Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:IN MY SKIN  a.k.a. Dans Ma Peau

IN MY SKIN a.k.a. Dans Ma Peau

We Własnej Skórze

ocena:7
Rok prod.:2002
Reżyser:Marina de Van
Kraj prod.:Francja
Obsada:Marina de Van, Laurent Lucas, Léa Drucker
Autor recenzji:GrzEGOrz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6.71
Głosów:7
Inne oceny redakcji:

Horror jako krytyka społeczna. Niektórym może się wydawać to niemożliwe i zupełnie idiotyczne. Filmy o chodzących trupach, wampirach i podobnych "głupotach" miałyby mówić cokolwiek o świecie w jakim żyjemy? Ejże, a "Dawn Of The Dead" Romero, a wczesny Cronenberg czy "Peeping Tom" Mike'a Powell'a? Tym razem horror, który nie tylko wywołuje podczas oglądania nieprzyjemne uczucie w żołądku, ale także próbuje całkiem udanie krytyki społecznej wyreżyserowała debiutantka. "In My Skin" - takie debiuty chciałoby się oglądać jak najczęściej.

Dwie przyjaciółki, Esther i Sandrine, wybierają się na imprezę. Wśród gości maja być również wyżej postawieni menadżerowie z firmy, w której obie pracują. Sandrine ma nadzieję, że być może zdarzy się coś, co pozwoli jej awansować, a może tylko żartuje w tej kwestii. Esther nie ma ochoty na zabawę, wychodzi do ogródka, gdzie stoją jeszcze sprzęty budowlane, gdyż dom jest niewykończony. W ciemności potyka się i upada. Wydaje się, że wszystko jest w porządku. Jednak podczas wizyty w toalecie dziewczyna zauważa krwawe ślady na podłodze. To jest jej krew! Okazuje się, że rozharatała sobie nogę i wcale tego nie czuje! Kiedy więc Sandrine przed pójściem do domu proponuje jeszcze drinka na mieście Esther zgadza się. Dopiero nad ranem dociera do szpitala. Cały czas nie czuje bólu. Ten wypadek powoduje osobliwą zmianę w jej psychice. Następnego dnia w pracy podczas pisania raportu, nagle wybiega by skryć się w odosobnionym pomieszczeniu i pociąć się kawałkiem metalu. Powoli samookaleczenia stają się jej obsesją. Otoczenie nie akceptuje jej autodestrukcyjnych zachowań. Szczególnie nie podoba się to chłopakowi, z którym wydaje się być szczęśliwa oraz jej przełożonym. Dziwne zachowania dziewczyny kolidują z jej życiem osobistym i zawodowym. Zaczyna więc aranżować dziwne sytuacje, aby ukryć swoją obsesję...

Pierwsze skojarzenia, jakie nasuwają się po projekcji tego filmu są oczywiste - Cronnenberg z obsesją na punkcie cielesności, metamorfoz fizycznej powłoki człowieka i zainteresowaniem odmiennością. Drugim punktem odniesienia, bardziej odległym, jest Shinya Tsukamoto i jego "Tetsuo", z bohaterem mutującym pod wpływem wszczepienia sobie metalowego pręta w nogę. W filmie de Van mamy wręcz fetyszystyczną podróż w głąb psychiki człowieka owładniętego manią. Ale nie jest to mania prowadząca do samozagłady (tak przynajmniej można próbować ten film odczytać). Przeczy temu (przynajmniej do pewnego momentu) bardzo erotyczne filmowanie scen okaleczeń. Co więcej (i tu zbliżamy się do Cronenberga), ta zdawało by się zupełnie psychopatyczna przypadłość Esther okazuje się być rozpaczliwą próbą ocalenia własnej tożsamości w korporacyjnym świecie. Dlaczego bowiem kobieta, która ma całkiem udane życie osobiste i pnie się w górę na drabinie kariery zawodowej, oddaje się z taką pasją znaczeniu swojego ciała krwawymi śladami? A może cały ten blichtr konsumpcyjnego społeczeństwa jest pułapką, która redukuje nas do trybików w wielkiej maszynie, bezwolnych konsumentów, manekinów na markowe ciuchy? Może drastyczne praktyki, które stosuje Esther są jednym z ostatnich sposobów na odzyskanie kontroli nad własnym życiem i ciałem? Ale jaka jest cena, którą trzeba za to zapłacić?

Film jest bardzo stylowo nakręcony i zmontowany. Kamera z wielką pieczołowitością rejestruje autokanibalistyczne rytuały głównej bohaterki. Scena w restauracji, kiedy Ester ma halucynacje, że jej ręka oddzieliła się od ciała, zapada w pamięć. Jest po prostu niesamowita. Warto tu wspomnieć o świetnej kreacji Mariny de Van - jest jednocześnie odpychająca i zmysłowa w swoich poczynaniach. Do tego sama napisała scenariusz i wyreżyserowała ten film. To rzadka rzecz w dzisiejszym kinie, żeby film był dziełem jednej osoby i był jednocześnie dobry. "In My Skin" jest bardzo francuski w sposobie prowadzenia fabuły. Nie ma tu fajerwerków i banalnych klisz, dowcipnych dialogów znanych z hollywoodzkich produkcji. Zamiast tego otrzymujemy drastyczną analizę patologii, w które wpędza człowieka rzeczywistość początku XXI wieku. Film nie jest łatwy w odbiorze, a sceny samookaleczeń mogą przyprawić o mdłości (chociaż ludzi, którzy widzieli „Guinea Pig” raczej nie poruszą), ale Francuzi nigdy nie starali się zbytnio głaskać widza w swoich dziełach. Wydaje mi się, że warto zaserwować sobie debiut de Van w przerwie pomiędzy "Krwawą masakrą drylownicą do śliwek 5" a "Zemstą morderczych klaunów z kosmitów 17".

Screeny

HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau HO, IN MY SKIN <br/> a.k.a. Dans Ma Peau

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ główna bohaterka
+ szokujący temat
+ horror bliski codziennemu życiu

Minusy:

- niejednoznaczna wymowa

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -