Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:STRANGERS, THE

STRANGERS, THE

Nieznajomi

ocena:7
Rok prod.:2008
Reżyser:Bryan Bertino
Kraj prod.:USA
Obsada:Liv Tyler, Scott Speedman, Gemma Ward, Glenn Howerton, Kip Weeks, Laura Margolis
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6.56
Głosów:18
Inne oceny redakcji:

Oglądając telewizyjne serwisy informacyjne czy przeglądając prasowe dzienniki, co i rusz znajdujemy informacje o zbrodniach, których dokonali nie jacyś zwyrodnialcy, lecz ludzie, o których ich najbliżsi mieli jak najlepsze zdanie. Nagle wszyscy dokoła zszokowani patrzą w obiektyw kamery i zastanawiają się, jak mogło do tego dojść. Specjaliści w programach telewizyjnych roztrząsają okoliczności zbrodni, by dociec jej motywów i skonstruować portret psychologiczny mordercy. Najczęściej jednak analiza taka okazuje się tylko i wyłącznie szumem medialnym, bowiem część brutalnych mordów ma bardzo banalne motywy, np. zazdrość albo pieniądze, inne znowu dokonane są przez ludzi o tak pokręconej i zdegenerowanej psychice, że ich motywacji zgłębić często się po prostu nie da. Są jeszcze przypadki, w których zbrodniarze nie zostają wykryci. W każdym kraju istnieją wydziały przy organach ścigania, które w swoich archiwach posiadają dokumentację takich właśnie zbrodni.

Podobny los spotkał Kristen McKay i Jamesa Hoyta, młodych ludzi, którzy na skutek osobistych nieporozumień zrezygnowali z części przyjęcia weselnego swoich przyjaciół. Poznajemy ich, kiedy pełni emocji wracają do posiadłości ojca Jamesa. Tam próbują rozmawiać, zwłaszcza mężczyzna chce wiedzieć, dlaczego kochająca go bardzo Kristen odrzuciła jego propozycję małżeństwa. Nie uzyskując żadnej odpowiedzi, bohater postanawia odjechać choć na trochę, by w samotności przemyśleć wszystkie wydarzenia z ostatnich kilku godzin. Kobieta, zostając sama w domu również próbuje się uspokoić, wyciszyć kłębiące się w niej złe emocje. To jednak nie zostaje jej dane. Ktoś bowiem postanowił wtargnąć do domu i sprawić, by strach wręcz pozbawił ją zmysłów. Kiedy po jakimś czasie młody Hoyt wraca z przejażdżki do przerażonej dziewczyny, napastnicy przestają kryć się ze swoimi zamiarami i z całą bezwzględnością próbują zgładzić bohaterów.

Przyznam się, że w pierwszych minutach seansu debiut reżyserski Bryana Bertino wzbudził moje duże zainteresowanie. Poznajemy bowiem parę głównych bohaterów tkwiących w jakimś nieznanym dla nas konflikcie. Jest to więc poniekąd złamanie konwencji, bowiem w tego typu filmach grupa ludzi, najczęściej rodzina, to osoby zżyte ze sobą, przyjaźniące się, często nawet darzące się bezgraniczną miłością. Sytuacja ekstremalna więc w takich przypadkach bywa testem sprawdzającym owe uczucia i więzi. Bardzo ciekawie, zagadkowo, a nawet z lekka absurdalnie zaczyna się koszmar niedoszłych małżonków, kiedy o czwartej rano nieznajoma dziewczyna pyta bohaterów, czy u nich w domu nie ma Tamary. Nie wiemy kim są napastnicy. Prawie nie odzywają się do Kristen i Jamesa, a ich twarze zakryte są maskami. Kiedy w finale zdejmują je, by pokazać się bohaterom, my nadal nie wiemy z kim mamy do czynienia. Bez wątpienia są okrutni, bezwzględni i konsekwentni w działaniu. W najciekawszym fragmencie filmu, zapytani przez młodych bohaterów, dlaczego właśnie ich wybrali na swoje ofiary, napastnicy odpowiadają, iż dlatego, że byli właśnie w domu. Nie napadli więc ich z jakiegoś konkretnego powodu, zdecydował o tym przypadek. Tym samym bardzo znacząca wydaje się pierwsza scena filmu, w której widzimy mijane z wolna domy na jednej z amerykańskich ulic. Ofiarą mógł więc paść każdy, kto akurat miał to nieszczęście znaleźć się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. W sumie żadna to nowość, bo istota ludzka niezliczoną ilość razy już udowadniała, iż przemoc jest dla niej chlebem powszednim. Czasami szła z nią w parze jakaś motywacja, często była jednak ona tylko pretekstem do siania terroru.

Kiedy mija pierwsze zauroczenie filmem, jego klimatem, bardzo dobrymi zdjęciami Petera Sovy, znakomicie wykreowanym drugim planem oraz muzyką tomandandy, coraz natrętniejszą staje się myśl, że wszystko to, co próbuje nam powiedzieć Bertino w swoim filmie widzieliśmy już i to w wydaniu o wiele bardzie przerażającym. Przede wszystkim mam tu na myśli pod każdym względem genialny „Funny Games” Michaela Haneke. U Austriaka również mamy do czynienia z sytuacją, kiedy niewyróżniająca się niczym szczególnym rodzina nagle zostaje poddana gigantycznej presji fizycznych i psychicznych tortur przez dwóch nieznanych im młodych mężczyzn. Ich brutalna zabawa paraliżuje nie tylko przypadkowo wybraną do niej rodzinę (jak w „Nieznajomych”), ale przede wszystkim widza, który przez skierowane do niego słowa napastników zostaje wciągnięty do nasyconej przemocą gry.

Innymi filmami, które w znaczący sposób naśladuje debiut reżyserski Bryana Bertino to znakomite francuskie horrory „Ils” Davida Moreau i Xaviera Palud oraz „Inside” Alexandre’a Bustillo i Juliena Maury. W pierwszym para młodych ludzi mieszkająca na odludziu musi stawić czoło nieznanemu przeciwnikowi, który w pogrążonym w ciemności domu zaczyna polowanie na życie bohaterów. Odcięta od świata, zamknięta w czterech ścianach swojego domostwa, które staje się pułapką jest również Sarah, bohaterka „Inside”. Kobieta zostaje zmuszona do stoczenia piekielnie trudnej walki z napastnikiem. Bronić bowiem musi nie tylko siebie, lecz także życia dziecko, którego nosi w łonie.

Podobnych filmów do „The Strangers” fan kina mógłby wyliczyć jeszcze kilka, jak nie kilkanaście (np. „Vacancy” Nimróda Antala). Bryan Bertino nie odkrył więc Ameryki, chociaż spod jego ręki wyszedł niewątpliwie film sprawny pod względem warsztatowym. Jeśli jednak mielibyśmy porównywać go z innymi, choćby w kontekście umiejętnego dawkowania napięcia albo atmosfery wpływającej na emocje odbiorcy, wszystkie wyżej wymienione przeze mnie filmy biją „Nieznajomych” na głowę. Gdzieś bowiem w połowie filmu, widząc po raz kolejny jak napastnicy zjawiają się i znikają, kiedy chcą w salonach rezydencji Hoytów, można odnieść wrażenie, że bohaterowie zostali skazani na niepowodzenie nie przez działania agresorów, lecz przez widzimisię scenarzystów. A to powoduje, iż zamiast wiary w prawdopodobieństwo świata przedstawionego „The Strangers” stale utwierdzamy się w przekonaniu, iż ciągle obcujemy tylko i wyłącznie z w miarę przyzwoitym dreszczowcem. W przeciwieństwie do Michaela Haneke nie udało się Bryanowi Bertino zniwelować dystansu odbiorcy do wydarzeń widzianych na ekranie. Pomimo tego, iż reżyser „Funny Games” co i rusz przekonywał odbiorców, że mają do czynienia wyłącznie z fikcją filmową, i tak potrafił widza wręcz wgnieść w fotel wiarygodnością przedstawionych na ekranie wydarzeń. Na pewno nie udało się to Bertino, choć już we wstępie próbował wywołać zainteresowanie wskazując, iż film „The Strangers” powstał w oparciu o autentyczne wydarzenia.

Screeny

HO, STRANGERS, THE HO, STRANGERS, THE HO, STRANGERS, THE HO, STRANGERS, THE HO, STRANGERS, THE HO, STRANGERS, THE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ znakomite kino od strony warsztatowej,
+ zdjęcia Petera Sovy,
+ muzyka,
+ kompozycja drugiego planu,
+ intrygujący początek filmu.

Minusy:

- prawie nadnaturalne zdolności agresorów,
- jasne od początku założenie, iż ofiary nie mają szans na wyjście cało z opresji,
- sprawnie zrealizowana, ale jednak kalka wielu innych filmów grozy.

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Ciekawostki:

Zobacz ciekawostki do filmu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -