Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CRADLE, THE

CRADLE, THE

Kołyska

ocena:8
Rok prod.:2007
Reżyser:Tim Brown
Kraj prod.:Kanada
Obsada: Lukas Haas , Emily Hampshire , Amanda Smith , Libby Adams , Trevor Bain,
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:5.67
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Czy to co widzimy okiem
jest prawdą czy snem głębokim?

Edgar Allan Poe

Julie i Frank są młodym małżeństwem z kilkumiesięcznym Sam`em. Sam jest ich trzecim dzieckiem - wcześniej Julie dwukrotnie poroniła, a fakt ten nie pozostał bez wpływu na jej psychikę. Młoda mama cierpi na depresję poporodową, boi się dotknąć małego synka, obwinia się, że nie jest dobrą matką. Żeby Julie mogła się uporać ze swoją przypadłością a Frank mógł w spokoju pisać powieść, para bohaterów udaje się na wyspę do położonego w ustronnym miejscu wielkiego domu. Nowe otoczenie szybko okazuje się jeszcze bardziej potęgować depresję Julie i niekorzystnie wpływać także na malucha. Sytuację pogarsza burza, która przewaliła drzewa na drogę i zablokowała wyjazd z posiadłości młodej pary. Tymczasem coś niedobrego zaczyna się dziać z ich maleństwem. Frank podejrzewa Julie, ale sam po kolejnym nocnym czuwaniu przy łóżeczku chłopczyka, zaczyna się dziwnie zachowywać, zaczynają nawiedzać go realistyczne koszmary, słyszeć dochodzący z lasu płacz dziecka. Podejrzana jest także sąsiadka małżeństwa, Helen - zdziwaczała, samotna starsza kobieta, która skrywa jakąś mroczną tajemnicę. W końcu Frankowi udaje się ją nakłonić do zwierzeń. Wiele lat temu doszło faktycznie do tragedii, a ofiara tragedii sprzed lat może być sprawczynią niepokojących zjawisk mających miejsce w domu Julie i Franka. Ale czy na pewno?

Bardzo miła niespodzianka! Naczytałem się wiele złego o „The Cradle” Tima Browna - że nudny, że klisze, że „Szósty zmysł”, że bla, bla bla. A tymczasem obejrzałem jednego z najbardziej udanych przedstawicieli „horroru psychopatologicznego” ostatnich lat. Bohaterami obrazu debiutującego na dużym ekranie Tima Browna są bowiem osoby dotknięte osobistymi tragediami. Julie - młoda matka, która aż dwukrotnie straciła dzieci, Helen, która była świadkiem śmierci siostry, a w końcu Frank, który...tego niestety zdradzić nie mogę. Strata bliskiej osoby, w dodatku w dramatycznych okolicznościach, zawsze wiąże się z silną, negatywną reakcją ludzkiej psychiki. Choć w „The Cradle” nie pada to określenie, wydaje się, że każda z kobiet cierpiała na tzw. zespołu stresu pourazowego. Poczucie winy, bezsilność, nawracające koszmary, uczucie silnego lęku, depresja - to charakterystyczne objawy tego psychicznego zaburzenia, które można dostrzec w zachowaniu obu bohaterek. Ale najważniejszym symptomem, który pojawia się niedługo po wystąpieniu sytuacji traumatycznej, jest ucieczka od rzeczywistości. Ucieczki od rzeczywistości doświadczają, na różne sposoby, także bohaterowie filmu. Ale to nie wszystko. Twórcy „The Cradle” na tym objawie zbudowali całą dramaturgię swego dzieła.

Nie ma się czemu dziwić - praktycznie każdy horror opowiada o „ucieczce od rzeczywistości”. Niemal każdy film grozy zaczyna się bowiem od realistycznego, obiektywnego opisu, najczęściej sielankowego świata, który wraz z rozwojem akcji pogrąża się w stopniowym, coraz większym chaosie. Nie inaczej jest w „The Cradle”. Film rozpoczyna się pewnego pięknego, słonecznego dnia. Zieleń rozkwitającej roślinności, piękny, duży dom, położny na skraju lasu - kto nie marzyłby na chwilę znaleźć się w tym cichym, kojącym zakątku, w dodatku podczas słonecznego, ciepłego dnia. Ale gdy kamera wkracza do ciemnego, niewykończonego wnętrza domu następuje gwałtowne zerwanie z idyllą pierwszych minut filmu. Ale zerwaniu ulega także obiektywizm w opisie rzeczywistości, choć reżyser dba, abyśmy zauważyli tę zmianę ze znacznym opóźnieniem. Przestąpienie progu domu, raz na zawsze odmieni życie Julie, Franka i kilkumiesięcznego Sama. Odmieni także sposób opowiadania o filmowych wydarzeniach. Leniwie, bez pośpiechu, za to z niebywałym wyczuciem, delikatnością i subtelnością Brown pogrąża bohaterów w powolnie narastającym obłędzie. Informacja o zablokowaniu drogi umożliwiającej wydostanie się z posiadłości ma charakter nie tylko użytkowy, lecz także alegoryczny. Bohaterowie zostają bowiem zamknięci w pułapce domu i pułapce własnego umysłu, coraz częściej wymykającego się kontroli. Dlaczego Julie słysząc płacz Sama nie zajrzała nawet do jego pokoju? Dlaczego Frank wyszedł z domu w środku nocy? Kogo spotkał w lesie? Dlaczego co noc prześladuje go płacz dziecka? Kto ściągał kołdrę z leżącym na niej Samem ze stołu? Czy jakaś zła siła opanowała dom młodej pary? Twórcy filmu mnożą pytania, zagęszczają atmosferę, coraz bardziej gmatwają dramaturgię - jednym słowem uciekają od znanej, swojskiej i bezpiecznej rzeczywistości w rzeczywistość koszmaru, w którym niczego ani nikogo nie można być pewnym. A trzeba przyznać, że czynią to z gracją i przekonaniem aż do finałowej, zaskakującej, zgrabnej puenty. To nic, że zakończenie przywodzi na myśl finał pewnego znanego amerykańskiego horroru. Największa wielkość tego skromnego, kameralnego obrazu polega na czym innym. W dobie horrorów epatujących żenującą dosłownością, uciekających się do obrażających inteligencję widzów dopowiedzeń i dookreśleń, w dobie remake`ów i sequeli bezwstydnie powtarzających zgrane do cna chwyty film Browna ma odwagę zaproponować obraz, który nie bombarduje odbiorcy szokującymi, krwawymi scenami od początku filmu, który nie starszy ręką znienacka chwytającą bohatera za ramię, który nie stawia wielkiej kropki nad „i” i nie wykłada wszystkiego na tacy. Za odwagę, ale także za umiar i prostotę, a to cnoty szczególnie cenne, należą się pochwały twórcom. I jeszcze za konsekwencje. Tak się bałem, że twórcy „The Cradle” nie wytrwają w wierności zasadzie sugerowania i niedoopowiadania i przywalą jakąś zdeformowaną, szpetną twarzą upiora albo zakręcą kompletnie niewiarygodnym, kosmicznym zwrotem akcji. Ale na szczęście - nie, swój slalom między wszystkim pułapkami łatwego efektu, przeprowadzili bezbłędnie. A że podpierali się w jego przebiegu odniesieniami do znanych klasyków (m.in. „Szósty zmysł”, „Evil Dead”, azjatyckie ghost story, haunted movie czy wreszcie „horrory ciążowe”, zwłaszcza „First Born”), to na pewno nie powód do czynienia im zarzutu. Nie tylko dlatego, że trudno dziś o film grozy, który by nie przypominał „znanego klasyka”, lecz także dlatego, że wszelkie podobieństwa zostały w sposób twórczy wykorzystane i umiejętnie wplecione w fabułę filmu.

O „The Cradle” czytałem, ze jest mało wciągającą ghost story. Autor tej opinii nie do końca ma rację. Wartość tego filmu polega bowiem na tym, że historię, którą przedstawia można odczytać na wiele, a przynajmniej na dwa sposoby. Pierwszy zaprezentował przytoczony autor, choć moim zdaniem sprowadzenie filmu Browna do opowieści o duchu jest sporym uproszczeniem, a nawet pomyłką. „The Cradle” korzysta z pewnych elementów konwencji horroru, lecz tak naprawdę to dramat psychologiczny, unaoczniający, że największym koszmarem nie są nadprzyrodzone zjawiska i istoty, lecz zwichrowany umysł, który nie może się pogodzić ze stratą bliskiej osoby.

Screeny

HO, CRADLE, THE HO, CRADLE, THE HO, CRADLE, THE HO, CRADLE, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jeden z najlepszych psychopatologicznych horrorów ostatnich lat
+ zakręcona fabuła
+ atmosfera narastającego obłędu
+ prostota, subtelność i konsekwencja w opisie filmowych wydarzeń aż do końca
+ wielość interpretacji
+ zakończenie

Minusy:

- tempo nie jest imponujące
- nie dla tych, którzy lubią mieć wszystko na tacy

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -