Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:KOLOBOS

KOLOBOS

Kolobos

ocena:6
Rok prod.:1999
Reżyser:David Todd Ocvirk/ Daniel Liatowitsch
Kraj prod.:USA
Obsada:Amy Weber, Donny Terranova, Promise LaMarco, Nichole Pelerine, Linnea Quigley, Ilia Volokh,
Autor recenzji:Katarzyna Sawicka
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:7
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

„Artysta poszukuje pięciu osób o otwartych umysłach do udziału w nowatorskim, eksperymentalnym filmie. Uczestnikom oferuje się darmowy pobyt w kompletnie wyposażonym domu w okolicy góry Olimp. Jeśli masz ochotę śmiać się, płakać, kochać, nienawidzić, nawiązać przyjaźń i otworzyć się przed kamerą, poszukuję właśnie ciebie.”
/ cytat z filmu/

Brutalnie okaleczona Kyra (Amy Weber) zostaje znaleziona nocą na ulicy. Tuż przed utratą przytomności wyszeptuje tylko jedno słowo - „kolobos”. Dziewczyna trafia do szpitala, ale jest w tak ogromnym szoku, że nie potrafi opowiedzieć o tym, co ją spotkało. Myślami cofa się do makabrycznych wydarzeń sprzed kilkunastu godzin.

Kyra jest jedną z kilku młodych osób, które odpowiadają na kuszące ogłoszenie w gazecie i zostają zaproszone do udziału w eksperymentalnym projekcie. Projekt ten obejmuje pobyt w odizolowanym domu, obserwowanym 24 godziny na dobę przez kamery. Oprócz Kyry, wrażliwej artystki-amatorki borykającej się z problemami psychicznymi, do domostwa trafiają też: infantylna pracownica fast-foodu Tina (Promise LaMarco), aktorka horrorów klasy „Z” Erica (Nichole Pelerine), napalony komik-nieudacznik Tom (Donny Terranova) i przystojny student filmówki z artystycznymi aspiracjami Gary (John Fairlie). Na początku wszyscy dobrze się bawią. Wkrótce jednak okazuje się, że dom naszpikowany jest nie tylko kamerami, ale i zabójczymi pułapkami, a okna i drzwi zapieczętowano metalowymi pokrywami. Dodatkowo, zaczyna grasować w nim morderca, stosujący różnorakie brutalne metody eliminacji uczestników projektu. Młodzi ludzie podejmują walkę o życie, a okoliczności stają się coraz bardziej pogmatwane i surrealistyczne.

Brzmi znajomo? Nic dziwnego. Kilkoro nieznajomych zaproszonych do udziału w eksperymencie odbywającym się w, jak się później okazuje, niebezpiecznym dla nich domu, to motyw, który pojawił się już w wielu filmach powstałych przed „Kolobosem”, chociażby w takich klasykach jak „Dom na przeklętym wzgórzu” (1959) czy „Nawiedzony dom” (1963). Dodatkowo, z „Nawiedzonym domem” łączy „Kolobosa” niestabilna mentalnie główna postać, która doświadcza więcej niż pozostali bohaterowie, nawiązuje – w swym mniemaniu – kontakt ze źródłem zagrożenia, jest w pewien sposób wybrana. W przypadku obu filmów widz pozostawiony jest z podobnymi wątpliwościami, nie wiedząc, czy zdarzenia mają miejsce naprawdę, czy są jedynie kreacją chorego umysłu. Do znanego z klasyki motywu, twórcy „Kolobosa” dodali element świata współczesnego, zaczerpnięty z programów reality show w stylu „The Real World”, czyli wszędobylskie kamery. Warto zauważyć, iż „Kolobos” to jeden z pierwszych horrorów, których akcja toczy się w naszpikowanym kamerami domu. Choć oczywiście „zadania” stawiane przed bohaterami obrazu Liatowitscha i Ocvirka są o wiele bardziej urozmaicone i emocjonujące niż te z programów w stylu „Wielkiego Brata”, a główną wygraną jest po prostu życie.

Aluzji i inspiracji jest w „Kolobosie” jednak znacznie więcej. Już sam motyw muzyczny otwierający film jest klonem ścieżki Goblina do „Suspirii” Argento. Nawet niektóre morderstwa wyglądają znajomo, np. roztrzaskiwanie zębów jednej z ofiar przywodzi na myśl „Głęboką czerwień” włoskiego mistrza. Warto tutaj wspomnieć, iż same zbrodnie są przedstawione z dużą drobiazgowością, uderzają dosłownością i okrucieństwem. Nie brakuje również krwawych scen skomponowanych stylowo i klimatycznie – uwagę zwraca wbijanie jednej z bohaterek na przytwierdzone do ściany rogi.

Wracając do aluzji i zapożyczeń, sam pomysł z opieczętowanym z zewnątrz domem pełnym pułapek został wcześniej wykorzystany w „Cube”. Może to już nadinterpretacja, ale powieszone na ścianach jednego z pomieszczeń wypchane zwierzęta kojarzą się z wypchanymi ptakami z „Psychozy”. Walczący o życie bohaterowie porównują dom do „cholernego lunaparku” („Lunapark” Hoopera?), a w pewnej chwili zdają sobie sprawę, że zapowiadający się ciekawie artystyczny projekt jest „jak film snuff”. Oprócz tego w roli drugoplanowej pojawia „królowa krzyku” Linnea Quigley, która w horrorze „Cicha noc, krwawa noc” ginie… nadziana na rogi trofeum myśliwskiego.

Gatunkowo, „Kolobosowi” najbliżej chyba do slashera – jest i morderca-psychopata efektownie eliminujący młodych, odizolowanych od świata ludzi, i jedyna ocalała „final girl”. W tym kontekście, „Kolobos” jest poniekąd filmem samo-referencyjnym. Podjęto tu bowiem nieco żartobliwą dyskusję właśnie odnośnie slasherów. Punktem wyjścia jest film w filmie; bohaterowie zostają uraczeni przez Ericę, aktorkę tanich horrorów, możliwością zapoznania się z produkcjami z jej udziałem. Na seans składają się kolejne części szmirowatej serii „The Slaughterhouse Factor”, wyraźnie inspirowanej „Piątkiem 13-ego”. Padają opinie charakterystyczne dla przeciwników slasherów czy horrorów w ogóle: „Nie grałaś w żadnych prawdziwych filmach?” albo „Wszystkie te filmy są takie same.” Pojawiają się też zabawne komentarze entuzjastów; Erica broni serii wskazując na jej oryginalność – mordercą jest kobieta, w przeciwieństwie do większości przedstawicieli gatunku, w których postaci kobiece są głównie krzyczącymi ofiarami. Student filmówki, Gary, dokonuje natomiast niezwykle poważnej analizy potwornie kiepskiego filmu i odpiera kontrataki słowami „Nie doceniasz artystycznych walorów kina”. Jak na ironię, już niedługo Erica sama stanie się krzyczącą kobietą-ofiarą, która szukając ucieczki z domu nieroztropnie odwiedzi wraz z pozostałymi postaciami miejsca, których „znawcy” horrorów powinni unikać za wszelką cenę, mianowicie piwnicę i strych.

Do elementów charakterystycznych dla slashera, twórcy filmu dołożyli jednak pewną dozę surrealizmu, dziwaczności, dodając tym samym nutę oryginalności do pełnego zapożyczeń obrazu. Atmosfera nierealności – wspomagana zabawą barwami i światłem – kreowana jest wokół tytułowego terminu „kolobos” – z greckiego „okaleczony”. Kyra, która podejrzewana jest o tendencje właśnie do samookaleczania, od początku pobytu w domu doświadcza niepokojących wizji. Pierwsza z nich to pojawiający się w telewizorze mężczyzna z pociętą twarzą, który szepcząc słowo „kolobos” podrzyna sobie gardło. Wraz z rozwojem akcji, rośnie liczba incydentów dziwnych, niejednoznacznych; nie wiadomo, co dzieje się w rzeczywistości, a co jest wytworem chorej imaginacji bohaterki. Film staje się coraz bardziej intensywny i pogmatwany. Aż do samego, dość kontrowersyjnego końca. Kontrowersyjnego, ponieważ niektórym widzom może się on wydać niezrozumiały. I choć epilog delikatnie sugeruje, co wydarzyło się tak naprawdę, to ze wskazaną opcją wiążą się dodatkowe wątpliwości i niejasności.

Ponadto, pomysł z „kolobosem” miał, zdaje się, nadać filmowi głębi, ale chyba nie do końca się to udało. Pod koniec obrazu zostaje – rzekomo – wyjaśniona przyczyna morderstw. Padają hasła uwalniania z powłok, odkrywania prawdziwej natury człowieka, przywracania prawdziwej formy. Wszystko z (auto)agresją w tle. Co więcej, pojawia się wątek związany z mitologią! Przytoczona zostaje opowieść o Zeusie przedzielającym pierwsze ludzkie istoty na pół, a tym samym skazującym je na poszukiwanie utraconej części. Dom usytuowany jest w pobliżu góry Olimp, „kolobos” jest słowem greckim. Zapewne, miała się kryć za tym wszystkim jakaś druga, ambitna warstwa. Jednak cały zamysł jest zbyt niejasny – poświęcono mu za mało czasu i okraszono zbyt wieloma dodatkowymi elementami, aby stał się wyrazisty i sensowny.

Chociaż „Kolobos” powiela znajome motywy i zawiera sporo aluzji do innych obrazów grozy, nie sposób odmówić mu oryginalności. Poza tym, mimo, że może wydać się przeładowany pomysłami i ambicjami, a przez to chaotyczny czy niespójny, jest niewątpliwie filmem wciągającym i na swój sposób intrygującym.

Screeny

HO, KOLOBOS HO, KOLOBOS HO, KOLOBOS HO, KOLOBOS HO, KOLOBOS HO, KOLOBOS HO, KOLOBOS HO, KOLOBOS HO, KOLOBOS HO, KOLOBOS

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ wartkie tempo akcji
+ spora dawka dziwaczności i surrealizmu
+ liczne, sprawnie zrealizowane sceny gore
+ można pobawić się w wyłapywanie odniesień do innych filmów grozy…

Minusy:

-…z drugiej strony, odniesienia i zapożyczenia przekładają się rzecz jasna na częściową wtórność filmu, a momentami są zbyt nachalne – jak motyw muzyczny w początkowych scenach żywcem skopiowany z „Suspirii”
- końcówka może wydać się niezrozumiała
- zdaje się przeładowany pomysłami i nie do końca zrealizowanymi ambicjami

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -