Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PRISON

PRISON

Więzienie

ocena:5
Rok prod.:1988
Reżyser:Renny Harlin
Kraj prod.:USA
Obsada:Viggo Mortensen, Lane Smith, Chelsea Field, Lincoln Kilpatrick , Tom Everett, ,
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Kino lat 80. jest pełne niespodzianek. Nieprzypadkowo, to również jeden z moich ulubionych okresów w historii światowego horroru. Bo mimo tego, że widziałem całkiem sporo filmów grozy spod znaku ‘80s, to jednak ich liczba wydaje się nie mieć końca. Czasem sięgam po jakąś produkcję z pełną świadomością, a czasem zdaję się na ślepy los, wyciągają na światło dzienne przykryte warstwą kurzu horrory. Momentami przypomina to trochę błądzenia człowieka w zupełnych ciemnościach. Dokładnie tak było w przypadku „Prison”, który mimo kilku niezaprzeczalnych atutów, okazał się zwyczajnym średniakiem.

W roku 1964 w jednym z amerykańskich zakładów karnych zostaje wykonana kara śmierci na niejakim Charliem Forsythe. Okazuje się jednak, że mężczyzna zginął niesłusznie, ponieważ nie był winny żadnej zbrodni. Wkrótce po tej egzekucji, więzienie zostaje zamknięte. Mija dwadzieścia lat, a mury zakładu karnego ponownie zostają zaludnione przez nowych więźniów i pilnujących ich strażników. Niebawem, w niewyjaśnionych okolicznościach, zaczynają ginąć tu ludzie. Wszystko wskazuje na to, że w murach zakładu karnego zagnieździła się nadprzyrodzona siła, która ma związek ze śmiercią sprzed lat.

„Prison” jest filmem, który nosi w sobie pewien paradoks. Otóż naszpikowany jest znanymi na polu gatunku horroru nazwiskami, fabuła wydaje się być całkiem oryginalna, jednak całość sprawia wrażenie niedosytu i budzi rozczarowanie. Reżyser Renny Harlin, znany chociażby z „Koszmaru z ulicy Wiązów 4” serwuje nam taką hybrydę dramatu i horroru. Bo oprócz tej warstwy grozy, twórcy tej produkcji próbują przedstawić widzowi amerykańską subkulturę więzienną. Trzeba jednak przyznać, że robią to z dość opłakanym skutkiem. Sporo tu bowiem miejsca na utarte schematy i zapożyczenia z innych tego rodzaju filmów. Jak ktoś szuka dramatu więziennego z prawdziwego zdarzenia, to powinien skierować swój wzrok gdzie indziej, bo tutaj czeka na niego tylko sztampa. Nieco lepiej prezentuje się „Prison” pod względem grozy. Jest tu miejsce i na zagadkę oraz na kilka dość krwawych scen. I mimo że tą przewodnią zagadkę można przynajmniej połowicznie rozgryźć już na samym początku, to jednak podczas seansu towarzyszy widzowi rodzaj napięcia i oczekiwania. Jednakże po tych wszystkich wyładowaniach elektrycznych i bijącym po oczach niebieskim świetle, które zostają zaprezentowane na ekranie, spodziewałem się znacznie groźniejszego schwarzcharaktera. Nie, żebym czuł się specjalnie rozczarowany, ale po takiej zapowiedzi czekałem na mocniejszy akcent. Okazało się jednak, że ów błyski plus kilka scen śmierci miały załatwić sprawę straszenia widza. Lecz to trochę za mało, nawet jak na film z końca lat 80-tych. Omawiany tytuł to również taka współczesna wariacja na temat klasycznego motywu „złego miejsca”. Wszystko obraca się bowiem wokół zemsty z zaświatów, co zbliża film Harlina do opowieści ghost story. W paru miejscach, niczym śmieci zamiecione pod dywan, wyłażą braki budżetowe produkcji. Mimo tego, najbardziej zapadająca w pamięć scena śmierci człowieka owiniętego drutem kolczastym, potrafi dać odbiorcy po nosie. Szkoda jedynie, że to jeden z nielicznych momentów w filmie, który bez zająknięcia można nazwać udanym. Na pozostałą część tego horroru, musimy mocno przymrużać oczy, żeby jako tako dotrwać do końca.

Aktorsko bryluje tutaj sam Viggo Mortensen, współczesna gwiazda wielkiego formatu, który wcielił się w głównego bohatera, skrytego i zimnego Burke’a. U jego boku możemy podziwiać nieżyjącego już znanego aktora produkcji telewizyjnych Lane Smitha, grającego okrutnego i sadystycznego Eatona Sharpe’a. W zasadzie, to na barkach obu panów spoczywa kwestia aktorstwa. To pomiędzy nimi toczy się główny pojedynek, który w końcu przybiera zaskakujące wręcz rozmiary. Aktorstwo Mortensena i Smitha to jeden z najjaśniejszych elementów tej produkcji. Powiedzmy sobie wprost, że pod tym względem, nikt tu poza nimi się nie liczy.

„Prison” jest dość przeciętnym horrorem lat 80-tych. Tym, co go wyróżnia są aktorzy, którzy ówcześnie dopiero zaczynali swoją przygodę z kinem, a dziś są na ustach niemal wszystkich widzów. Filmowi niewiele pomogło również nazwisko Irwina Yablansa, który nie tylko jest producentem „Więzienia”, ale także kultowego slashera „Halloween” w reżyserii Johna Carpentera. Miłośnicy filmów grozy lat 80-tych bez mrugnięcia okiem powinni obejrzeć film Renny’ego Harlina, natomiast widzowie, którzy nie przepadają za estetyką kina tamtej epoki... niech po prostu zdadzą się na los.

Screeny

HO, PRISON HO, PRISON HO, PRISON HO, PRISON HO, PRISON HO, PRISON HO, PRISON HO, PRISON HO, PRISON HO, PRISON

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ Viggo Mortensen jak zwykle nie zawodzi
+ scena z drutem kolczastym
+ pomysł

Minusy:

- wykonanie
- efekty specjalne
- niezbyt straszy

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -