Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HARDWARE a.k.a M.A.R.K. 13

HARDWARE a.k.a M.A.R.K. 13

Hardware

ocena:8
Rok prod.:1990
Reżyser:Richard Stanley
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Dylan McDermott, Stacey Travis, Carl McCoy, John Lynch, Iggy Pop,
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:8.29
Głosów:7
Inne oceny redakcji:
Adach - 7

Człowiek versus maszyna należy do najstarszych i chyba najbardziej znanych motywów gatunku science-fiction. Jako że granica między horrorem a science-fiction wcale nie jest tak odległa, a w niektórych wypadkach często się zamazuje, twórcy fantastyki grozy szybko odkryli, że można to wykorzystać na polu interesującego ich gatunku. Tym sposobem stoi przed Wami dzieło, uważane przez niektórych widzów po dziś dzień za kultowe. Mowa o niskobudżetowym „Hardware”, który zapewne wielu z Was zna także pod tytułem „M.A.R.K. 13”.

Przyszłość. W świecie po zagładzie nuklearnej życie wywróciło się do góry nogami. Ziemię pokrył pustynny krajobraz, a radioaktywne promieniowanie szaleje z niespotykaną dotąd mocą. Pewnego dnia, zbieracz złomu (Carl McCoy) znajduje na pustyni szczątki robota. Ze swym nowym znaleziskiem udaje się do miasta, by tam odsprzedać je niejakiemu Mosesowi Baxterowi (Dylan McDermott). Moses nabywa robota, chcąc uszczęśliwić swoją dziewczynę Jill (Stacey Travis), która tworzy futurystyczne kompozycje artystyczne. Nie wie jednak, że ów maszyna została stworzona do eksterminacji żywych istot. Wkrótce robot ożywa...

Film Richarda Stanley’a to jeden wielki paradoks. Ze słabym aktorstwem, tanimi efektami, ma jednak w sobie coś, co sprawia, że ogląda się go z zapartym tchem i szczęką upuszczoną do ziemi. Sam do końca nie wiem, na czym polega ten magnez „Hardware”. Może to właśnie zasługa tej krzyżówki postapokaliptycznego science-fiction i horroru, a może to ręka reżyserska Stanley’a ma taki zbawienny wpływ? Nie zapominajmy przecież, że Richard Stanley dwa lata po zrealizowaniu „M.A.R.K. 13” stworzył prawdziwie hipnotyzujący obraz o nazwie „Dust Devil”, którego klimat częściowo można odczuć także i w omawianej tu produkcji.

Bezpośrednią inspiracją do nakręcenia „Hardware” był króciutki, zaledwie 7-stronnicowy komiks „SHOK! Walter's Robo-Tale” autorstwa Steve’a McManus’a i Kevia O’Neill’a, opublikowany w brytyjskim periodyku „2000 AD”. Ciekawe jest to, że Stanley zataił ten fakt, a w pierwotnej wersji filmu o samym komiksie nie było żadnej wzmianki. Za to zresztą twórcy „SHOK! Walter's Robo-Tale” swego czasu dość mocno procesowali się z reżyserem „Hardware”.

Legitymujący się śmiesznym budżetem 1,5 mln dolarów „M.A.R.K 13” już na wstępie przykuwa uwagę widza niecodziennym krajobrazem, który swą kolorystyką aż bije po oczach. Jak na tak skromny w środkach film, jest tu naprawdę szeroka mozaika nieźle nakreślonych postaci. Jest skąpy karzeł, skupujący technologiczne śmieci, jest bohaterski żołnierz, tajemnicy pustelnik i sąsiad-erotoman, który tylko marzy o kontakcie z ponętną Jill. Sam robot wkracza do akcji dość niespodziewanie. W zasadzie nic wcześniej nie zwiastuje jego śmiercionośnych właściwości. Dopiero karzeł daje sygnał, że coś z nim jest nie tak, jednak jak na horror przystało, jest już za późno. Tak na dobrą sprawę, groza puka do drzwi gdzieś w połowie tej produkcji. Pierwsze 45 minut to niemal czyste postapokaliptyczne s-f, a dopiero później na scenie pojawia się potwór pod postacią robota. Lecz gdy ów schwarzcharakter pojawia się na scenie, mamy do czynienia z prawdziwym horrorem. Bohaterzy pozytywni zaczynają walczyć o swoje życie, próbując najwymyślniejszych sposobów, aby przechytrzyć maszynę. Sam finał, mimo swej prostolinijności, ogląda się z wytrzeszczonymi oczami, bo rezultat konfrontacji wcale nie wydaje się taki oczywisty. Szczególnie zapada w pamięć moment, gdy robot wyciąga swą dłoń, przypominającą zwykłe szpony bestii, w kierunku zastraszonej Jill. Mistrzowsko nakręcona scena, która maksymalnie wyciska esencję z dostępnych środków.

W zasadzie tylko Stacey Travis jako Jill radzi sobie jako tako na ekranie. Pozostała reszta nic specjalnego sobą nie reprezentuje. Zadziwiające jest to, że (jak zresztą stwierdził sam Richard Stanley w jednym z wywiadów) większość ekipy filmowej była bardzo młoda, a średnia wieku wynosiła jakieś 16 lat. Efekty specjalne były natomiast robione na zwykłym szkolnym komputerze! Zważywszy na to wszystko, efekt końcowy jest naprawdę zadowalający.

„Hardware” to prawdziwe dzieło kina klasy B. Mimo wielu niedociągnięć i małego budżetu, twórcom udało się stworzyć prawdziwe widowisko z pogranicza s-f i horroru. Ta brytyjska produkcja, swego czasu określona mianem „odpowiedzi na amerykańską falę monster movies”, pełna jest także biblijnych odwołań i metafor, które stanowią dodatkowy wabik dla widza. Przepełniony przemocą i nietuzinkowymi zdjęciami, „M.A.R.K. 13” jest ciekawą pozycją dla wielbicieli kina postapokaliptycznego i grozy. Warto zwrócić uwagę na film bezpośrednio poprzedzający kultowego „Dust Devila”

Screeny

HO, HARDWARE a.k.a M.A.R.K. 13 HO, HARDWARE a.k.a M.A.R.K. 13 HO, HARDWARE a.k.a M.A.R.K. 13 HO, HARDWARE a.k.a M.A.R.K. 13 HO, HARDWARE a.k.a M.A.R.K. 13 HO, HARDWARE a.k.a M.A.R.K. 13

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ niecodzienna krzyżówka postapokaliptycznego s-f i horroru
+ to prawdziwa perełka kina klasy B

Minusy:

- braki budżetowe są dość widoczne

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -