Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:FRENZY

FRENZY

Szał

ocena:8
Rok prod.:1972
Reżyser:Alfred Hitchcock
Kraj prod.:Wielka Brytania
Obsada:Jon Finch, Barry Foster, Barbara Leigh-Hunt, Anna Massey, Alec McCowen
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:7
Głosów:3
Inne oceny redakcji:

Alfred Hitchcock w swej długiej i bogatej reżyserskiej karierze cztery raz sięgał po postać seryjnego mordercy. Pierwszy raz w 1927 r. w filmie „The Lodger” – filmowej adaptacji sztuki teatralnej pt „Who is He”,. Sztuka stanowiła sceniczną przeróbkę powieści Marie Belloc Lowndes inspirowanej historią Kuby Rozpruwacza. Drugi raz postać seryjnego zabójcy pojawiła się w pochodzącym z 1943 r. filmie „Shadow of a Doubt”, w którym „czarny charakter”, dusiciel bogatych wdów, wzorowany był na postaci Henri-Desire Landru, francuskiego mordercy działającego w latach 40.. Najsłynniejszy z Hitchcockowskich seryjnych zabójców, Norman Bates, bohater „Psychozy” (1960) oraz powieści Robert Blocha, stanowiącej podstawę scenariusza, zawdzięczał wiele wyczynom Eda Geina. Morderca z omawianego „Szału”, nim stał się postacią w filmie, pojawił się na kartach powieści Arthura Le Berna „Goodbye Piccadilly, Farewell Leicester Square”. Seryjny zabójca tym razem „pożyczył” nieco z Alberta de Salvo oraz nigdy nieujętego dusiciela znad Tamizy, zwanego Neck-tie Murder („Krawatowy Morderca”). Przedostatni w dorobku Mistrza suspensu film nie jest jednak próbą rekonstrukcji zbrodni, któregoś z dwóch wymienionych morderców, lecz pełną autoironii mistrzowską zabawą Hitchcocka z jego własną twórczością. A przy tym jednym z najlepszych filmów, który wyszedł spod ręki Anglika.

Koniec lat 60., Londyn. W mieście grasuje nieuchwytny seryjny zabójca, który dusi kobiety, pozostawiając na ich martwych szyjach zawiązany krawat. Tymczasem Richard „Dick” Blaney ma na głowie zupełnie inne zmartwienia. Na skutek nieporozumienia został wyrzucony z posady barmana, jest bez pieniędzy i nie ma się gdzie podziać. Nie pozostaje mu nic innego jak udać się do byłej żony, właścicielki nieźle prosperującego biura matrymonialnego. Brenda, jego małżonka, spędza z nim wieczór w restauracji, ale nie oferuje mu noclegu. Dick korzysta więc z noclegowni. Następnego dnia ponownie udaje się do biura żony, lecz zastaje zamknięte drzwi. Nie ma pojęcia, że tuż przed nim zjawił się u Brendy namolny klient, szukający partnerki o skłonnościach masochistycznych. Jego wizyta skończyła się dla Brendy tragicznie – z krawatem zadzierzgniętym wokół jej szyi. Na skutek niefortunnego zbiegu okoliczności sekretarka Brendy widzi Dicka zaraz po tym, jako opuszcza biuro, w którym dokonano zabójstwa. Młody mężczyzna staje się więc głównym i jedynym podejrzanym. Wszystkie dowody świadczą przeciwko niemu, a tymczasem giną kolejne kobiety związane z Dick`iem.


„Szał” to powrót Hitchcocka i to w dwojakim sensie. Po prawie dwudziestu latach nieobecności reżyser powrócił do Anglii i Londynu, by zrealizować swój sześćdziesiąty piąty w karierze film, a także by po dwunastu latach powrócić do postaci seryjnego mordercy. Dodajmy, że w obu przypadkach był to powrót udany. Po chłodno przyjętych filmach: „Marnie” (1963), „Rozdartej kurtynie” (1966) i „Topazie” (1969), które zdaniem wielu krytyków zwiastowały zmierzch kariery Mistrza, siedemdziesięciojednoletni Hitchcock zaskoczył wszystkich „Szałem”. Nie chodzi o fabułę, która odwoływała się do ulubionego motywu twórczości angielskiego reżysera - „niewinnie oskarżonego”, lecz do sposobu jej przedstawienia. Film bowiem kipi od werwy, iskrzy się pomysłami, jest zabawny, mnóstwo w nim błyskotliwych dialogów, wisielczego humoru, z którego Mistrz słynął oraz rewelacyjnie zaaranżowanych scen. Ci, którzy wieszczyli koniec twórczej kariery musieli sobie pluć w brodę, bo Mistrz zademonstrował w „Szale” i inteligencję i inwencję godną swych najlepszych filmów.


Historia Dicka Blaneya, jako się rzekło, nie zaskoczy nikogo, kto widział choć kilka filmów Hitchcocka. Ale nie można reżysera posądzać o wtórność i przejaw epigonizmu. Podobieństwa do opowieści o „niewinnie oskarżonych” bohaterach: „The Lodger”” (1927), „Spellbound” (1945), „I, Confess” (1953) czy „Northt By West” ( 1959), by wymienić tylko niektóre, są bowiem jak najbardziej zamierzone. Przy okazji „Psychozy” wmawiano Hitchcockowi, że stworzył jeden z pierwszych filmów postmodernistycznych, lecz wydaje się, że tak naprawdę na to miano zasługuje właśnie „Szał”. To w nim odnajdziemy i pomieszanie gatunków (kryminał, komedia, dramat obyczajowy, groza), i tonacji na przemian przerażającej i zabawnej, i licznych aluzji do własnej twórczości, i wreszcie do pozafilmowych wydarzeń (wspomniana historia autentycznego seryjnego zabójcy, a także, do obyczajowości, i jakby mimochodem filmowanych londyńskich dzielnic na przełomie lat 60 i 70.). Ale najbardziej postmodernistyczną cechą jest ironiczny charakter opowieści o bohaterze, którego policja niesłusznie uznała za seryjnego zabójcę. Mimo więc całkiem sporej dawki przemocy, jak na angielskiego twórcę, nad całością opowieści unosi się orzeźwiający humor, który w niezwykle zabawnym wątku inspektora Oxforda i jego żony – wyjątkowej kiepskiej kucharki, ale za to utalentowanej pani detektyw, zamienia się w wyraźne mruganie okiem, nadając „Szałowi” komediowej lekkości.


Z postmodernistycznej zabawy Hitchcocka najbardziej interesujące, bo sprawdzalne przez widzów, są odniesienia do innych dzieł Mistrza. Od oczywistych, jak zwyczajowy „gościnny występ” samego Hitchcocka w filmie (w pierwszej scenie, wśród gapiów zebranych nad brzegiem Tamizy) czy obecności blondynek, które w miarę szybko rozstają się życiem, po bardziej subtelne jak pomysł na powiązanie bohatera z morderstwem przez przypadkowego świadka, który dostrzegł go w pobliżu miejsca zbrodni (niemal identyczna sytuacja pojawia się m.in. w „I, Confess” z 1953 r.) czy aluzje do „Psychozy” (scena zabójstwa żony Dicka czy wspomnienie przez mordercę o jego serdecznych relacjach z matką). Poza tym pojawiają się ulubione tematy – uwolniona z rygorów cenzury przemoc (pierwszy film Mistrza z kategorią „R” – „tylko dla dorosłych”), seks (pierwszy raz reżyser pokazuje nagie kobiece ciała, których użyczyły dublerki), labirynt intryg, w który przypadkowo zostaje wciągnięty bohater, zawodny wymiar sprawiedliwości, i być może najważniejszy temat całej twórczości – względność ludzkiej tożsamości. W „Szale” problemy z nią mają zarówno Dick Blaney oraz morderca. Ten pierwszy dla bliskich jest niewinnym człowiekiem, dla otoczenia zaś groźnym zabójcą. Z kolei jego adwersarz tylko najbliższym osobom z otoczenia ujawnia swą prawdziwą twarz zbrodniarza, dla pozostałych jest sympatycznym, miłym sprzedawcą owoców z pobliskiego sklepu. Obraz Hitchcocka nie stara się filozofować, niemniej przez taki zabieg dramaturgiczny, reżyser zadaje widzowi pytanie: kim jest człowiek? Czy tym za kogo uważają go inni czy on sam?


„Szał” jest jednak przede wszystkim pierwszorzędnym filmem rozrywkowym. A także obrazem do bólu Hitchcockowskim, a jednocześnie ze stylu Mistrza czerpiącym to, co najlepsze. Przede wszystkim znakomite, zaskakujące a przy tym zabawne zakończenie, kto wie czy nie najlepsze w całej twórczości Anglika. Reżyser raczy widzów także kilkoma niespodziewanymi zwrotami akcji oraz całą długą listą genialnie zainscenizowanych scen, potwierdzających klasę Mistrza. Już prolog i scena nad brzegiem Tamizy to popis reżyserskiej inwencji, a to dopiero początek. Na widza czekają jeszcze dwie słynne sceny: pierwsza, gdy kamera, pozostawiając mordercę prowadzącego ofiarę do swego mieszkania, w jednym długim ujęciu, wycofuje się z klatki schodowej, by znaleźć się w środku słonecznego, pełnego ulicznego zgiełku dnia. Druga, to makabryczna scena w ciężarówce wiozącej worki z ziemniakami, ale też ciało jednej z zamordowanych kobiet, z dłoni której zabójca stara się wydostać obciążający go dowód. Oczywiście to tylko niektóre przykłady mistrzowskiej realizacji scen.


Niestety dla zagorzałych miłośników horrorów jest zła wiadomość. Film Hitchcocka, choć ma kilka scen, które mogłyby ich zainteresować ( zabójstwo Brendy czy groteskowa scena w ciężarówce) nie jest horrorem. Zresztą, nawet co do „Psychozy” istnieją spory, a to obraz, który zwyczajowo łączony jest z tym gatunkiem. Mimo, że „Szał” nikogo nie wystraszy, to oferuje cale mnóstwo innych atrakcji: znakomite tempo, kilka rewelacyjne sfilmowanych scen oraz świetną grę aktorów (zwłaszcza uwagę zwraca Jon Finch, znany choćby z „Tragedii Makbeta” R. Polańskiego oraz Barry Foster, w autoironicznej roli mordercy). Warto więc sięgnąć po „Szał” nawet jeśli daleko mu do klasycznego kina grozy.

Screeny

HO, FRENZY HO, FRENZY HO, FRENZY HO, FRENZY HO, FRENZY HO, FRENZY HO, FRENZY HO, FRENZY HO, FRENZY

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ jeden z najlepszych filmów Hitchcocka
+ reżyseria
+ postmodernistyczna fabuła
+ autoironia
+ aktorzy
+ kilka genialnie zainscenizowanych scen
+ zakończenie

Minusy:

- to nie jest horror, czyli wszystkie związane z tym konsekwencje

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -