Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOUSE

HOUSE

Dom

ocena:4
Rok prod.:2007
Reżyser:Robby Henson
Kraj prod.:USA
Obsada:Lew Temple, Leslie Easterbrook, Reynaldo Rosales, Bill Moseley, Michael Madsen, Paweł Deląg, Weronika Rosati
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:1.75
Głosów:4
Inne oceny redakcji:

Wielu twórców uważa, że rola filmowca, muzyka czy pisarza sprowadza się do bycia rzemieślnikiem, któremu bardzo rzadko udaje się być artystą. Niektórzy całe życie poświęcają, by choć raz poczuć się jak mistrz uwodzący swą sztuką miliony ludzi. Wielu, zdając sobie sprawę ze swego umiarkowanego talentu, chce po prostu dawać ludziom biorącym do ręki ich produkty godziwą rozrywkę. Dla twórców imających się filmową grozą sprawa wydaje tym bardziej prostsza i komfortowa. Żaden z fanów horroru nie oczekuje od nich filmów na miarę „Dziecka Rosemary” czy„Lśnienia”. Reżyser bowiem, operując w niszy gatunkowej, ma pewne narzędzia, dzięki którym może stworzyć niekoniecznie oryginalnego, ale solidnego straszaka z ciekawą, dynamicznie opowiedzianą historią. Dobrze byłoby, aby jego film miał ciekawych bohaterów oraz aby piramidalnymi głupotami nie obrażał inteligencji widzów. Dla wielu jednak twórców powyższe wymagania to jednak zbyt wysoko podniesiona poprzeczka, przez co spod ich ręki zamiast solidnego komercyjnego produktu wychodzi ciężki do strawienia filmowy potworek.

Po obejrzeniu filmu „House” do tego grona zaliczyć mogę na pewno jego reżysera Robby’ego Hensona. Stworzył on bowiem dzieło niezwykle męczące, do bólu wtórne, a co najgorsze, starające się wbić w tandetny oraz pozbawiony oryginalności scenariusz elementy tak ważnych dla człowieka sfer jak eschatologia i etyka. Z tego przedziwnego misz maszu, na dodatek bez żenady kopiującego schematy wypracowane przez takich reżyserów jak Alejandro Amenábara i M. Night Shyamalana, wyszła filmowa czkawka, z której jednak oprócz poczucia straconego czasu można wynieść jedną optymistyczną refleksję. Ale po kolei.

Film opowiada historię dwóch młodych par, które na skutek zbiegu okoliczności (ale też kolejnego ciężkiego dnia scenarzysty) w krótkim odstępie czasu w tym samym miejscu ulegają wypadkom samochodowym. Nie trzeba chyba dodawać, iż obie pary chciały sobie skrócić drogę podczas dłuższej trasy, przez co przykra niespodzianka spotkała ich w dzikich leśnych ostępach. Nie ma jednak złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem obie pary szybko znajdują na skraju leśnej drogi zajazd o, delikatnie mówiąc, niepokojącej architekturze. Lokal prowadzi żelazną ręką groteskowo demoniczna rodzina składająca się z pani domu Betty, gospodarza Stewarda oraz ich niezaspokojonego seksualnie syna Pete’a. Szybko okazuje się, iż niezwykła familia to słudzy Szatana, którzy w bezkresnych, pełnych wilgoci i koszmarów labiryntach pod pensjonatem dopuszczają się obrzydliwych, okrutnych i na pewno perwersyjnych czynów na Bogu winnych ofiarach. Na dodatek na zewnątrz posępnego lokalu grasuje maniak i deprawator pod jakże wdzięcznym imieniem Blaszak, który za cenę jednej ofiary pośród czwórki przybyszów reszcie będzie skłonny darować życie. Bohaterowie więc nie tylko będą musieli uniknąć zbrodniczych zamiarów polujących na nich istot z piekła rodem, lecz także zostaną zmuszeni do stawienia czoła rodzącej się wśród nich paranoi. Dom bowiem nie tylko poluje na nich za pomocą swych lokatorów, lecz także jako złośliwy byt wpływa na ich świadomość eksponując i deformując nie do końca chwalebną przeszłość każdego z czwórki młodych ludzi.

Czegoż to nie ma w tym filmie. Są i sataniści i demony. Mamy nawiedzony, żyjący swym życiem dom oraz jego rozległe, spleśniałe, najeżone pułapkami i przedziwnymi istotami podziemia. Jest zamaskowany szaleniec wypisujący mądrości na pustych puszkach po groszku konserwowym. Wreszcie nasi żyjący dotąd tylko i wyłącznie dla przyziemnych, doczesnych przyjemności bohaterowie dowiadują się o takich wartościach jak dobro, zło czy bezinteresowne poświecenie dla drugiego człowieka. Czego więc brakuje w tym filmie, aby nadać mu jakąkolwiek wartość? Sensu.

Cała intryga zostaje zawiązaną w sposób beznadziejnie głupi. Scenarzystę nie obchodziły zupełnie ani motywacje bohaterów ani logika ich działania. Mieli po prostu znaleźć się w opanowanym przez piekielne siły domostwie i tyle. Kiedy czwórka młodych ludzi zaczyna orientować się w jakiej kabale muszą uczestniczyć, scenariusz natychmiast każe im się rozdzielić, by nie tylko „złe” łatwiej mogło ich dopaść, lecz także aby pokazać nam, że w przeszłości sporo przeskrobali i teraz będą musieli za to słono zapłacić. Jednak twórcy nie wnikają za bardzo w okryty mrokiem grzechu dzień wczorajszy bohaterów, za to każą im się miotać w rozległych, brudnych i zatęchłych lochach pod pensjonatem. Postacie biegają w tę i we w tę krzycząc do siebie, strzelając i produkując ogólny chaos. Wisienką wieńczącą ten zamęt są wytrzeszczeni i wrzeszczący gospodarze polujący w kompletnie nieskoordynowany sposób na przybyłych niedawno gości.

Jakby tego było mało, pod koniec świadomi już swych grzechów zaniechania i braku odpowiedzialności bohaterowie biorą udział w dyskusji między reprezentantami jasnej i ciemnej strony mocy na temat tego, co jest prawdziwym dobrem i dlaczego ono zawsze powinno zwyciężać. Kiedy przychodzi co do czego, nasi wspaniali, nowo obdarzeni życiową wiedzą młodzi ludzie bez wahania stają po stronie światłości i nie dają się zdeprecjonować przedstawicielom moralnej degrengolady.

Film ten zwrócił moją uwagę tak naprawdę tylko dlatego, iż prawie w całości został nakręcony w Polsce. Okolice Strykowa zastąpiły pełne czającej się grozy bezdroża amerykańskiej Alabamy, zaś wnętrza sfilmowane były w Rudzie Pabianickiej oraz na terenie hali po "Uniontexie" w Łodzi. Widać, że polska stolica filmu urzekła nie tylko sławnego Davida Lyncha, lecz także pomniejszych twórców, widzącym w dla nas rodzimej i oswojonej rzeczywistości pierwiastki egzotyki a czasami i grozy. Warto jeszcze zauważyć, iż w rolach epizodycznych wystąpili również polscy aktorzy – Weronika Rosati, Paweł Deląg oraz aktor Teatru Nowego w Łodzi, Mariusz Pilawski.

Pomimo do bólu schematycznej i momentami wręcz głupawej historii, nudy wiejącej z ekranu oraz amatorskiej gry aktorów, film Robby’ego Hensona ma jedną naprawdę znaczącą zaletę, o której wspominam nie bez satysfakcji. Są nią bowiem zdjęcia Marcina Koszałki, jednego z najzdolniejszych polskich operatorów młodego pokolenia. Autor ten wsławił się rewelacyjnymi zdjęciami do takich filmów „Pręgi”, „Kochankowie z Marony” oraz ostatnio do „Rysy” Marcina Rosy i „Senności” Magdaleny Piekorz. Naprawdę krzepiące jest to, iż na naszym rodzimym poletku filmowym znajduje się twórca, który przyczynić się może do artystycznego sukcesu nie tylko kina ambitnego („Kochankowie z Marony, „Rysa”), lecz także potrafiący znakomicie odnaleźć się w kinie na wskroś komercyjnym. To Koszałka ratuje ten obraz przed zarzutem filmowego nieporozumienia, bowiem jedyne, co przyciąga uwagę w „House”, to pojedyncze, niekonwencjonalnie skomponowane kadry oraz świetna praca kamery – kiedy trzeba dynamiczna, a kiedy jest to konieczne, statyczna. Na ekranie możemy zobaczyć także intrygujące deformacje obrazu, dzięki którym przedstawiona jest dwoistość rzeczywistości składająca się na tę, w której dzieje się akcja filmu oraz na obrazy tkwiące tylko i wyłącznie w umysłach bohaterów. Dzięki utrzymanym w ciemnych tonacjach zdjęciom polskiego operatora, „House” momentami przypomina duszne i pulsujące okrucieństwem „Irréversible” Gaspara Noé, film, w którym zamknięcie w przesiąkniętym perwersją świecie może doprowadzić do narodzin stanów klaustrofobicznych.

Pomimo nobilitującego udziału polskiego twórcy zdjęć, „House” Robby’ego Hensona jest moim zdaniem stratą czasu. Wielokrotnie już widzieliśmy domy nawiedzone przez najróżniejszego asortymentu stwory, a jeśli chodzi o pełną metafor wizję piekła i tkwiących w niej bohaterów, lepiej sięgnąć juz po amatorski „Salvage” niż nurzać się w podłódzkich lasach udających Alabamę.

Screeny

HO, HOUSE HO, HOUSE HO, HOUSE HO, HOUSE HO, HOUSE HO, HOUSE

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na film.
Plusy:

+ zdjęcia Marcina Koszałki
+ pomysł, aby w naszym kraju nakręcić horror

Minusy:

- do bólu schematyczna i bełkotliwa fabuła
- brak jakiegokolwiek napięcia
- idiotyczne dialogi, zwłaszcza dotyczące moralnych rozterek bohaterów
- fatalne, amatorskie aktorstwo, albo niebywale statyczne, albo przeszarżowane
- więcej śmiechu z nieudolności twórców niż strachu czy lęku

Na forum:

Podyskutuj o filmie tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -