ucha dźwięk. Na ekranach telewizyjnych fonię dopełniał przypominający ruchome fraktale sygnał wizualny. Zakłócenia okazały się mieć niezwykły wpływ na odbierających je ludzi. Istoty kierujące się dotąd najróżniejszymi formami zachowań wobec siebie, nagle zrzuciwszy wszystkie maski konwenansów i reguł pokojowego współżycia stają się agresywnymi bestiami. Ich poczynania zaczynają przypominać postępowanie człowieka cierpiącego na skrajną postać paranoi. Dotknięci obłędem mieszkańcy metropolii Terminus we wszystkich widzą czyhającego na ich życie nieprzyjaciela. Jakby elektroniczny przekaz formatował ich mózgi i instalował nową wersję rzeczywistości, w której każda istota ludzka jest śmiertelnym wrogiem.

Korzystając z rozprzestrzeniającej się krwawej anarchii, Mya postanawia odejść od swojego męża Lewisa. Nudzi ją praca biurowa oraz życie z człowiekiem zajmującym się dezynsekcją. Pełna wątpliwości, lecz także bajecznych wizji szczęścia we dwoje, jaką roztoczył przed nią ukochany Ben, postanawia zacząć nowe życie. To jednak staje się niemożliwe. Lewis bowiem odkrywszy zdradę żony wyrusza na jej poszukiwanie. Będący pod wpływem silnej perswazji elektronicznego sygnału, żądny zemsty mąż widzi w każdym mężczyźnie potencjalnego rywala czyhającego na życie jego żony. Zrobi wszystko, by wreszcie osiągnąć swój cel, którym tak naprawdę jest unicestwienie jakiegokolwiek żywego człowieka.

Jest z tym filmem dość znaczący problem. Moje uznanie wzbudził pomysł obrazu „Signal”. Istoty ludzkie, chcąc żyć coraz łatwiejszym i wygodniejszym życiem, dają się bardzo łatwo manipulować kolorowym i nastawionym na efekciarstwo mediom. Tę naiwność i brak krytycyzmu wobec informacyjnego przekazu wykorzystują zarówno kreatorzy kultury jak i żądni władzy politycy czy to podczas kampanii wyborczych, czy też do swoich małych, podłych intryg. Popularność danego programu czy audycji zależy już nie od jego merytorycznej zawartości, ale od rozmiaru szumu reklamowego poprzedzającego emisję. Wpływa mediów ma także ogromny związek z atomizowaniem się społeczeństw. Coraz mniej czasu poświęcamy na stosunki interpersonalne, za to jego nakłady rosną w kontaktach z telewizją oraz komputerem. Przez to powolutku tracimy zdolność porozumiewania się ze sobą, a to znowu może stanowić jedną z przyczyn najróżniejszych sytuacji konfliktowych.

Powyższy całkiem niezły pomysł (niekoniecznie oryginalny, bo podobny motyw eksplorował David Cronenberg w „Videodrome”) został jednak zaprzepaszczony dziwaczną realizacją. Z niewiadomych powodów całą historię twórcy postanowili podzielić na trzy części. Każdej nadali tytuł oraz punkt widzenia jednego z trojga głównych bohaterów. Zdecydowanie najlepsza pod względem realizatorskim i dramaturgicznym jest część pierwsza, w której pod wpływem sugestywnego sygnału ludzie zaczynają stawać się wobec siebie coraz bardziej agresywni. Przypomina ona swą atmosferą filmy George’a M. Romero, w których grupa ludzi osaczona była przez hordy wrogo nastawionych do nich zombie. Pozytywne wrażenie natychmiast zostaje zdezawuowane przez cześć drugą, która wykonana została w konwencji horroru komediowego. Skąd taki pomysł, by skontrastować ze sobą epizod depresyjno-apokaliptyczny z przygłupią, krwawą komedią? To tak, jakbym prosząc w restauracji o surówkę z kiszonej kapusty dostał ją z dodatkiem w postaci dużej ilości bitej śmietany. Zamykająca film trzecia część, kojarząca się z fantasmagoryczną fantazją rodem z filmów Cronenberga nie ratuje obrazu jako całości.

Nie zawsze chęć bycia niesztampowym jest prostą drogą do konsekwentnej i sugestywnej wizji artystycznej. Bardzo często tak skonwencjonalizowany przekaz, jakim jest kultura grozy, dzięki profesjonalizmowi oraz solidnemu filmowemu rzemiosłu stawał się kawałkiem doskonałej rozrywki. Na wyjście z konwencji, będące jednocześnie oryginalną wizją popartą doskonałym warsztatem, stać rzadko którego filmowca. Szanuję odważną próbę twórców „Signal” przekazania w filmie czegoś więcej niż obrazów bezsensownej przemocy i perwersji, lecz droga do artystycznego sukcesu nie wiedzie przez nieuzasadnione formalne dziwolągi. Dzięki takim „sztuczkom” bowiem powstaje filmowe „skrzyżowanie pudla, krzesła i ratlera”, czyli kino niebędące ani godziwą rozrywką, ani przekazem będącym mniej lub bardziej trafną analizą jakiegoś społecznego zjawiska.

Screeny

HO, SIGNAL, THE HO, SIGNAL, THE HO, SIGNAL, THE HO, SIGNAL, THE HO, SIGNAL, THE HO, SIGNAL, THE HO, SIGNAL, THE HO, SIGNAL, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ trafne spostrzeżenia dotyczące ludzkiego zachowania
+ koncept z pokazaniem fragmentów historii z trzech punktów widzenia
+ interesująca pierwsza część filmu

Minusy:

- podział filmu na trzy części
- realizacja każdej części przez innego reżysera
- fatalne w skutkach mieszanie konwencji
- brak tempa i dramaturgii
- nieciekawe postacie

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -