Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen

VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen

Ofiara

ocena:6
Rok prod.:2006
Reżyser:Monthon Arayangkoon
Kraj prod.:Tajlandia
Obsada: Pitchanart Sakakorn, Apasiri Nitibhon, Penpak Sirikul, Chokchai Charoensuk, Kiradej Ketakinta
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Przekonanie, że ściany budynków są w stanie zatrzymywać energię wyzwoloną przez gwałtowne emocje, a następnie, w szczególnych okolicznościach, odtwarzać ją wiele lat po tragedii, w postaci niepokojących dźwięków, odgłosów, a nawet całych zdarzeń, rozpowszechnione jest na całym świecie. Doczekało się nawet swej naukowej nazwy - „teoria kamiennej taśmy”. Choć nigdy nie udało się jej potwierdzić w kontrolowanych warunkach laboratoryjnych, wielu badaczy zjawisk paranormalnych uważa, że to właśnie ona jest kluczem do zagadki nawiedzonych domów. W racjonalnym, sceptycznym Zachodzie cieszy się popularnością jedynie w wąskim gronie zwolenników paranormalnej natury świata. Na Wschodzie, zwłaszcza Dalekim, nie mówi się o „teorii kamiennej taśmy”, lecz o uwięzionych miedzy dwoma wymiarami istnienia duszach zmarłych, które wciąż wracają na miejsce swej tragicznej śmierci. Taki los spotyka umarłych w tajlandzkim horrorze „The Victim” Monthona Arayangkoona.

Ting jest młodą aktorką, ale dość specyficzną. Odgrywa bowiem, na prośbę policji, ofiary brutalnych przestępstw. Te swoiste inscenizacje ostatnich chwil życia odbywają się na miejscu zbrodni, w obecności licznego grona fotoreporterów. Ting jest dobra w tym co robi i wkrótce zyskuję lokalną sławę Kiedy jednak pewnego razu trafia się jej do odegrania rola porwanej a następnie bestialskiego zamordowanej Meen, byłej Miss Tajlandii, policja rezygnuje z usług Ting, twierdząc, że sprawa jest zbyt drastyczna, by rolę ofiary odgrywała „cywilna” osoba. Jednak policjantka, która miała zastąpić Ting w rekonstrukcji zbrodni byłej Miss, umiera w tajemniczych okolicznościach, na zawał serca. Bohaterka odzyskuje więc szansę na udział w inscenizacji ostatnich chwil życia Meen. Ting z pełnym zaangażowaniem podchodzi do roli: uczy się mówić, poruszać a nawet tańczyć, jak zamordowana piękność. Odwiedza też samotnie miejsce zbrodni. Im bardziej angażuje się w rolę, tym coraz więcej niepokojących rzeczy dzieje się wokół niej. W końcu staje się jasne, że została nawiedzona przez ducha Meen. Tymczasem policja aresztuje jej męża, Jaruna, który wkrótce trafia na ławę oskarżonych. Obciążające go dowody są niezbite, sprawa wydaje się zamknięta. A jednak Meen nadal ukazuje się Ting. Daje bohaterce do zrozumienia, że mordercą jest, kto inny. Dziewczyna podejmuje prywatne śledztwo, które doprowadza ją do dawnej przyjaciółki Meen, Fai...

Reżyser filmu, Monthona Arayangkoona, wsławiony reżyserią „Garudy” - pierwszego tajlandzkiego filmu zrealizowanego w technice wysokiej rozdzielczości HDTV, w jedynym z wywiadów wyjaśnił, że inspiracji do podjęcia się realizacji „The Victim” dostarczyła mu obowiązująca od kilku lat w tajlandzkiej policji nowa metoda śledcza. Metoda ta polega na inscenizacji zbrodni na miejscu jej dokonania w obecności fotoreporterów. Jak się okazuje, ma psychologiczne znacznie: wielu podejrzanych, którym z braku mocnych dowodów, nie udowodniono winy, podczas ponownego odtwarzania przebiegu zbrodni, załamuje się i przyznaje się. Co by nie powiedzieć metoda dość kontrowersyjna, ważne jednak, że skuteczna, skoro nadal jest stosowana. Arayangkoona zainteresowało co innego. Zastanawiał się, jak z odgrywaniem ról nie fikcyjnych, ale autentycznych postaci, w dodatku mordercy i ofiary, radzą sobie aktorzy? Czy nie czują z tego powodu psychicznego dyskomfortu, czy po prostu się nie boją? W Tajlandii, jak zresztą w innych krajach, Wschodu, uważa się, że zmarłe osoby nawiedzają miejsce swej śmierci. To, dlatego (co pokazane zostało tez w filmie) tam, gdzie zginał ktoś tragiczną śmiercią, znajdują się buddyjskie ołtarze, przy których pali się kadzidła, by uspokoić zbłąkane dusze.

Z tych inspiracji zrodził się pomysł na horror i na Ting, bohaterkę, która uczestniczy w rekonstrukcjach zabójstw, gwałtów i innych ciężkich przestępstw. Warto dodać, że zdjęcia do filmu powstawały w autentycznych miejscach okrutnych zbrodni. Na przykład scena, w której za plecami Ting, dostrzec można powieszoną kobietę, sfilmowana została w Bang Len, w miejscu, w którym pod koniec lat 90. doszło do masowego morderstwa. Inna scena, gdy w korytarzu Ting dostrzega dziewczynę, spomiędzy nóg, której spływa krew, rozegrała się również w Bang Lan, lecz tym razem w opuszczonym szpitalu. W szpitalu tym przeprowadzano nielegalne aborcje, a ponadto zgwałcono i zamordowano w nim siedem ciężarnych kobiet. Podobno duchy zmarłych nawiedzały szpital tak zaciekle, że trzeba było go w końcu zamknąć. Ale nawiedzenia przez nadnaturalną siłę doświadczyła również ekipa „The Victim” podczas zdjęć w tych miejscach, w których doszło do ponurych zbrodni. Czy rzeczywiście duchy pomordowanych ofiar dawały o sobie znać filmowcom, czy to tylko marketingowy chwyt? Trudno rozstrzygnąć, jedno jest pewne - mieszkańcy dalekowschodnich krajów są o wiele bardziej skłonni przypisywać pochodzenie dziwnych zjawisk przyczynie nadnaturalnej niż naturalnej.

Rozpisałem się o pozafilmowych kontekstach obrazu Arayangkoona, ponieważ pozostają one w interesujących zależnościach z fabułą „The Victim”. Niestety jej konstrukcja nie pozwala na przeprowadzenie ich analizy bez zdradzania istotnych elementów historii. Można jednak zdradzić, że w połowie trwania filmu, intryga wykonuje zaskakujące narracyjne salto, wynoszące fabułę w rejony filmowego autotematyzmu. Zabieg jest o tyle warty uwagi, że najbardziej intrygującym wątkiem „The Victim”, ze szkodą dla obrazu, zepchniętym przez dość standardową ghost story na drugi plan, są wzajemne relacje fikcji i rzeczywistości. Frapująca w tym wątku jest granica rozdzielająca zmyślenie od prawdy, która bywa często niezwykle cienka i płynna. Jeśli jednak nie potrafimy w sposób jednoznaczny wskazać co znajduje się po obu stronach: fałsz czy prawda, to może to co nazywamy prawdą nie istnieje? Może obiektywne fakty i obiektywna rzeczywistość są jedynie inną formą zmyślenia, fałszu? Interesujący jest też jeszcze jeden aspekt. Zwróćmy uwagę, że główna bohaterka, Ting odgrywa ostatnie chwile życia autentycznych osób. Tylko czy te osoby mogą być „autentyczne”, skoro film nie jest „autentyczny”? To tylko przeniesiona przez reżysera wizja scenarzysty, która zrodziła się w jego głowie. Zatarcie granic między fikcyjnym a prawdziwym dokonuje się także na poziomie postaci bohaterów, zwłaszcza Ting. Ting jest przecież aktorką - aktorzy nieustannie udają kogoś innego, choć przecież nie przestają byś sobą. Żeby jeszcze skomplikować tę sytuację duch Meen opętuje Ting. Kim więc jest Ting? Ting -sobą, Ting- aktorką, Ting- ofiarami morderstw? Ting- Meen? A to jeszcze nie koniec „ról”, które przyjdzie odegrać bohaterce filmu. W „The Victim” pojawia się też wiele scen sennych koszmarów. W jednej scenie bohaterka budzi się z takiego koszmaru, by po chwili zorientować się, że wciąż śni. Kwestionowanie filmowej rzeczywistości przez zacieranie granic między snem a jawą, między fikcją a „prawdą”, między wymiarem ziemskim a nadnaturalnym staje się doskonałym pretekstem do snucia rozważania na temat względności ludzkiego poznania i ludzkiej tożsamości. Szkoda tylko, że nie stały się one dla reżysera priorytetem.

Tym zdaje się była ambicja dorównania pod względem ilości „strasznych scen” i oraz potencjału grozy słynnemu „The Shutter”, z którego zresztą Arayangkoon czerpie kilka pomysłów, podobnie jak z „Klątwy Ju-on” i „Ringu” i całego nurtu asian ghost story. Nie we wtórności tkwi przyczyna, że swojej ambicji nie udało się reżyserowi zrealizować. Arayangkoon popełnił bowiem trzy poważne błędy, które sprawiły, że jego dzieło trudno uznać za w pełni zadawalające. Przede wszystkim umiar w mnożeniu efektów grozy, które, zwłaszcza w pierwszej połowie filmu, obecne są niemal w co drugiej scenie, wyszedłby obrazowi znacznie bardziej na zdrowie. Oczywiście, prawdopodobieństwo, że jedną kulą z pistoletu trafimy w cel jest mniejsza niż, gdy strzelamy do niego z karabinu maszynowego. Toteż z całej masy scen grozy, kilka z nich się całkiem nieźle się udaje. Niestety w drugiej części „The Victim”, gdy reżyser z większą starannością i dbałością o atmosferę przygotowuje chwile strachu, ucieka się do kiepskich efektów CGI, co całkowicie psuje grozę. Trzeci błąd polegała na tym, że źle rozplanował sceny, w których dzieje się coś strasznego. Ma się wrażenie, że tak naprawdę w ogóle ich nie planował, tylko upychał do fabuły jak leci. Skutek jest taki, że po pewnym czasie sceny grozy zaczynają nużyć, choć zaletą jest, że dzieje się dużo. No i Arayangkoon nie powtarza się w swoich i pożyczonych pomysłach na wywoływanie horrorowych wrażeń w widzu. Inna sprawa, że osiąga swój zamiar, jak przypuszczam, chyba tylko w stosunku do odbiorcy słabo obeznanego z azjatyckimi ghost story.

Za to niezmiennie mocnym punktem tajlandzkich filmów grozy są piękne aktorki - zawsze to jakiś ekwiwalent letnich emocji. W „The Victim” ten element filmu również nie zawodzi - Pitchantra Sakakorn w roli Ting jest niezwykle urodziwą aktorką. Co więcej według tajlandzkiej edycji magazynu dla panów FHM uznana została za najseksowniejszą Tajlandkę w 2006 r.. Może jest w tym nieco lokalnego patriotyzmu, ale na Pitchantrę zwaną May naprawdę jest przyjemnie popatrzeć. W dodatku nie jest ona pozbawiona aktorskiego talentu, więc jej bohaterka pozyskuję naszą sympatię bez kłopotu. Niestety nawet, gdy w obsadzie znalazły się uczestniczki konkursu Miss World, braku inwencji i autentycznie przerażających scen fanom grozy to nie zrekompensuje.

Screeny

HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen HO, VICTIM, THE a.k.a. Phii khon pen

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ sprawna realizacja
+ dużo się dzieje
+ kilka niezłych scen grozy
+ próba odświeżenia konwencji
- piękna Pitchanart Sakakorn + rozważania na temat względności ludzkiego poznania i ludzkiej tożsamości

Minusy:

-...ale na dalekim planie
- mnogość scen grozy, która nie przechodzi w jakość
- wtórność
- kiepskie efekty
- raczej słabo straszy
- momentami chaotyczny

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -