Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE

I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE

Napluję Na Twego Trupa i Naszczam Na Twój Grób

ocena:3
Rok prod.:2001
Reżyser:Eric Stanze
Kraj prod.:USA
Obsada:Emily Haack, Scot Spookytooth, Shaun Snow, John Specht
Autor recenzji:GrzEGOrz
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:6
Głosów:1
Inne oceny redakcji:
Majster - 7

Cyfrowa rewolucja sprawiła, że teraz każdy, kto ma świetny (w jego mniemaniu) pomysł, może chwycić za kamerę i tanim kosztem nakręcić całkiem przyzwoicie wyglądający film. Wydaje się, że to świetna odtrutka na zalew hollywodzkiej tandety - kolejne miałkie opowiastki o wyrzynanych nastolatkach. Jednak rzeczywistość dość znacząco odbiega od tej wyidealizowanej wizji. W większości przypadków powstające niskobudżetowe "dzieła", to straszliwie nudne, pretensjonalne, sztampowe, epatujące jedynie seksem i przemocą produkcje. Dlatego z zaciekawieniem podchodziłem do "I Spit On Your Corpse..." Erica Stanze. Wyczytałem w kilku miejscach, że to twórca niekonwencjonalny, utalentowany, zdolny itd. Ba! niektórzy określają go mianem reżysera kultowego (i tu już powinienem zacząć coś podejrzewać - filmy raptem sprzed kilku lat miałyby być już kultowe???)

Młodej kobiecie podczas podróży jakąś podrzędną drogą psuje się samochód. Dzwoni więc do swego przyjaciela, aby jej pomógł. Scenie tej przygląda się z ukrycia tajemniczy mężczyzna, który po chwili wahania atakuje. Dziewczynie nie udaje się uciec i gwałciciel w okrutny sposób ją morduje. Następnie widzimy młodą kobietę - Sandy, która opowiada o wydarzeniach z prologu. Morderstwa dokonał Chris, brat jej chłopaka - Kevina. Podczas próby ujęcia mordercy policja wpakowała nieco ołowiu w Chrisa, który jak się dowiadujemy z opowieści Sandy zawsze był "świrem i żył na granicy szaleństwa". Jego brata skazano za współudział, gdyż pomagał ukryć ciało. Dostał dwadzieścia lat. Po pewnym czasie udało mu się uciec i postanowił odszukać swoją byłą dziewczynę. Sprowadza Sandy do domu, gdzie po przełamaniu początkowej nieufności lądują w łóżku. Kevin ma dla swojej dawnej miłości niespodziankę. W piwnicy tymczasowego schronienia znajdują się trzej skuci i odurzeni mężczyźni. Z każdym z nich Sandy ma coś wspólnego. Cała czwórka przyczyniła się do tego, że Kevin wylądował w więzieniu. Dlatego powinni zginąć. Sandy zupełnie inaczej widzi całą sytuację. Podczas próby ucieczki zabija swego prześladowcę, ale wcale nie ma zamiaru uwolnić uprowadzonych mężczyzn. Okazuje się, że każdy z nich kiedyś ją molestował seksualnie. Teraz postanawia wykorzystać okazję i zemścić się...

Być może przygodę z Ericiem Stanze trzeba było zacząć od jego wcześniejszych filmów, które są podobno całkiem niezłe. Taka była moja pierwsza myśl po jakichś 15 minutach projekcji. Potem było już tylko gorzej z kilkoma jaśniejszymi momentami. Przede wszystkim ten film jest straszliwie głupi. Dziury w tym czymś co udawało scenariusz są wielkie jak beznadziejność gry aktorskiej. A ta jest doprawdy straszliwa. Te manekiny, które występują na ekranie sprawiają, że chce się wyć. Przy nich nastolatki z amerykańskich slasherów zasługują na Oscara. Wyrażanie emocji mimiką, modulacją głosu, ciałem? Nie w tym filmie. Postacie są tak papierowe, że aż przezroczyste. Jeśli te pokrzykiwania mają imitować złość lub zdecydowanie bohaterów, to ja chyba posługuję się innym słownikiem i "złość" znaczy tam zupełnie co innego. Dialogi w tym filmie są tak drewniane, że można by z nich wystrugać Pinokia. Do tego dochodzi jeszcze przeraźliwa nuda wiejąca z ekranu. Stanze rozdyma swój filmik kręcąc długie ujęcia cmentarza, kościoła, podziemnej krypty - nie wiadomo po co i dlaczego, bo nie mają żadnego związku z fabułą. Miało to jak się zdaje dodawać głębi obrazowi, ale tylko nuży. W plenerach kamera drga i obraz jest rozlatany, we wnętrzach ujęcia kręcone są z jednego miejsca, są długie i kompletnie nic się w nich nie dzieje. Momentami Stanze bawi się filtrami, kolorem, ale to wszystko wygląda jak nieudolne wprawki na zajęcia w szkole reżyserskiej. Od strony realizacyjnej ten film jest jedną wielką klapą.

Jest jednak kilka momentów, które choć w niewielkim stopniu rekompensują żałosny poziom realizacyjny. Kiedy Sandy znęca się nad swoimi ofiarami, widz ma możliwość zobaczenia naprawdę nieprzyjemnych scen. Jeden z mężczyzn zmuszony zostaje do zjedzenia własnych odchodów. Scena nie ma może takiej mocy jak w "Salo" Passoliniego, ale jest naprawdę obrzydliwa. Ostatni oprawca zostaje zgwałcony analnie kijem od szczotki - tego również zbyt często się w filmach nie widuje. Dla miłośników nagości również jest kilka atrakcji, m. in. pornograficzna scena, kiedy Sandy masturbuje się wspomnianym kijem (na szczęście przed tym, zanim zgwałci swoją ofiarę). Szkoda tylko, że aktorka ją grająca nie grzeszy urodą (a to w horrorze jest zawsze poważnym minusem).

Oglądając ten film nie mogłem się powstrzymać od ciągłego myślenia, dlaczego reżyser wyraźnie nawiązuje tytułem filmu do znanego "I Spit On Your Grave" Meira Zarchiego. Ale film z '78 roku oprócz tego, że szokował to był jeszcze bardzo sprawnie zrealizowany, nieźle zagrany, miał sensowną fabułę i zjawiskową Camille Keaton w roli głównej. Już sam tytuł mówi wiele o filmie Stanze - jest wtórny, wulgarny, kompletnie bez polotu. Sandy mówi w pewnym momencie, że jest córką kobiety, która została zgwałcona i zemściła się na swoich oprawcach - Jennifer z oryginału? Trzeba mieć naprawdę wiele tupetu, żeby kręcić taki osobliwy remake. Gdyby nie kilka dość obrzydliwych scen, w tym filmie nie byłoby nic ciekawego.

Screeny

HO, I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE HO, I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE HO, I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE HO, I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE HO, I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE HO, I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE HO, I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE HO, I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE HO, I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE HO, I SPIT ON YOUR CORPSE, I PISS ON YOUR GRAVE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ kilka nieprzyjemnych scen

Minusy:

- nuda
- nieuzasadnione powoływanie się na film Zarchiego
- koszmarna gra aktorska

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -