Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PIN...

PIN...

Manekin

ocena:8
Rok prod.:1988
Reżyser:Sandor Stern
Kraj prod.:Kanada
Obsada:David Hewlett,, Cynthia Preston,, Terry O'Quinn,, Bronwen Mantel,
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Każdy normalny człowiek ma od czasu do czasu ochotę splunąć w dłonie, zatrzeć ręce, wywiesić czarną flagę na maszcie i zacząć podrzynać gardła”.
Henry Louis Mencken

„Człowiek, który nie ma nic do stracenia, bywa groźny”.
Johann Wolfgang von Goethe

Leon (David Hewlett) i Ursula (Cynthia Preston) są wychowywani w duchu żelaznej dyscypliny. Ich rodzice nie okazują wobec nich żadnych cieplejszych uczuć. Dr Linden (Terry O’Quinn), ojciec Leona i Ursuli, przy pomocy manekina, udziela rodzeństwu wielu życiowych lekcji i rad. W swej dziecięcej naiwności, Leon i Ursula nawet nie podejrzewają, że ich ojciec jest zwyczajnym brzuchomówcą. W ten sposób manekin szybko staje się najlepszym przyjacielem dzieciaków i powiernikiem ich najskrytszych sekretów. Mijają lata, a Leon coraz bardziej ucieka w świat iluzorycznej przyjaźni z manekinem...

„Pin...”, zrealizowany na podstawie powieści Andrew Neidermana jest filmem, który za sprawą oryginalnej fabuły, oferuje widzowi prawdziwe widowisko ludzkich dramatów, namiętności i rzecz jasna grozy. Reżyser „Manekina”, Sandor Stern, który wcześniej dał się poznać między innymi jako autor filmowego scenariusza horroru „The Amityville Horror”, stworzył obraz, który zapisał się w pamięci wielu horromaniaków jako produkcja niemalże kultowa.

Fabuła koncentruje się na wzajemnych relacjach Leona i Ursuli. Rodzeństwo nie ma przed sobą tajemnic i wspiera się wzajemnie jak tylko się da. To napięcie (również o charakterze seksualnym), które towarzyszy ich relacjom, niemal można by ciąć nożem. Leon, pod wpływem „rozmów” z manekinem zmienia się z oddanego siostrze i dobrze ułożonego młodzieńca w psychopatycznego maniaka, który ma prawdziwą obsesję na punkcie nowych znajomych Ursuli. Jakby tego było mało, zaczyna parać się poezją o chorobliwym wręcz wydźwięku. Leon tak bardzo potrzebuje relacji z manekinem, że sam podświadomie przyjmuje jego tożsamość. W ten sposób Sandor Stern serwuje widzowi charakterystyczny dla kina grozy mechanizm rozszczepienia, który szczegółowo opisał Noël Carroll w swojej „Filozofii horroru”. Prawdziwym przełomem w całej historii wydaje się tutaj moment, gdy Ursula oświadcza bratu o swojej nieplanowanej ciąży. Leon, pokładając ostatnie nadzieje w manekinie, szuka u niego rozwiązania tej problematycznej sytuacji. To właśnie wtedy w Leonie, ku przerażeniu jego ojca, a później siostry, rodzi się druga tożsamość, z której chłopak nie zdaje sobie sprawy. Jednak postępująca degeneracja i coraz większy ekscentryzm Leona, sprawiają, że i Ursula zaczyna najpierw podejrzewać brata o schizofrenię paranoidalną, a następnie przyjmuje to jako pewnik.

Nie do końca jasna wydaje się rola samego manekina. Otóż twórcy tej produkcji, zasiali we mnie naprawdę spore wątpliwości w scenie samochodowego wypadku Lindenów. Czyżby manekin maczał w tym palce? Twórcy wydają się sugerować, że tak, jednak na ekranie nie ma na to jednoznacznych dowodów. A może to właśnie dr Linden podświadomie doprowadza do wypadku? Na to pytanie musicie już odpowiedzieć sobie sami...

Jako, że film grozy jest często swego rodzaju barometrem lęków społecznych, również i w „Manekinie” możemy odnaleźć istotny z punktu widzenia samego społeczeństwa komentarz. „Pin” uderza bowiem w podstawową komórkę społeczną, jaką jest rodzina. Poprzez ukazanie w krzywym zwierciadle rodziny Lindenów, reżyser Sandor Stern z premedytacją obnaża dysfunkcjonalność współczesnej zachodniej rodziny. I mimo że jest to produkcja kanadyjska, to jednak jej „kanadyjskość” nie jest wcale jakoś specjalnie eksponowana. Przez to właśnie wydźwięk filmu „Pin...” nabiera uniwersalnego charakteru.

David Hewlett jako Leon Linden jest fenomenalny. Gołym okiem widać jego filmową metamorfozę. I trzeba przyznać, że facet robi to nad wyraz przekonywująco. Z jego oczu buchają iskry szaleństwa, a jego końcowa charakteryzacja dosłownie powala. Momentami wręcz dochodzi do prawdziwego konfliktu tożsamości. Bardzo dobrze radzi sobie także Cynthia Preston jako Ursula. Nie ma jednak wątpliwości, że gwiazda Hewletta świeci tu najjaśniej. Aktorzy, obsadzeni w rolach drugoplanowych nie pozostają jednak daleko w tyle za swoimi kolegami, grającymi główne skrzypce. Mam tutaj na myśli przede wszystkim Terry’ego O’Quinna, znanego między innymi z kultowego „The Stepfather”, czy ostatniego serialowego hitu „Lost”. Widać wyraźnie, że twórcy „Manekina” bardzo starannie dobrali obsadę, co zresztą zaprocentowało na ekranie.

Ta kanadyjska produkcja z manekinem w tle prezentuje się nie tylko bardzo dobrze, ale również oryginalnie, co na polu filmowej grozy jest zjawiskiem bardzo cennym. I mimo że ekranowej jatki i makabry nie ma tu za wiele, to jednak „Pin...” nadrabia to wszystko obłąkańczym klimatem i świetnie naszkicowanymi psychologicznymi portretami bohaterów. Kto ceni sobie wyżej klimat od efektów wizualnych, ten nie powinien się ociągać przed seansem „Manekina”.

Screeny

HO, PIN... HO, PIN... HO, PIN... HO, PIN... HO, PIN... HO, PIN... HO, PIN... HO, PIN...

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ oryginalna fabuła
+ portrety psychologiczne bohaterów
+ napięcie

Minusy:

- brak mocniejszych akcentów

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -