Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing

HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing

Dom

ocena:7
Rok prod.:2007
Reżyser:Monthon Arayangkoon
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada: Intira Jaroenpura, Chutcha Rujinanon, Chamanun Wanwinwatsara, Khomsan Nanthaji, Kongdej Jaturanrasamee
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Jeśli wierzyć serwisowi IMDB do roku 2008 r. zrealizowano sześćset osiemdziesiąt dwa filmy, które opowiadały o nawiedzonym domu, w tym tak znakomite obrazy, jak „The Cat and The Canary” (1927), „The Haunting” (1963), „The Amityville Horror”(1979), „The Shining” (1980), „House” (1986), “The Others” (2001) „The Grudge: Ju-on” (2003) czy “The Orphange”(2007). Do tego licznego grona można zaliczyć również tajlandzki horror z 2007 r. o wymownym tytule „The House”.

Chalinee jest młodą reporterką, która specjalizuje się w tzw. trudnych tematach, realizując reportaże o prostytucji czy o molestowaniu dzieci. Pewnego razu znajomy proponuje coś czym się jeszcze nie zajmowała i co wydaje się całkiem interesujące. Rzecz dotyczy morderstwa, którego w 1962 r. dopuścił się lekarz na swojej żonie, pielęgniarce. O sprawie w owym czasie było głośno, ponieważ morderstwo było wyjątkowo okrutne. Najbardziej jednak zdumiewające w tej zbrodni okazało się, że znalazła ona naśladowców w czasach współczesnych bohaterce. Ich sprawcami byli lekarze, ofiarami ich małżonki, a obie zbrodnie cechowało szczególne okrucieństwo (zwłoki poćwiartowano). Chalinee odkryła jeszcze jedną wspólną cechę tych przestępstw - wszystkie trzy dokonano w starym drewnianym domu na przedmieściach Bangkoku. Chalinee odnajduje opuszczony dom i w jednym z okien dostrzega tajemnicza postać w błękitnej bluzce. Gdy dostaje się do wnętrza, niespodziewanie nawiedzają ją przerażające wizje mordu z przeszłości. Oszołomiona tym, co ujrzała lub co się jej wydawało, że widziała, traci przytomność. Na pomoc rusza jej chłopak, Nu, który również zauważa w domu coś niewyobrażalnie strasznego. Chalinee trafia do szpitala, ale wciąż prześladują ją duchy pomordowanych kobiet. Nu tymczasem staje się coraz bardziej zazdrosny o Chalinee i jej kolegę z pracy. Słyszy głosy, które nakazują mu, aby zabił niewierną żonę. Czyżby więc Nu, padał ofiarą zła ukrytego w nawiedzonym domu i ponura historia zbrodni miała się powtórzyć?

„The House” Monthona Arayangkoon pod wieloma względami przypomina poprzedni film reżysera, również horror „The Victim”. Oba filmy są zrealizowane wedle konwencji asian ghost story i wedle najlepszych, głównie japońskich wzorców (kłania się nieśmiertelna „Klątwa Ju-on”). Trudno też nazwać horrory Arayangkoona za dzieła wytyczające nowe kierunki w odmianie opowieści o duchach, choć pewnych ambicji rozruszania skostniałej formuły ghost story odmówić tajlandzkiemu twórcy nie można. Z drugiej jednak strony nie można posądzić reżysera o dążenie do szczególnej oryginalności. Poruszamy się, tak jak w „The Victim”, po obszarze azjatyckiego horroru doskonale znanego. Długowłosa zjawa, nawiedzony dom, zemsta zza grobu, nie naprawiona krzywda, mroczna tajemnica z przeszłości i w końcu bohaterka (w dodatku parająca się reportażem, tak jak Reiko Asakawa, bohaterka „Ringu”), która staje się ofiarą prześladowań przez istoty z zaświatów, a zarazem jedynym wsparciem dla zbłąkanych, nie potrafiących zaznać wiecznego spokoju duchów - to wszystko są elementy fabuły typowej ghost story. „The House” raczej niczym nieprzewidzianym nas nie zakończy, a mimo to wydaje się obrazem lepszym od „The Victim”.

Arayangkoon znacznie lepiej zagospodarował potencjałem grozy, jaki skrywała w sobie prosta historia domu, który stał się areną trzech wstrząsających zbrodni. Przede wszystkim reżyser nie stara się nas przytłoczyć scenami grozy niemal od samego początku, starając się ilością zastąpić jakość sceny grozy. O wiele bardziej staranniej, bez zgubnego pośpiechu inscenizuje straszne momenty. Nie zaniedbuje też atmosfery, choć tworzy ją czasem zbyt prostymi i zgranym środkami (burza z piorunami). Niemniej udaje mu się wykreować zwłaszcza w pierwszej części filmu kilka pomysłowych i naprawdę przerażających scen, choćby sceny w więzieniu, gdy Chalinee gubi drogę pośród więziennych korytarzy czy sceny na opustoszałym moście. Arayangkoon dowodzi nimi, że rozumie istotę horroru, czuje grozę i umiem ją przenosić na ekran. Oczywiście, aranżując straszne momenty, reżyser nie wymyśla niczego nadzwyczajnego, więc ponownie strach wywołuje nagle pojawiająca się zjawa czy charakterystyczny „połamany” chód, ale leje się też sporo krwi a wizerunek filmowego straszydła jest stosownie makabryczny. Krótko mówiąc, mimo wtórności niektórych pomysłów, „The House” oglądany późną nocną porą może dostarczyć widzom wielu hororrowych emocji.

Niestety Arayangkoon popełnia ten sam błąd, co w przypadku „The Victim”. Podążając za duchem czasu korzysta z efektów CGI, które wypadają blado i niweczą niezłą atmosferę, którą udało się twórcom innymi scenami wykreować. Co gorsza fabularne uzasadnienie dla korzystania z dobrodziejstw techniki komputerowej wydaje się nie do końca przekonujące. Dla demonicznych postaci, które wyłażą z drewnianego słupa stojącego po środku domu - źródła zła, które zalęgło się w nawiedzonym budynku - trudno znaleźć sensowne miejsce w opowieści o mściwym duchu. Wprawdzie czarne postaci mają symbolizować zło, które nagromadziło się przez wieki w miejscu położenia domu i które zaraża, każdego kto przekroczy próg przeklętego domostwa, to sposób ich prezentacji a także próba wyjaśnienia motywów okrutnych zbrodni lekarzy wydają się naiwne i zbyt dosłowne.

Na szczęście w jeszcze jednym aspekcie „The House” sprawia lepsze wrażenie. Intira Jaroenpura w roli Chalinee jest wprawdzie równie piękna (choć może mniej seksowna) jak Pitchanart Sakakorn, aktorka grająca główną rolę w „The Victim”, lecz jest od niej aktorsko bardziej utalentowana. Intira zasłynęła występem w „Nang Nak” Nozee Nimibutra - wielkim kasowym przeboju tajlandzkich kin, umacniając swoją pozycję gwiazdy dwuczęściowym widowiskiem historycznym „Legend of King Naresuan”. Aktorka chętnie grywa też w horrorach, poza „The House”, fani azjatyckiego kina grozy mogli ja oglądać w „Unborn” i „Six”. Miejmy nadzieję, że udział w obrazie Arayangkoon nie jest ostatnią rolą aktorki w horrorze, bo jej obecność znacznie podnosi wrażenia estetyczne filmu.

Trudno jest jednoznacznie ocenić „The House”. Na tle innych tajlandzkich horrorów, których poziom - powiedzmy sobie to szczerze - nie jest za wysoki wypada bardzo przywozicie. Przyzwoicie też straszy, choć obok scen wskazujących na nietuzinkową wyobraźnię twórcy, pojawiają się sceny sztampowe. Arayangkoon ma też problemy z logicznym, prowadzeniem narracji, a scenariusz, który reżyser napisał wspólnie z Sompope Vejchapipą, przypomina chwilami szwajcarski ser. Niemniej historia w „The House”, gdyby nie kilka nielogiczności i niepotrzebnie przeciągnięty finał, jest znacznie bardziej spójna, klarowna. Krótko mówiąc - widać postępy. Dlatego może trochę na wyrost, ale poprawę docenić należy - siedem ”czaszek” dla „The House”.

Screeny

HO, HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing HO, HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing HO, HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing HO, HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing HO, HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing HO, HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing HO, HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing HO, HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing HO, HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing HO, HOUSE, THE a.k.a. Baan phii sing

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ solidna ghost story
+ kilka udanych scen grozy
+ bywa krwawy
+ atmosfera
+ fabuła
+ charakteryzacja upiora
+ Intira Jaroenpura

Minusy:

- nic nowego
- czasem bywa wtórnie
- trochę nielogiczności
- efekty CGI
- przeciągnięty finał

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -