Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:COLD PREY a.k.a Fritt vilt

COLD PREY a.k.a Fritt vilt

Hotel zła

ocena:7
Rok prod.:2006
Reżyser:Roar Uthaug
Kraj prod.:Norwegia
Obsada:Ingrid Bolsø Berdal, Rolf Kristian Larsen, Tomas Alf Larsen, Endre Martin Midtstigen, Victoria Winge
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:6
Głosów:9
Inne oceny redakcji:

Okazuje się, że przyzwoite kino grozy można zrobić nie tylko w krajach anglosaskich, w których gatunek zwany horrorem ma swoje źródła, lecz także w tam, gdzie dotąd z różnych przyczyn tego typu dzieła tworzone były sporadycznie. Mam tu na myśli Norwegię, z której w przeciągu kilu lat otrzymaliśmy trzy stojące na dość wysokim poziomie dzieła mieszczące się w konwencji kina grozy. Na początku tego roku światło dzienne ujrzał świetny „Rovdyr” Patrika Syversena, emocjonujący survival inspirowany m. in. „Teksańską masakrą piłą mechaniczną”. W 2003 roku spod ręki norweskiego reżysera Pål Øie wyszedł film „Villmark” rozgrywający się w trudnodostępnych, wzbudzających grozę skandynawskich lasach. Wreszcie w 2006 roku miał swoją premierę najsłynniejszy skandynawski horror, „Fritt vilt” w reżyserii Roara Uthauga.

Wszystkie trzy filmy są w znacznym stopniu do siebie podobne. Ich pokrewieństwo wynika przede wszystkim z mniej lub bardziej twórczego naśladownictwa wzorca, jaki w konwencji grozy wypracowali Amerykanie. Schemat fabularny skandynawskich dreszczowców osadza się bowiem na wyprawie grupy świetnie znających się młodych ludzi do zapomnianego przez cywilizację miejsca. Tam oczywiście czeka już na nich prawdziwy siepacz, który zrobi wszystko, by w spektakularny, pełen okrucieństwa sposób wybić całą młodzieżową ekspedycję. Filmy te są doskonale zrobione zarówno od strony formalnej jak i technicznej. Już po kilku minutach seansu widać, że reżyserowie i scenarzyści nie tylko w pocie czoła obejrzeli wszystkie znaczące amerykańskie survivale, lecz także wyciągnęli bardzo trafne wnioski dotyczące ich konstrukcji fabularnej. Ambicją norweskich twórców nie stało się stworzenie czegoś nowego, odkrywającego nowe horyzonty w kinie grozy, lecz „przeflancowanie” amerykańskich schematów w skandynawskie realia.

Najlepiej udało się to chyba Roarowi Uthaugowi, autorowi filmu „Fritt vilt”, dla którego źródłem inspiracji były nie tylko pochodzące ze Stanów Zjednoczonych survivale, lecz także „The Thing” Johna Carpentera oraz nieśmiertelne „Lśnienie” Stanleya Kubricka. Początek to bowiem piękne ujęcie z lotu ptaka drogi ciągnącej się wśród śnieżnych pustkowi, po której w niewiadomym celu zmierza samochód. Dopiero po chwili poznajemy jego pasażerów, piątkę młodych ludzi, którzy postanowili wyrwać się w weekend na snowbordowe szaleństwo. Nie pojechali jednak na ogólnodostępne stoki, przeznaczone raczej dla amatorów, lecz w partie górskie, na których nie zbudowano wyciągów ani nartostrad. Ich wspólna, mozolna wspinaczka jest dla widza okazją do zachwytów nad dynamicznie sfotografowanymi, urzekającymi wręcz swym pięknem, dostojeństwem lecz także surowością skandynawskimi pasmami górskimi pokrytymi śniegiem. Jak się później okaże, podobnie jak w „Rovdyr” oraz „Villmark”, również we „Fritt vilt” przyroda pełni rolę nie tylko zniewalającego tła dla filmowych wydarzeń, lecz także stanowi jedno z elementarnych zagrożeń, na które człowiek cały czas musi mieć baczenie.

Podczas naładowanego prędkością i adrenaliną snowbordowego zjazdu jeden z bohaterów łamie nogę. Pozostała czwórka solidarnie, bez żadnych wyrzutów, postanawia pomóc swojemu koledze. Wiozą go do hotelu położonego na jednej z górskich przełęczy. Po przybyciu na miejsce nasi bohaterowie szybko się jednak orientują, iż hotel jest opuszczonym budynkiem, w którym przestano przyjmować gości jeszcze w latach siedemdziesiątych. Cisza, spokój i bezpieczeństwo szybko jednak okazują się tylko iluzją. Kiedy na zewnątrz zaczyna szaleć śnieżna zamieć, niezamieszkany hotel odkrywa przez piątką młodych ludzi swoją mrożącą krew w żyłach tajemnicę.

Jak widać z powyższego streszczenia „Fritt vilt” nie należy do dzieł szczególnie oryginalnych. Hollywoodzkie wpływy są w nim aż nadto widocznie. Nie w tym jednak rzecz, bowiem horror to przede wszystkim sztuka sprawnego rzemiosła, które bazuje na fundamencie sprawdzonych reguł i konwencji. Spółka Uthaug & Moldestad (reżyser i scenarzysta) udowodniła w swoim filmie, że reguły rządzące poetyką grozy poznała perfekcyjne. Twórcy bowiem zrobili film bardzo atrakcyjny i trzymający w napięciu do ostatnich sekund. W przeciwieństwie do ich amerykańskich kolegów po fachu przygotowali solidny scenariusz z wiarygodnymi bohaterami, którzy funkcjonują nie tylko jako mięso do zmasakrowania. We „Fritt vilt” dzięki znakomicie dobranym aktorom grane przez nich postacie stały się pełnowymiarowymi osobowościami, co znowu sprawiło, iż my, jako odbiorcy, mimowolnie zaczynamy przejmować się ich losem. Bohaterowie, pomimo swojej młodości, nie zachowują się jak ich średnio rozgarnięci rówieśnicy zza oceanu. Bawią się, szukają w życiu przede wszystkim przyjemności, lecz także potrafią już ze sobą dojrzale rozmawiać, a co najważniejsze pamiętają o takich wartościach jak odpowiedzialność i bezinteresowność.

Norwegom bez wątpienia udało się to, co choćby wspomnianemu wyżej Kubrickowi w „Lśnieniu”, czyli wykreowanie klimatu osaczenia i całkowitej izolacji od świata zewnętrznego. Przerażeni bohaterowie dość szybko orientują się, iż hotel i jego opanowane przez burzę śnieżną najbliższe okolice staną się areną, na której będą musieli stoczyć walkę ze wzbudzającym w nich paniczny strach monstrum. Mają świadomość również, iż w starciu tym zdani będą tylko i wyłącznie na siebie. Tym samym istniejąca gdzieś za górami cywilizacja przestaje być dla nich jakąkolwiek perspektywą, a dojmująca samotność i rozpacz staną się ich nieodłącznymi towarzyszami.

Ostatnim elementem filmowego obrazu Roara Uthauga, na który warto zwrócić uwagę, jest wpływ natury na poczynania bohaterów „Fritt vilt”. Podobnie jak w dwóch wyżej wymienionych przeze mnie skandynawskich produkcjach grozy odgrywa ona niebagatelną rolę. Z jednej strony urzeka swym pięknem, hipnotyzuje dzikością i dziewiczą czystością w świecie opanowanym przez niosący z sobą ekologiczne zagrożenia cywilizacyjny postęp. Potrafi wzbudzić zachwyt i szacunek dla swej wyjątkowości. Z drugiej strony zaś w jeden chwili potrafi przemienić się w śmiertelnego wroga, w obliczu którego uzbrojony nawet w najdoskonalsze elektroniczne gadżety człowiek staje się nic nieznaczącą drobinką wobec jej niszczycielskiej siły. Czarująca doskonałym wręcz pięknem przyroda staje się dla istoty ludzkiej bezwzględną bestią za nic mającą jej pretensje do bycia panem świata.

Nie mam wątpliwości, iż widza, który poszukuje w horrorze przede wszystkim solidności i profesjonalizmu norweski „Fritt vilt” Roara Uthauga usatysfakcjonuje na pewno. Nie ma w tym filmie za grosz oryginalności, ale jego twórcy nie zamierzali być nowatorami w dziedzinie filmowej poetyki grozy. Świadomi ograniczeń i możliwości gatunku stworzyli świetnego straszaka, wiarygodnością postaci i wstrzemięźliwością w pokazywaniu bezsensownej przemocy na głowę bijącego amerykańskie produkcje.

Screeny

HO, COLD PREY a.k.a Fritt vilt HO, COLD PREY a.k.a Fritt vilt HO, COLD PREY a.k.a Fritt vilt HO, COLD PREY a.k.a Fritt vilt HO, COLD PREY a.k.a Fritt vilt HO, COLD PREY a.k.a Fritt vilt HO, COLD PREY a.k.a Fritt vilt HO, COLD PREY a.k.a Fritt vilt

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ profesjonalizm i zawodowstwo twórców,
+ wspaniałe plenery,
+ wiarygodne postacie i ich w miarę racjonalne postępowanie,
+ solidne aktorstwo,
+ powściągliwość w epatowaniu bezsensownymi efektami gore.

Minusy:

- to jednak jest kino wzorowane na współczesnych amerykańskich horrorach

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -